Zuza
Po tym co daiewczyna mi opowiedziała na teamt tego że chce oddać Hope zrobiło mi się przykro ale ucieszyłam się po tym jak mi powiedziała że chce zostać ze mną i pójść do mojego ojca. Tak naprawdę byłam pewna że nie miał pojęcia o mnie i o tym że byłam jego biologiczną córką. Wróciłam do pokoju i wzięłam prysznic a potem ubrana w koszulke Justina wróciłam do pokoju. Chłopak rozchmurzył się na ten gest i oboje położyliśmy się do łóżka a ja wtuliłam się w Justina.
-O czym myślisz?- Chłopak zapytał głaszcząc moje udo.
-Czy George sie domyśla, czy w ogóle nas pamięta a co jeśli mnie nie zaakceptuje i wyśmieje?- Powiedziałam i spojrzałam w jego oczy, ten się lekko uśmiechnął i pocałował w czoło
-Wszystko będzie dobrze- Zamknęłam oczy i odpłynęłam w kraine morfeusza.
*
Staliśmy właśnie przed wielkim budynkiem korporacyjnym. Spojrzałam niepewnie na Justina i Klarę któzy mnie próbowali przez całą drogę pocieszyć ciepłymi słowami a teraz sami niepewnie spoglądali n a budynek. Weszliśmy powoli do recepcji.
-Słucham?
-Ym nazywam się Jessica Reed, bratanica Georga.- Rzekłam a kobieta spojrzała na komputer a potem na mnie.
-6 piętro pan Reed już na panią czeka- Kobieta powiedziała i szybko weszliśmy do windy. Kiedy drzwi się otworzyły chciałam się wycofać. Nie mogłam, wejde i co powiem? 'Mam na imie Zuza i jestem pana córką?' nie mam nawet żadnych dowodów! W końcu odważyłam się zapukać do drzwi i po usłyszeniu 'proszę' otworzyłam je i weszłam. Klara i Justin postanowili pozostać na zaewnątrz. Czułabym sie nieswojo i stchórzyłabym. Facet siedział tyłem do mnie póki ja nie podeszłam do wielkiego biura z widokiem na Manhattan. Ładnie. Mężczyzna wstał i wreszcie mogłam zauważyć jego twarz. Miał lazurowe oczy i brązowe włosy które układał na żel, i średnią cerę. Był ubrany w białą koszule i czarny garnitur. Był bogaty.
-Więc powaidasz żę jesteś moją bratanicą?
-Nie. Jestem Zuza.
-Spodziewałem się ciebie- Mężczyzna zaskoczył mnie ale usiadł w fotelu i odwrócił się do mnie i kazał mi usiąść co zrobiłam.
-Skąd?
-Twoja matka dzwoniła dzisiaj rano. Spodziewaliśmy się ciebie lecz czego ty ode mnie oczekujesz?
-Niewiem- Rzekłam cicho i spuściłam głowę, nie wiedziałam co chciałam, czego od niego oczekiwałam. Działałam za szybko.
-Wiesz co masz racje, po prostu sama nie wiem czego chce od życia. Działałąm pod wpływem impulsu. Chciałam się dowiedzieć jak chociaż wyglądasz.- Rzekłam i po chwilii wstałąm i podeszłam do drzwi- Muszę iść. Miło było ciebie spotkać. Pa George- Rzuciłam na odchodne i wyszłam zamykając drzwi. Klara i Jus patrzyli się na mnie i chcieli mnie odgadnąć mruknęłam 'chodźcie, nic tu po nas'i ruszyłam w strone drzwi a następnie w strone hotelu. Nie miałam humoru więc oni nawet nie próbowali ze mną zaczynać rozmowy. Czuje sie jak gówno. Ojciec niby ojciec ale czego ja oczekiwałam? Powiatania z czerwonym dywanem? Boże jaka ja jestem głupia. Wyciągnęłam jeszcze pare kartek z koperty któe tam zostały i były pewnie następnymi wskazówkami.
Po tym co daiewczyna mi opowiedziała na teamt tego że chce oddać Hope zrobiło mi się przykro ale ucieszyłam się po tym jak mi powiedziała że chce zostać ze mną i pójść do mojego ojca. Tak naprawdę byłam pewna że nie miał pojęcia o mnie i o tym że byłam jego biologiczną córką. Wróciłam do pokoju i wzięłam prysznic a potem ubrana w koszulke Justina wróciłam do pokoju. Chłopak rozchmurzył się na ten gest i oboje położyliśmy się do łóżka a ja wtuliłam się w Justina.
-O czym myślisz?- Chłopak zapytał głaszcząc moje udo.
-Czy George sie domyśla, czy w ogóle nas pamięta a co jeśli mnie nie zaakceptuje i wyśmieje?- Powiedziałam i spojrzałam w jego oczy, ten się lekko uśmiechnął i pocałował w czoło
-Wszystko będzie dobrze- Zamknęłam oczy i odpłynęłam w kraine morfeusza.
*
Staliśmy właśnie przed wielkim budynkiem korporacyjnym. Spojrzałam niepewnie na Justina i Klarę któzy mnie próbowali przez całą drogę pocieszyć ciepłymi słowami a teraz sami niepewnie spoglądali n a budynek. Weszliśmy powoli do recepcji.
-Słucham?
-Ym nazywam się Jessica Reed, bratanica Georga.- Rzekłam a kobieta spojrzała na komputer a potem na mnie.
-6 piętro pan Reed już na panią czeka- Kobieta powiedziała i szybko weszliśmy do windy. Kiedy drzwi się otworzyły chciałam się wycofać. Nie mogłam, wejde i co powiem? 'Mam na imie Zuza i jestem pana córką?' nie mam nawet żadnych dowodów! W końcu odważyłam się zapukać do drzwi i po usłyszeniu 'proszę' otworzyłam je i weszłam. Klara i Justin postanowili pozostać na zaewnątrz. Czułabym sie nieswojo i stchórzyłabym. Facet siedział tyłem do mnie póki ja nie podeszłam do wielkiego biura z widokiem na Manhattan. Ładnie. Mężczyzna wstał i wreszcie mogłam zauważyć jego twarz. Miał lazurowe oczy i brązowe włosy które układał na żel, i średnią cerę. Był ubrany w białą koszule i czarny garnitur. Był bogaty.
-Więc powaidasz żę jesteś moją bratanicą?
-Nie. Jestem Zuza.
-Spodziewałem się ciebie- Mężczyzna zaskoczył mnie ale usiadł w fotelu i odwrócił się do mnie i kazał mi usiąść co zrobiłam.
-Skąd?
-Twoja matka dzwoniła dzisiaj rano. Spodziewaliśmy się ciebie lecz czego ty ode mnie oczekujesz?
-Niewiem- Rzekłam cicho i spuściłam głowę, nie wiedziałam co chciałam, czego od niego oczekiwałam. Działałam za szybko.
-Wiesz co masz racje, po prostu sama nie wiem czego chce od życia. Działałąm pod wpływem impulsu. Chciałam się dowiedzieć jak chociaż wyglądasz.- Rzekłam i po chwilii wstałąm i podeszłam do drzwi- Muszę iść. Miło było ciebie spotkać. Pa George- Rzuciłam na odchodne i wyszłam zamykając drzwi. Klara i Jus patrzyli się na mnie i chcieli mnie odgadnąć mruknęłam 'chodźcie, nic tu po nas'i ruszyłam w strone drzwi a następnie w strone hotelu. Nie miałam humoru więc oni nawet nie próbowali ze mną zaczynać rozmowy. Czuje sie jak gówno. Ojciec niby ojciec ale czego ja oczekiwałam? Powiatania z czerwonym dywanem? Boże jaka ja jestem głupia. Wyciągnęłam jeszcze pare kartek z koperty któe tam zostały i były pewnie następnymi wskazówkami.
24 Grudzień 1994
Drogi pamiętniku, dzisiaj Robert się odezwał pierwszy raz odkąd wyjechałam z Londynu. Czułam się okropnie a Zuzą zaczęła się zajmować moja mama a ja poświęcałam całe dnie na spotkaniach z przyjaciółmi. Nie wiem co do niej czuje ale napewno to nie jest miłość. Zniszczyła naszą rodzine! Wysłał kartke z życzeniami. Tak chciałabym zobaczyć teraz Klare, malutką moją Klare. Mama postanowiła abym zaczęła chodzić do psychologa i na odwyk. Uważa że biore narkotyki z czego ma racje. Ale nie pójde na żaden odwyk! Dzisiaj szczególnie niczego nie będę robiła. Zuza rośnie na naprawde piękną dziewczynkę ale nie chcę jej, ja chce być teraz w Londynie.
1 Czerwca 1995
Robert postanowił nas dzisiaj odwiedzić w Warszawie. Przemyślał pare spraw i chce się spotkać aby porozmawiać i abym mogła się spotkać z Klarą. Można powiedzieć że trochę się zatraciłam w narkotykach i tracę panowanie nad sobą. Raz chciałam coś zrobić Zuzie kiedy wracałam z imprezy. Niewiem co robie. Ale jedynym szczęściem jest to że zaraz spędze czas z Robertem i Klarą.
10 Września 1995
Roczek Klary! Byliśmy w Warszawie i urządzaliśmy urodziny dla dwójki. Robert naprawdę ją pokochał i mi wybaczył. A ja z względu na niego postanowiłam pójść na ten idiotyczny odwyk. Może zmienią się relacje do Zuzy? Cokolwiek, zepsuła naszą rodzinę i nigdy jej tego nie wybacze
1 Września 2001
Zuza dzisiaj idzie do pierwszej klasy. Pomiędzy mną i Robertem nie było żadnych popraw. Dalej postanowilismy pobyć w separacji a ja skończyłam studia i zostane nauczycielką tańca i otwieram własne studio. Może i to dla nas lepiej? Dziewczynka jest strasznie słodka i ładna. Wczoraj wysłałam list do Georga. Wie o Zuzie, chciał zdjęć i abyśmy do niego przyjechały. Chciał się zobaczyć ze swoją księżniczką jak ją nazwał. Może zostawie ja u niego? Będzie miała lepiej. Narazie wiem tyle że Klara ma sie dobrze i niedługo się z nią znowu zobacze.
9 Maj 2003
Pierwsza komunia Zuzy. George przyjechał jak i Robert i Klara. Obydwie będą uczestniczyć w uroczytości i jestem dumna z nich. Tylko Zuza znowu miesza w relacjach moich, Roberta i Georga. Nie chce jej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz