czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 31

*Oczami Klary*

W końcu jesteśmy w LA i w końcu będę mogła porozmawiać z Zuzą. Razem z Margaret nie mogłyśmy się rozstać, więc postanowiła przyjechać z nami. Elyar musiał coś załatwić w LA, więc dołączy do nas pod wieczór. Podaliśmy mu adres Justina, bo tam miałyśmy spędzić cały dzień. Niestety okazało się, że po południu Zuza z Jusem jadą do Noego Jorku na spotkanie z jej ojcem. Podczas kiedy chłopacy byli na lotnisku i rozmawiali z fanami, ja i Mar pojechałyśmy na spotkanie z moją siostrą. Tak jak myślałam Zuza się zdziwiła, kiedy zobaczyła moją przyjaciółkę, ale przywitała ją z otwartymi ramionami. Tak jak się umówiłyśmy, pozbyliśmy się chłopaków i przeprowadziliśmy rozmowę na temat Justina i Nialla. Ta rozmowa nie należała do najłatwiejszych. Nie lubiłam Nialla za to, że skrzywdził Zuzę, ale uważałam, że każdy zasługuje na kolejną szansę. Nie znałam dobrze Justina, ale widziałam, że kocha moją siostrę i się nią zaopiekuje. Niestety Zuza będzie musiała sama podjąć decyzję. Dołączyli do nas Justin i chłopacy, więc postanowiliśmy porozmawiać na weselsze tematy.
Od już jakichś dwóch godzin Margaret próbowała się dodzwonić do Elyara żeby podać mu nowy adres, pod który ma przyjechać. Niestety za każdym razem odzywała się jego skrzynka głosowa.
- My musimy się już szykować do wylotu, ale jeżeli chcecie to możecie tu zostać.- Zaproponował Justin. - My najprawdopodobniej wrócimy dopiero jutro rano, więc macie cały dom dla siebie. Elyar łatwo was znajdzie no i nie musicie gnieździć się w tych hotelach.-
- Nie chcemy przeszkadzać.-
- Niby, komu macie przeszkadzać skoro sami tu będziecie?-
W taki o to sposób postanowiliśmy zostać. Zuza i Justin pojechali do Nowego Jorku a chłopacy pojechali na próbę a później mają koncert. Razem z Mar zostałyśmy w domu, dlatego że nie czułam się najlepiej. Oczywiście Nath upierał się, że przełożą koncert na inny dzień i się mną zajmie, ale stanowczo mu odmówiłam. Tak, więc zostałyśmy same. Justin kazał nam czuć się jak u siebie, więc tak też zrobiliśmy. Zrobiłyśmy sobie popcorn i włączyłyśmy sobie film. Po bardzo długiej ''kłótni'' zdecydowałyśmy, że obejrzymy 'Szybko i wściekle'; była to moja ulubiona część. Podczas filmu oczywiście zadzwonił mój telefon i nie był to nikt inny jak Nathan z pytaniem jak się czuję. Jak mu powiedziałam, że dobrze to nie chciał mi uwierzyć i nalegał, że przyjedzie, chociaż na godzinę. Razem z Mar jakoś przemówiłyśmy mu do rozumu.
*
Film już dawno się skończył i teraz siedziałyśmy i rozmawiałyśmy. Nagle usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Siedziałam bliżej o kilka centymetrów, więc to na mnie wypadło i musiałam wstać i otworzyć. Podeszłam do frontowych drzwi, pociągnęłam za klamkę i tego, kogo zobaczyłam byłby ostatnią osobą, którą bym podejrzewała, że się tu zjawi.
- Beau? Co ty tu robisz?- Chłopak nie odpowiedział tylko wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. - Możesz mi wyjaśnić?-
- Co mam ci wyjaśnić? Co ja tu robię czy czemu zostawiłem Zuze z dzieckiem?- Powiedział w nerwach.
- Najlepiej to wszystko, ale najpierw ochłoń. Chodź do salonu.-
- Jak mam ochłonąć skoro dałyście mu adres i w każdej chwili może się tu zjawić.-
- Dobra to już w ogóle nic nie rozumiem, o co ci chodzi. Zacznij od początku… najlepiej od tego, dlaczego zostawiłeś Zuzę.-
- Gdzie jest Zuza?- Tak jakby wcale mnie nie słuchał.
- Pojechała do Nowego Jorku.- Do rozmowy wtrąciła się Mar.
- Musimy stąd iść jak najszybciej. Nie jesteście tu bezpieczne.- Beau złapał mnie za nadgarstek, ale ja mu się wyrwałam.
- Nigdzie nie idę dopóki mi nie wytłumaczysz, o co tu chodzi!-
- Dobra jak tak bardzo chcesz to siadaj i nie przerywaj. Pytania na sam koniec. Ciebie blondi też się to tyczy.- Usiadłyśmy na kanapie i czekałyśmy aż coś powie.
- Jak już może wiecie zostawiłem Zuze, bo w coś się wplątałem. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu, ale nie mogłem pozwolić żeby Zuzie coś się stało. Zrobiłem coś i ten ktoś zagroził, że zabije wszystkich, na których mi zależy. Wyjechałem, ale nie myśl sobie, że tak wszystko po prostu zostawiłem. Zabezpieczyłem wszystkie dane; wasze, waszych rodziców i Nathana. Wszystko szło dobrze i byłyście bezpieczne, ale nie znałem twojej przyjaciółki.- Teraz wskazał na Margaret. - Myślałem, że po prostu znalazł sobie dziewczynę i da sobie spokój, ale wczoraj dowiedziałem się, że się znacie.- Mar nie wytrzymała i mu przerwała.
- Nie mówisz chyba o moim chłopaku.-
- Właśnie o nim mówię. On to wszystko zaplanował. Jak myślisz, dlaczego tak bardzo lubił słuchać twoich opowiadań o rodzinie Nowickich? W ten sposób chciał je odnaleźć a wy głupie podałyście mu adres na tacy i teraz w każdej chwili może się tu zjawić. Teraz idziemy zanim będzie za późno! Dobrze, że chociaż Zuza jest bezpieczna!-
- Nie wierzę ci.- Odezwałam się.
- Wierz mi lub nie, ale czy naprawdę chcesz ryzykować własne życie.- Zaczęłam się zastanawiać i nie mogłam wymyślić niczego, dlaczego miałby mnie kłamać. Moje przemyślenia przerwa mi mój telefon. Szybko go odebrałam.
- Halo.-
- Hej kochanie. Już właśnie wracam do was. Chłopacy poszli do jakiegoś klubu, więc spędzimy czas w starym gronie.- Popatrzyłam na Beau.
- Uwierz mi… on jest naprawdę niebezpieczny.- Powiedział do szepcząc. Nie wiem, dlaczego ale zaczęłam mu wierzyć.
- Nathan słuchaj, nie możesz tu przyjeżdżać. Spotkajmy się w jakimś hotelu.- Zaczęłam mówić spanikowanym głosem.
- Kochanie coś przerywa.-
- Nie możesz tu przyjeżdżać! Słyszysz?!-
- Naprawdę nie rozumiem, ale porozmawiamy w domu. Zaraz będę.-
- Nie Nathan! Nie możesz!- Niestety, ale się rozłączył. - Dobra idziemy zanim on tu przyjedzie.- Zaczęliśmy się kierować w stronę drzwi. Miałam już chwycić za klamkę, ale Beau mnie zatrzymał.
- Poczekaj. Pójdę sprawdzić czy jest tu bezpiecznie.- Wyciągnął broń z kieszeni i już go nie było. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś taki jak Beau może w coś takiego się wplątać. Nagle usłyszałyśmy strzały. Strasznie się przestraszyłyśmy, więc się przytuliłyśmy. Do domu wbiegł, Beau.
- Nie zdążyliśmy. Jest tu i czeka aż wyjdziemy. Teraz mi wierzycie już na sto procent?-
- I co teraz zrobimy?- Zapytała zapłakana Margaret. Pewnie też bym płakała gdybym się dowiedziała, że mój chłopak mnie wykorzystał i jest mordercą.
- Jest tu tylne wyjście?- Chciałam odpowiedzieć, ale przerwał mi strzał broni.
- Co to było?- Zaczęłam panikować. - A co jeśli to Nathan wrócił?- Łzy zaczęły mi spływać po policzku.
- Pójdę zobaczyć, co to było. Może tylko chce nas zmylić.- Chłopak spojrzał przez okno. - To nie Nathan chyba, że przefarbował włosy na blond.- Kamień spadł mi z serca, ale jak Beau mógł zobaczyć kolor włosów skoro jest grubo po dziewiątej. Nie myśląc na tym długo, wybiegłam z domu. Od razu zauważyłam ciało i czym bardziej do niego się zbliżałam tym bardziej przypominało mi Natha. Kiedy byłam wystarczająco blisko bez problemu mogłam rozpoznać postać. Łzy ponownie zaczęły mi lecieć i najszybciej jak mogłam podbiegłam do niego. Uklękłam przy nim i zakryłam buzię.
- Nathan! Nie rób mi tego! Nie zostawiaj nas! Potrzebujemy ciebie!- Zaczęłam krzyczeć i wpadłam w histerię. Nathan leżał w kałuży krwi i ani drgnął. Jak przez mgłę słyszałam, że ktoś mnie woła, ale nie reagowałam… a raczej nie chciałam reagować. Nie chciałam zostawić tu go samego… wcale nie chciałam go zostawić. Nagle poczułam silny bul i zanim się obejrzałam leżałam obok Natha. Zaczęło mi się coraz zimniej i oczy zaczęły robić się coraz cięższe aż w końcu widziałam tylko ciemność…..

*Osoba trzecia*


Martwe ciała Klary i Nathana leżały na zimnym podjeździe. Po chwili przyjechała policja i aresztowała Elyara. Margaret wpadła w histerię i wtuliła się w Beau, który stał obok. Lekarze oznajmili zgon obu młodych ludzi. Margaret nie mogła się jeszcze opanować, więc to Beau postanowił wszystkich poinformować. Najpierw zadzwonił chłopaków, którzy świetnie bawili się w klubie. Po otrzymanej informacji natychmiast wybiegli i pojechali na miejsce zdarzenia. Następny telefon był do siostry Klary. Blondynka po usłyszeniu wiadomości upuściła telefon i wybuchła płaczem. Justin, który towarzyszył Zuzie zaczął ją pocieszać, ale było to na darmo. Beau postanowił, że będzie lepiej, jeżeli to Zuza poinformuje o tym swoich rodziców. Tak też zrobiła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz