*Oczami Klary*
Obudziłam się
wcześnie rano i pierwsze, co zrobiłam to poszłam pod prysznic. Następnie
ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Kiedy wyszłam z łazienki myślałem, że
dostanę zawału. Nathan był w pokoju i pakował walizki.
- Przestraszyłeś
mnie- Kiedy chłopak mnie zobaczył od razu przestał robić poprzednią czynność.
- Wybacz nie
chciałem cię przestraszyć po prostu przyszedłem nas spakować.-
- Nathan chciałam
ci powiedzieć, że… nie chcę oddawać Hope do adopcji. To była chwila słabości…
wszystko zaczęło mnie przerastać, ale Zuza mi pomogła zrozumieć, że wy
jesteście wszystkim, czego teraz chcę. Przepraszam cię.- Chłopak do mnie
podszedł i chciał mnie przytulić, ale nie pozwoliłam mu na to. - Zanim się
pogodzimy muszę ci jeszcze o czymś powiedzieć.-
- Coś się stało?-
- Zuza ma pewien
problem i muszę jej w tym pomóc. Dlatego nie mogę jechać z wami w dalszą
trasę.- Zapadła długa cisza. Próbowałam wyczytać cokolwiek z twarzy Nathana,
ale to na nic.
- Jak to nie
możesz? Po tym wszystkim ty wybierasz ją zamiast mnie?!-
- To nie tak?-
- A jak?! Jeszcze
przed wyjazdem mówiłaś, że jeżeli dojdzie do tego, że będziesz musiała wybierać
to wybierzesz mnie! A teraz mnie wystawiasz?!- Chłopak nie przestawał krzyczeć.
- Wtedy byłam na
nią zła i dlatego tak powiedziałam.-
- Czyli mam rozumieć,
że teraz jesteś na mnie zła czy może zawsze byś wybrała Zuze a ja jestem na tym
drugim miejscu?!-
- Proszę cię. Nie
stawiaj mnie w takiej sytuacji.- Byłam już bliska płaczu.
- Sama to
zrobiłaś! Stawałem na głowie żeby cię ze sobą tu zabrać… żeby spełnić twoje
marzenia a ty już na drugi dzień mnie wystawiasz! Wiesz, co? Rób, co chcesz.
Jak coś znasz plan trasy i wiesz gdzie mnie szukać. Na razie.- Nathan zabrał
swoją walizkę i wyszedł. Ten wyjazd to same problemy. Nie chciałam żeby tak to
wszystko wyszło, ale jakbym i ja wystawiła teraz Zuze to by już całkiem
załamała. Ponownie się ogarnęłam i poszłam po Zuze i Justina.
*
Staliśmy przed
wielkim budynkiem. Przez ten cały czas próbowaliśmy jakoś pocieszyć Zuze ale
teraz to już sama zwątpiłam. Weszliśmy do środka i podeszliśmy do recepcji.
Zuza trochę skłamała, co do swojej tożsamości, ale nie dziwie jej się. Następnie
wjechaliśmy na prawidłowe piętro i już chwile później staliśmy przed właściwymi
drzwiami. Zuza postanowiła wejść tam sama, więc ja i Jus usiedliśmy na zewnątrz
i cierpliwie czekaliśmy. Siedzieliśmy pogrążeni we własnych myślach, ale
postanowiłam zacząć rozmowę.
- My to chyba się
nie znamy osobiście.- Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Raczej nie.
Jestem Justin, przyjaciel Zuzy.- Podał mi rękę.
- Jestem Klara,
siostra Zuzy i przyjaciółka chłopaka, którego postrzelił jeden z twoich
kumpli.-
- No to trochę
jest to nie zręczna sytuacja.-
- Trochę tak, ale
było minęło. Powiedz mi tylko jedno…, dlaczego pomagasz Zuzie?-
- Bo jest moją
przyjaciółką i w tej chwili nie miała nikogo innego.-
- Kłamiesz.-
- Skąd wiesz?-
- Teraz już
wiem.- Moją metoda nigdy nie zawodzi. - Widać, że coś do niej czujesz.-
- Aż tak to
widać?- Justin spojrzał się na mnie.
- Nie, ale jesteś
z tych chłopaków, których trudno rozgryźć. Ja mam w tym wprawę, bo Nathan był
jednym z nich. Zajęło mi rok żeby się zorientować, że dla niego nasza znajomość
to coś więcej niż przyjaźń.- Na samom myśl o tym uśmiech pojawił się na mojej
twarzy. W tym momencie z gabinetu wyszła Zuza.
- Chodźcie, nic
tu po nas.- Oboje z Justinem zrozumieliśmy, że nie ma, co się dopytywać jak tam
było. Doszliśmy do hotelu i pierwsze, co zrobiłam to spojrzałam na zegarek. Może
jeszcze zdążę. Szybko pobiegłam do Zuzy żeby jej powiedzieć, co zamierzam
zrobić.
- Zuza możemy
pogadać?- Weszłam bez pukania do jej pokoju. Justina akurat nie było.
- Nie mam ochoty
o tym nic mówić.-
- Wiem, ale ja
nie o tym.- Blondynka usiadła i spojrzała się na mnie. - Chodzi o Nathana. Dziś
rano znowu się pokłóciliśmy o to, że postanowiłam zostać tu. On planował ten
wyjazd od bardzo dawna a ja go tak po prostu wystawiłam. Nie mogę go stracić w
tak idiotyczny sposób. Dlatego nie obrazisz się, jeżeli wyjadę z nimi?-
- Oczywiście, że
nie. I tak wystarczająco mi pomogłaś… poszłaś tam zemną. Nie mogę być przyczyną
rozpadu waszego związku, dlatego jedź.- Przytuliłam ją i już wychodziłam z pokoju,
kiedy się jeszcze na chwilę odwróciłam.
- Masz szczęście,
że znalazłaś kogoś takiego jak Justina. Możesz na niego liczyć i myślę, że on
coś do ciebie czuje.- I zostawiłam ją z takim tematem do przemyślenia zamiast
się martwić o cokolwiek innego. Najszybciej jak tylko mogłam pobiegłam do
mojego pokoju i zabrałam walizkę. Dobrze, że Nathan mnie wcześniej spakował.
Spojrzałam na zegarek. Miałam jedynie 45 minut. Złapałam pierwszą lepszą
taksówkę i kazałam kierowcy jechać na lotnisko.
*
Wpadłam na
lotnisko i szłam w stronę odprawy do Miami. Nie zajęło mi to dużo czasu. Zaraz
po znalezieniu właściwego miejsca zobaczyłam pitkę bardzo dobrze mi znanych
chłopaków. Właśnie dawali swoje bagaże do odprawy.
- Nathan!- Krzyknęłam,
kiedy go tylko zobaczyłam. Chłopak odwrócił się i kiedy mnie zobaczył od razu
rzucił swoje bagaże i zaczął biec w moja stronę. Kiedy dobiegł do mnie złapał
mnie w tali i obrócił wokół własnej osi.
- Co ty tu robisz?-
Spytał, kiedy postawił mnie z powrotem na ziemię.
- Przepraszam
cię. Powinnam od razu przyjechać tu tobą a nie mieć wątpliwości. Jesteś dla
mnie najważniejszy i nie mogę cię stracić w taki sposób.-
- Nie straciłabyś…
za bardzo cię kocham.- Wtedy nasze usta złączyły się w długim i namiętnym
pocałunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz