*Oczami Klary*
Wylądowaliśmy w Miami,
ale Nathan od razu wysłał mnie i Nano do hotelu żeby sytuacja z lotniska w
Nowym Jorku się nie powtórzyła. Oczywiście w samolocie odbyła się kłótnia, kto
ma ze mną jechać do hotelu. Oczywiście rozwiązali ten problem jak dorośli;
wyliczanką. W taki o to sposób razem z Nano byliśmy w drodze do hotelu.
Dostałam klucze do pokoju mojego i Nathana. Pierwsze, co zrobiłam to poszłam
wziąć szybki prysznic i przebrałam się w czyste ciuchy. Kiedy wyszłam z
łazienki Nathana jeszcze nie było, dlatego postanowiłam zadzwonić do Zuzy.
- Halo.-
Usłyszałam w słuchawce.
- Hej Zuza. Dzwonię,
bo strasznie mi się nudzi. Wylądowaliśmy jakąś godzinę temu a chłopaków jeszcze
nie ma. A co tam u was?-
- Już wróciliśmy
do LA. Wiesz, co? Miałaś rację Justin coś do mnie czuje.-
- No wiem, bo sam
mi powiedział. Powiedział ci to?- Chwile milczała.
- Tak i… zapytał
się mnie czy chcę zostać jego dziewczyną.-
- To świetnie!-
Krzyknęłam z radości. Zuza zasługuje na chłopaka, który w końcu będzie dla niej
w porządku a nie ją zdradza czy zostawia z dzieckiem. - I co? Zgodziłaś się?-
- Jeszcze nie
dałam mu odpowiedzi.-
- Dlaczego?-
- Bo mam mętlik w
głowie. Nie wiem, kogo mam wybrać. Obie widziałyśmy Nialla z inną dziewczyną,
ale tak naprawdę nie wiemy, kim ona dla niego jest. Kocham tego blondasa, ale
do Jusa chyba też coś czuje, ale jeszcze nie wiem, co.-
- Wiesz, co? To
nie jest rozmowa na telefon. Jutro będziemy w LA, więc zamiast do hotelu to
przyjadę do ciebie i porozmawiamy. Musimy tylko się upewnić, że będziemy same…
bez żadnych chłopaków. Będzie ciężko się pozbyć, Natha ale coś się wymyśli.-
Wtedy usłyszałam, że drzwi do pokoju się otwierają. Oczywiście było to Nathan.
- Zuza słuchaj… muszę kończyć, bo Nath wrócił. To przyślij mi adres i zjawię
się tam jutro.-
- Dobra to pa i
bawcie się dobrze.- Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo dziewczyna się
rozłączyła. Wstałam z krzesełka, na którym siedziałam i podeszłam do Nathana.
- To dla ciebie.-
Chłopak pocałował mnie i dał mi bukiet kwiatów.
- A to, za co?-
Przez chwile się przeraziłam i zaczęłam sobie przypominać wszystkie ważne daty
i jednak nie było żadnej okazji.
- Nie może być
bez okazji.- Spojrzałam się na niego podejrzliwie. - No to, jeśli ma być powód
to zaraz jakiś wymyślę… o już wiem… to za to, że tu jesteś i że sprawiłaś, że
jestem najszczęśliwszym chłopakiem na świecie.- Nie lubię, kiedy mówi takie rzeczy,
bo nie jestem romantyczką, ale to było słodki. Ponownie złączyłam nasze usta razem,
ale tym razem na dłużej.
- Kochany jesteś
wiesz?-
- Wiem.-
Uśmiechnął się a ja poczochrałam mu włosy.
- Narcyz.-
- Ale właśnie za
to mnie kochasz.-
- Nie. Jestem pewna,
że są inne powody, dla których cię kocham, ale to też gdzieś może się znaleźć
na liście.
*
Dzisiejszy
koncert odbył się po południu. Na szczęście przygotowania odbyły się bez
żadnych wypadków tak jak w Nowym Jorku. Chłopacy byli dziś bardzo spokojni… aż
za spokojni. Nie zastanawiałam się nad tym zbyt dużo tylko korzystałam ze
spokoju. Po koncercie wróciliśmy do hotelu i poszliśmy coś zjeść. Tak samo jak
w garderobie chłopacy siedzieli cicho tak jakby bali ssie rozmawiać żeby
czasami się nie wygadać. Najbardziej nie wytrzymywał Tom, więc postanowiłam się
czegoś dowiedzieć. Kiedy wracaliśmy do swoich pokoi, złapałam Toma za
nadgarstek i zabrałam w jakieś ciche miejsce żeby czasami nikt nam nie
przeszkadzał.
- TomTom powiedz
mi kochany…, co wy ukrywacie.- Chłopak od razu zaczął się mieszać.
- My… my przecież
normalnie… przecież nic się nie dzieje… przestań my mamy coś ukrywać… przed
tobą… błagam.- Spojrzałam się na niego jeszcze bardziej podejrzanie.
- Słyszałaś? Jay
mnie woła. Pewnie znowu w kiblu utknął. Już lecę Jay!- Krzyknął i już go nie
było. Zrezygnowana wróciłam do pokoju. Jeżeli Tom się nie wygadał to żaden tego
nie zrobi. Postanowiłam zostawić to w
spokoju. Może kiedyś się dowiem.
*
- Boże, jakie
nudy!- Był już wieczór a my nic nie robimy tylko leżymy na łóżku i oglądamy
jakieś filmy i do tego Nath nie zamienił ze mną ani jednego słowa. Tym razem
tak samo. - Nathan ty się na mnie obraziłeś czy coś?- Zaprzeczył tylko kręcąc
głową. - To, o co chodzi? Jeżeli mi ni powiesz w tej chwili to wyjdę i nie
wrócę!- Nath ze spokojem spojrzał na zegarek, po czym wstał i podał mi rękę a
ja spojrzałam się na niego pytająco.-
- To idziesz
kochanie czy nie?-
- Teraz to już mi
się nie chcę.- Z powrotem położyłam się
na łóżko i udawałam, że jestem obrażona.
- Idziemy.-
Nathan przerzucił mnie przez ramię i zaczęliśmy kierować się w stronę drzwi.
- Nathan puść
mnie!- Zaczęłam mówić przez śmiech. - Pójdę sama tylko mnie puść!-
- Na pewno?-
- Tak tylko wezmę
jeszcze jakąś bluzę, bo chłodno jest.-
- Dobra, ale
jeżeli cię nie będę widział tu przy mnie za dwie minuty to zaniosę cię na
miejsce. Rozumiemy się?-
- Tak jest!-
Nathan położył mnie z powrotem na podłogę.
- Czas… start.- Najszybciej
jak tylko mogłam poszłam znaleźć jakąś bluzę. Nie widziało mi się żeby Nath
mnie niósł całą drogę. Jak na złość nie mogłam znaleźć żadnej bluzy, więc
wzięłam jedną bejsbolówkę Nathana. Wróciłam do bruneta.
- Już jestem.
Możemy iść.- Złapałam bruneta za rękę i wyszliśmy z hotelu.
Już półgodziny
później spacerowaliśmy po plaży przy zachodzi słońca. Widoki były przepiękne. Usiedliśmy
na piasku i wtuleni w siebie patrzeliśmy się w przestrzeń. W pewnym momencie
Nathan wstał i wyciągnął w moją stronę rękę.
- Chodź, bo robi
się już ciemno.-
- Nie chcę
jeszcze wracać do hotelu.- Upierałam się. Spędziłam tam wystarczająco dużo
czasu.
- A kto powiedział,
że wracamy do hotelu?- Spojrzałam się na niego pytająco. Złapałam za jego dłoń
i wstałam. Nadal trzymając się za ręce szliśmy dalej w z dłuż plaży. Nagle nie
wiadomo skąd podbiegł do nas Tom. Biedak tak się zmachał, że nie mógł wydusić z
siebie żadnego słowa. Oparł ręce o kolana i próbował złapać oddech.
- Tom, co się
stało.- Musze się przyznać trochę się przestraszyłam, bo niby, co Tom by robił
o takiej porze, sam na plaży i do tego tak zdyszany. Na pewno nie zrobił sobie joggingu.
- Już… zaraz…
dajcie, dajcie mi sekundę.- Tak też zrobiliśmy. - Dobra już doszedłem do
siebie. Dobrze, że was spotkałem, bo normalnie nie wiem, co bym zrobił sam.-
- Tom, co się stało.-
Popędził go Nathan.
- A no tak
zapomniałem. Tam dalej na plaży znalazłem Jaya. Coś mu się stało. Normalnie go
prawie nie poznałem. No masakra normalnie.- Nie myśląc długo, całą trójką
pobiegliśmy miejsce gdzie Tom widział loczka. Wszyscy już pomału traciliśmy siły,
ale jednak dalej biegliśmy. Kiedy dobiegliśmy na miejsce nie mogłam uwierzyć w to,
co zobaczyłam.
- Widzicie go. On
ma na sobie garnitur. O mało, co a bym go nie poznał.- Rzeczywiście, przy brzegu
stał namiocik a dookoła było pełno świeczek. Jay stał przy stoliku w garniturze
i czekał na coś.
- Tom ja cię
zabije! Nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłeś! Myślałam, że coś mu się stało
a ty sobie jaja robisz!- Myślałam, że zaraz go rozszarpie.
- No przecież mówię,
że coś się stało, bo normalnie by tak się nie ubrał dobro wolnie.-
- Przestań wcale
nie dobro wolnie… trzy tygodnie go namawiałem. Byłem gotowy mu już zapłacić,
ale na szczęście się zgodził.- Dodał Nathan.
- Ty też brałeś w
tym udział? Dobra a teraz mi wytłumacz, co tu się dzieje.- Po chwili już wiedziałam,
dlaczego dzisiaj wszyscy tak milczeli. - Wy wszyscy jesteście w to wmieszani.-
Nath tylko się uśmiechnął, złapał mnie za rękę i zaczęliśmy iść w stronę
stolika. Chłopak posadził nie na jednym krześle a sam usiadł naprzeciwko.
- Witam.-
Podszedł do nas Jay. - Dzisiaj będę waszym kelnerem. Czy mogę wam już przynieść
danie?- Był przesłodki w tym garniturze i do tego tak bardzo starał się wejść w
rolę kelnera. Nathan kiwnął głową. - Ale zanim to uczynię to naleć państwu wody
gazowanej? Zaproponowałbym szampana, ale pani parter stanowczo zabronił.-
Uśmiechnęłam się i porosiliśmy o tą wodę. Kiedy Jay nalał nam picia zniknął gdzieś.
Pewnie poszedł po te nasze dania.
- Dobra teraz
powiedz mi, o co w tym wszystkim chodzi. Najpierw kwiaty a teraz to.-
- Nic. Chciałem
ci po prostu zrobić niespodziankę.-
- To, dlatego
byłeś na mnie zły, że chciałam zostać w Nowym Jorku. Planowałeś to od dłuższego
czasu.-
- Dokładnie to od
miesiąca, ale kto by liczył.- W tym właśnie momencie podszedł do nas nasz prywatny
kelner z dwoma talerzami.
- Coś jeszcze
podać.-
- Nie, ale wiesz,
co Nathan? Ten pan bardzo się spisał. Może powinieneś dać mu napiwek za ciężką
prace i no i za ten garnitur.-
- No. Słyszał pan
swoją dziewczynę. Wyskakuj pan z kasy.- Nath przewrócił tylko oczami i dał
loczkowi kilka banknotów. - Dziękuje bardzo. Jeżeli będę jeszcze potrzeby to proszę
wołać.- I ponownie zostaliśmy sami. Zjedliśmy naszą kolacje, rozmawiając i
śmiejąc się przy tym. Nathan był bardzo kochany za to, że w ogóle mu się chciało
coś takiego przygotować. To była nasza pierwsza taka randka. Nie jestem
romantyczką i wole randki gdzie siedzimy wtuleni w siebie i oglądami jakiś
film. W pewnym momencie Nathan kiwnął głową i minutę później znaleźli się koło
nas Jay, Tom, Max i Siva. Nasz ukochany Tomcio miał przy sobie gitarę i zaczął
na niej grać. Już po chwili usłyszałam pierwsze piosenki Golden. Nathan wstał z
krzesła, podszedł do mnie, pomógł wstać i zaczęliśmy poruszać się w rytm
piosenki. Lubiłam tą piosenkę, bo trochę reprezentowała mój związek z Nathanem.
Czasami było pod górkę, ale zawsze wychodziliśmy z tego cało. Kiedy piosenka
się skończyła, my przestaliśmy tańczyć i zapadła ogromna cisza. Nathan podszedł
do mnie bliżej i spojrzał mi się w oczy.
- Klara nawet nie
wiesz jak bardzo cię kocham. Kocham cię jak wariat. Wiem, że nie zawsze nam się
układało i że skrzywdziłem cię kilka razy, ale ty zawsze znajdowałaś siłę żeby
mi wybaczyć. To dzięki tobie jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Chciałbym spędzić z
tobą resztę swojego życia z tobą i z Hope, bo bez was jestem nikim. Chciałbym
żebyś wróciła z nami do Londynu, ale już nie, jako moja dziewczyna, ale jako…
narzeczona.- Nathan uklęknął przede mną i wyciągnął pudełeczko z pierścionkiem
w środku a mi zaczęły zbierać łzy w oczach. - Klara… uczynisz mi ten zaszczyt i
wyjdziesz za mnie?- Całkowicie zaniemówiłam. Łzy zaczęły mi spływać po
policzkach. Nawet nie wiem, kiedy ale zaczęłam się rozglądać dookoła. Spojrzałam
na chłopaków, którzy chcieli aż krzyczeć żebym się zgodziła. Głos Nathan
sprowadził mnie na ziemię.
- Proszę cię, nie
trzymaj mnie tak długo w niepewności, bo zaraz chyba zawału dostanę.- Z
powrotem popatrzałam się na bruneta. Chciałam mu odpowiedzieć, ale żadne słowo
nie chciało wyjść. Nie zostało mi nic innego jak tylko pokiwać głową. Uśmiech
pojawił się na jego twarzy.
- Tak?- Tak jakby
nie dowierzał.
- Tak idioto!
Tak, tak, tak!- Rzuciłam się na niego i zaczęliśmy się całować. Nawet nie wiem,
kiedy Nath wsunął m pierścionek na palec. Chłopacy zaczęli wiwatować i klaskać.
*Godzina później*
Wracaliśmy do hotelu,
kiedy zauważyłam bardzo dobrze mi znaną blondynkę.
- Margaret?- Powiedziałam,
kiedy podeszliśmy bliżej.
- Klara? O mój
boże. Jak ja dawno cię nie widziałam! Stęskniłam się za tobą i to strasznie.- Blondynka
przytuliła mnie.
- Obiecałam sobie,
że kiedy tylko cię zobaczę to cię zabije za to, że wyjechałaś bez żadnego słowa
al. teraz jestem za bardzo szczęśliwa. Co y robisz w Miami?-
- Przepraszam,
ale to była decyzja z dnia na dzień. Myślałam, że wrócę po jakimś miesiącu, ale
kogoś poznałam.-
- To super, ale z
przyjacielem się nie przywitasz?- Nathan dał o sobie znak i przytulił nasza
przyjaciółkę.
- Ależ jakbym
mogła się z tobą nie przywitać? Fajnie was widzieć razem. Powiecie jak wam się
układa w życiu prywatnym, bo w zawodowym to słyszałam, że bardzo dobrze. Cały
świat o was gada!-
- Tu jesteś
kochanie.- Podszedł do nas jakiś blondyn.
- Klara, Nathan
to jest Elyar… mój chłopak. Elyar to jest właśnie moja przyjaciółka Klara i jej
chłopak Nathan. No i oczywiście mój przyjaciel.-
- Miło cię poznać,
ale tam trzeba małą poprawkę wprowadzić, bo nie chłopak a narzeczony.- Poprawił
ją Nath.
- Co ale jak to?
Od kiedy?-
- Od jakiejś
godziny.- Spojrzałam na zegarek.
- No to gratuluje
wam. Po tylu latach razem… to było do przewidzenia.- Wtrącił się Elyar. -
Margaret bardzo dużo o was opowiadała. I jeszcze chyba o twojej siostrze… Zuzie,
jeśli się nie mylę.-
- Zuza jest z
wami?- Zapytała się Mar.
- Nie. Jest w LA
z przyjacielem.- Wyjaśniłam.
- A szkoda, bo
bardzo chciałbym ja poznać.-
- Może kiedyś
będzie okazja a teraz chodźmy gdzieś, bo musimy nadrobić stracony czas.- Tak
jak powiedział Nath, tak zrobiliśmy. Jednak musimy wrócić do hotelu o wczesnej porze,
bo jutro rano mamy samolot do LA.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz