sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 27

*Oczami Klary*

Obudziłam się wcześnie rano i pierwsze, co zrobiłam to poszłam pod prysznic. Następnie ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż. Kiedy wyszłam z łazienki myślałem, że dostanę zawału. Nathan był w pokoju i pakował walizki.
- Przestraszyłeś mnie- Kiedy chłopak mnie zobaczył od razu przestał robić poprzednią czynność.
- Wybacz nie chciałem cię przestraszyć po prostu przyszedłem nas spakować.-
- Nathan chciałam ci powiedzieć, że… nie chcę oddawać Hope do adopcji. To była chwila słabości… wszystko zaczęło mnie przerastać, ale Zuza mi pomogła zrozumieć, że wy jesteście wszystkim, czego teraz chcę. Przepraszam cię.- Chłopak do mnie podszedł i chciał mnie przytulić, ale nie pozwoliłam mu na to. - Zanim się pogodzimy muszę ci jeszcze o czymś powiedzieć.-
- Coś się stało?-
- Zuza ma pewien problem i muszę jej w tym pomóc. Dlatego nie mogę jechać z wami w dalszą trasę.- Zapadła długa cisza. Próbowałam wyczytać cokolwiek z twarzy Nathana, ale to na nic.
- Jak to nie możesz? Po tym wszystkim ty wybierasz ją zamiast mnie?!-
- To nie tak?-
- A jak?! Jeszcze przed wyjazdem mówiłaś, że jeżeli dojdzie do tego, że będziesz musiała wybierać to wybierzesz mnie! A teraz mnie wystawiasz?!- Chłopak nie przestawał krzyczeć.
- Wtedy byłam na nią zła i dlatego tak powiedziałam.-
- Czyli mam rozumieć, że teraz jesteś na mnie zła czy może zawsze byś wybrała Zuze a ja jestem na tym drugim miejscu?!-
- Proszę cię. Nie stawiaj mnie w takiej sytuacji.- Byłam już bliska płaczu.
- Sama to zrobiłaś! Stawałem na głowie żeby cię ze sobą tu zabrać… żeby spełnić twoje marzenia a ty już na drugi dzień mnie wystawiasz! Wiesz, co? Rób, co chcesz. Jak coś znasz plan trasy i wiesz gdzie mnie szukać. Na razie.- Nathan zabrał swoją walizkę i wyszedł. Ten wyjazd to same problemy. Nie chciałam żeby tak to wszystko wyszło, ale jakbym i ja wystawiła teraz Zuze to by już całkiem załamała. Ponownie się ogarnęłam i poszłam po Zuze i Justina.
*

Staliśmy przed wielkim budynkiem. Przez ten cały czas próbowaliśmy jakoś pocieszyć Zuze ale teraz to już sama zwątpiłam. Weszliśmy do środka i podeszliśmy do recepcji. Zuza trochę skłamała, co do swojej tożsamości, ale nie dziwie jej się. Następnie wjechaliśmy na prawidłowe piętro i już chwile później staliśmy przed właściwymi drzwiami. Zuza postanowiła wejść tam sama, więc ja i Jus usiedliśmy na zewnątrz i cierpliwie czekaliśmy. Siedzieliśmy pogrążeni we własnych myślach, ale postanowiłam zacząć rozmowę.
- My to chyba się nie znamy osobiście.- Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Raczej nie. Jestem Justin, przyjaciel Zuzy.- Podał mi rękę.
- Jestem Klara, siostra Zuzy i przyjaciółka chłopaka, którego postrzelił jeden z twoich kumpli.-
- No to trochę jest to nie zręczna sytuacja.-
- Trochę tak, ale było minęło. Powiedz mi tylko jedno…, dlaczego pomagasz Zuzie?-
- Bo jest moją przyjaciółką i w tej chwili nie miała nikogo innego.-
- Kłamiesz.-
- Skąd wiesz?-
- Teraz już wiem.- Moją metoda nigdy nie zawodzi. - Widać, że coś do niej czujesz.-
- Aż tak to widać?- Justin spojrzał się na mnie.
- Nie, ale jesteś z tych chłopaków, których trudno rozgryźć. Ja mam w tym wprawę, bo Nathan był jednym z nich. Zajęło mi rok żeby się zorientować, że dla niego nasza znajomość to coś więcej niż przyjaźń.- Na samom myśl o tym uśmiech pojawił się na mojej twarzy. W tym momencie z gabinetu wyszła Zuza.
- Chodźcie, nic tu po nas.- Oboje z Justinem zrozumieliśmy, że nie ma, co się dopytywać jak tam było. Doszliśmy do hotelu i pierwsze, co zrobiłam to spojrzałam na zegarek. Może jeszcze zdążę. Szybko pobiegłam do Zuzy żeby jej powiedzieć, co zamierzam zrobić.
- Zuza możemy pogadać?- Weszłam bez pukania do jej pokoju. Justina akurat nie było.
- Nie mam ochoty o tym nic mówić.-
- Wiem, ale ja nie o tym.- Blondynka usiadła i spojrzała się na mnie. - Chodzi o Nathana. Dziś rano znowu się pokłóciliśmy o to, że postanowiłam zostać tu. On planował ten wyjazd od bardzo dawna a ja go tak po prostu wystawiłam. Nie mogę go stracić w tak idiotyczny sposób. Dlatego nie obrazisz się, jeżeli wyjadę z nimi?-
- Oczywiście, że nie. I tak wystarczająco mi pomogłaś… poszłaś tam zemną. Nie mogę być przyczyną rozpadu waszego związku, dlatego jedź.- Przytuliłam ją i już wychodziłam z pokoju, kiedy się jeszcze na chwilę odwróciłam.
- Masz szczęście, że znalazłaś kogoś takiego jak Justina. Możesz na niego liczyć i myślę, że on coś do ciebie czuje.- I zostawiłam ją z takim tematem do przemyślenia zamiast się martwić o cokolwiek innego. Najszybciej jak tylko mogłam pobiegłam do mojego pokoju i zabrałam walizkę. Dobrze, że Nathan mnie wcześniej spakował. Spojrzałam na zegarek. Miałam jedynie 45 minut. Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i kazałam kierowcy jechać na lotnisko.
*
Wpadłam na lotnisko i szłam w stronę odprawy do Miami. Nie zajęło mi to dużo czasu. Zaraz po znalezieniu właściwego miejsca zobaczyłam pitkę bardzo dobrze mi znanych chłopaków. Właśnie dawali swoje bagaże do odprawy.
- Nathan!- Krzyknęłam, kiedy go tylko zobaczyłam. Chłopak odwrócił się i kiedy mnie zobaczył od razu rzucił swoje bagaże i zaczął biec w moja stronę. Kiedy dobiegł do mnie złapał mnie w tali i obrócił wokół własnej osi.
- Co ty tu robisz?- Spytał, kiedy postawił mnie z powrotem na ziemię.
- Przepraszam cię. Powinnam od razu przyjechać tu tobą a nie mieć wątpliwości. Jesteś dla mnie najważniejszy i nie mogę cię stracić w taki sposób.-

- Nie straciłabyś… za bardzo cię kocham.- Wtedy nasze usta złączyły się w długim i namiętnym pocałunku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz