wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 29

*Oczami Klary*

Wylądowaliśmy w Miami, ale Nathan od razu wysłał mnie i Nano do hotelu żeby sytuacja z lotniska w Nowym Jorku się nie powtórzyła. Oczywiście w samolocie odbyła się kłótnia, kto ma ze mną jechać do hotelu. Oczywiście rozwiązali ten problem jak dorośli; wyliczanką. W taki o to sposób razem z Nano byliśmy w drodze do hotelu. Dostałam klucze do pokoju mojego i Nathana. Pierwsze, co zrobiłam to poszłam wziąć szybki prysznic i przebrałam się w czyste ciuchy. Kiedy wyszłam z łazienki Nathana jeszcze nie było, dlatego postanowiłam zadzwonić do Zuzy.
- Halo.- Usłyszałam w słuchawce.
- Hej Zuza. Dzwonię, bo strasznie mi się nudzi. Wylądowaliśmy jakąś godzinę temu a chłopaków jeszcze nie ma. A co tam u was?-
- Już wróciliśmy do LA. Wiesz, co? Miałaś rację Justin coś do mnie czuje.-
- No wiem, bo sam mi powiedział. Powiedział ci to?- Chwile milczała.
- Tak i… zapytał się mnie czy chcę zostać jego dziewczyną.-
- To świetnie!- Krzyknęłam z radości. Zuza zasługuje na chłopaka, który w końcu będzie dla niej w porządku a nie ją zdradza czy zostawia z dzieckiem. - I co? Zgodziłaś się?-
- Jeszcze nie dałam mu odpowiedzi.-
- Dlaczego?-
- Bo mam mętlik w głowie. Nie wiem, kogo mam wybrać. Obie widziałyśmy Nialla z inną dziewczyną, ale tak naprawdę nie wiemy, kim ona dla niego jest. Kocham tego blondasa, ale do Jusa chyba też coś czuje, ale jeszcze nie wiem, co.-
- Wiesz, co? To nie jest rozmowa na telefon. Jutro będziemy w LA, więc zamiast do hotelu to przyjadę do ciebie i porozmawiamy. Musimy tylko się upewnić, że będziemy same… bez żadnych chłopaków. Będzie ciężko się pozbyć, Natha ale coś się wymyśli.- Wtedy usłyszałam, że drzwi do pokoju się otwierają. Oczywiście było to Nathan. - Zuza słuchaj… muszę kończyć, bo Nath wrócił. To przyślij mi adres i zjawię się tam jutro.-
- Dobra to pa i bawcie się dobrze.- Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo dziewczyna się rozłączyła. Wstałam z krzesełka, na którym siedziałam i podeszłam do Nathana.
- To dla ciebie.- Chłopak pocałował mnie i dał mi bukiet kwiatów.
- A to, za co?- Przez chwile się przeraziłam i zaczęłam sobie przypominać wszystkie ważne daty i jednak nie było żadnej okazji.
- Nie może być bez okazji.- Spojrzałam się na niego podejrzliwie. - No to, jeśli ma być powód to zaraz jakiś wymyślę… o już wiem… to za to, że tu jesteś i że sprawiłaś, że jestem najszczęśliwszym chłopakiem na świecie.- Nie lubię, kiedy mówi takie rzeczy, bo nie jestem romantyczką, ale to było słodki. Ponownie złączyłam nasze usta razem, ale tym razem na dłużej.
- Kochany jesteś wiesz?-
- Wiem.- Uśmiechnął się a ja poczochrałam mu włosy.
- Narcyz.-
- Ale właśnie za to mnie kochasz.-
- Nie. Jestem pewna, że są inne powody, dla których cię kocham, ale to też gdzieś może się znaleźć na liście.
*

Dzisiejszy koncert odbył się po południu. Na szczęście przygotowania odbyły się bez żadnych wypadków tak jak w Nowym Jorku. Chłopacy byli dziś bardzo spokojni… aż za spokojni. Nie zastanawiałam się nad tym zbyt dużo tylko korzystałam ze spokoju. Po koncercie wróciliśmy do hotelu i poszliśmy coś zjeść. Tak samo jak w garderobie chłopacy siedzieli cicho tak jakby bali ssie rozmawiać żeby czasami się nie wygadać. Najbardziej nie wytrzymywał Tom, więc postanowiłam się czegoś dowiedzieć. Kiedy wracaliśmy do swoich pokoi, złapałam Toma za nadgarstek i zabrałam w jakieś ciche miejsce żeby czasami nikt nam nie przeszkadzał.
- TomTom powiedz mi kochany…, co wy ukrywacie.- Chłopak od razu zaczął się mieszać.
- My… my przecież normalnie… przecież nic się nie dzieje… przestań my mamy coś ukrywać… przed tobą… błagam.- Spojrzałam się na niego jeszcze bardziej podejrzanie.
- Słyszałaś? Jay mnie woła. Pewnie znowu w kiblu utknął. Już lecę Jay!- Krzyknął i już go nie było. Zrezygnowana wróciłam do pokoju. Jeżeli Tom się nie wygadał to żaden tego nie zrobi.  Postanowiłam zostawić to w spokoju. Może kiedyś się dowiem.
*
- Boże, jakie nudy!- Był już wieczór a my nic nie robimy tylko leżymy na łóżku i oglądamy jakieś filmy i do tego Nath nie zamienił ze mną ani jednego słowa. Tym razem tak samo. - Nathan ty się na mnie obraziłeś czy coś?- Zaprzeczył tylko kręcąc głową. - To, o co chodzi? Jeżeli mi ni powiesz w tej chwili to wyjdę i nie wrócę!- Nath ze spokojem spojrzał na zegarek, po czym wstał i podał mi rękę a ja spojrzałam się na niego pytająco.-
- To idziesz kochanie czy nie?-
- Teraz to już mi się nie chcę.-  Z powrotem położyłam się na łóżko i udawałam, że jestem obrażona.
- Idziemy.- Nathan przerzucił mnie przez ramię i zaczęliśmy kierować się w stronę drzwi.
- Nathan puść mnie!- Zaczęłam mówić przez śmiech. - Pójdę sama tylko mnie puść!-
- Na pewno?-
- Tak tylko wezmę jeszcze jakąś bluzę, bo chłodno jest.-
- Dobra, ale jeżeli cię nie będę widział tu przy mnie za dwie minuty to zaniosę cię na miejsce. Rozumiemy się?-
- Tak jest!- Nathan położył mnie z powrotem na podłogę.
- Czas… start.- Najszybciej jak tylko mogłam poszłam znaleźć jakąś bluzę. Nie widziało mi się żeby Nath mnie niósł całą drogę. Jak na złość nie mogłam znaleźć żadnej bluzy, więc wzięłam jedną bejsbolówkę Nathana. Wróciłam do bruneta.
- Już jestem. Możemy iść.- Złapałam bruneta za rękę i wyszliśmy z hotelu.
Już półgodziny później spacerowaliśmy po plaży przy zachodzi słońca. Widoki były przepiękne. Usiedliśmy na piasku i wtuleni w siebie patrzeliśmy się w przestrzeń. W pewnym momencie Nathan wstał i wyciągnął w moją stronę rękę.
- Chodź, bo robi się już ciemno.-
- Nie chcę jeszcze wracać do hotelu.- Upierałam się. Spędziłam tam wystarczająco dużo czasu.
- A kto powiedział, że wracamy do hotelu?- Spojrzałam się na niego pytająco. Złapałam za jego dłoń i wstałam. Nadal trzymając się za ręce szliśmy dalej w z dłuż plaży. Nagle nie wiadomo skąd podbiegł do nas Tom. Biedak tak się zmachał, że nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. Oparł ręce o kolana i próbował złapać oddech.
- Tom, co się stało.- Musze się przyznać trochę się przestraszyłam, bo niby, co Tom by robił o takiej porze, sam na plaży i do tego tak zdyszany. Na pewno nie zrobił sobie joggingu.
- Już… zaraz… dajcie, dajcie mi sekundę.- Tak też zrobiliśmy. - Dobra już doszedłem do siebie. Dobrze, że was spotkałem, bo normalnie nie wiem, co bym zrobił sam.-
- Tom, co się stało.- Popędził go Nathan.
- A no tak zapomniałem. Tam dalej na plaży znalazłem Jaya. Coś mu się stało. Normalnie go prawie nie poznałem. No masakra normalnie.- Nie myśląc długo, całą trójką pobiegliśmy miejsce gdzie Tom widział loczka. Wszyscy już pomału traciliśmy siły, ale jednak dalej biegliśmy. Kiedy dobiegliśmy na miejsce nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam.
- Widzicie go. On ma na sobie garnitur. O mało, co a bym go nie poznał.- Rzeczywiście, przy brzegu stał namiocik a dookoła było pełno świeczek. Jay stał przy stoliku w garniturze i czekał na coś.
- Tom ja cię zabije! Nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłeś! Myślałam, że coś mu się stało a ty sobie jaja robisz!- Myślałam, że zaraz go rozszarpie.
- No przecież mówię, że coś się stało, bo normalnie by tak się nie ubrał dobro wolnie.-
- Przestań wcale nie dobro wolnie… trzy tygodnie go namawiałem. Byłem gotowy mu już zapłacić, ale na szczęście się zgodził.- Dodał Nathan.
- Ty też brałeś w tym udział? Dobra a teraz mi wytłumacz, co tu się dzieje.- Po chwili już wiedziałam, dlaczego dzisiaj wszyscy tak milczeli. - Wy wszyscy jesteście w to wmieszani.- Nath tylko się uśmiechnął, złapał mnie za rękę i zaczęliśmy iść w stronę stolika. Chłopak posadził nie na jednym krześle a sam usiadł naprzeciwko.
- Witam.- Podszedł do nas Jay. - Dzisiaj będę waszym kelnerem. Czy mogę wam już przynieść danie?- Był przesłodki w tym garniturze i do tego tak bardzo starał się wejść w rolę kelnera. Nathan kiwnął głową. - Ale zanim to uczynię to naleć państwu wody gazowanej? Zaproponowałbym szampana, ale pani parter stanowczo zabronił.- Uśmiechnęłam się i porosiliśmy o tą wodę. Kiedy Jay nalał nam picia zniknął gdzieś. Pewnie poszedł po te nasze dania.
- Dobra teraz powiedz mi, o co w tym wszystkim chodzi. Najpierw kwiaty a teraz to.-
- Nic. Chciałem ci po prostu zrobić niespodziankę.-
- To, dlatego byłeś na mnie zły, że chciałam zostać w Nowym Jorku. Planowałeś to od dłuższego czasu.-
- Dokładnie to od miesiąca, ale kto by liczył.- W tym właśnie momencie podszedł do nas nasz prywatny kelner z dwoma talerzami.
- Coś jeszcze podać.-
- Nie, ale wiesz, co Nathan? Ten pan bardzo się spisał. Może powinieneś dać mu napiwek za ciężką prace i no i za ten garnitur.-
- No. Słyszał pan swoją dziewczynę. Wyskakuj pan z kasy.- Nath przewrócił tylko oczami i dał loczkowi kilka banknotów. - Dziękuje bardzo. Jeżeli będę jeszcze potrzeby to proszę wołać.- I ponownie zostaliśmy sami. Zjedliśmy naszą kolacje, rozmawiając i śmiejąc się przy tym. Nathan był bardzo kochany za to, że w ogóle mu się chciało coś takiego przygotować. To była nasza pierwsza taka randka. Nie jestem romantyczką i wole randki gdzie siedzimy wtuleni w siebie i oglądami jakiś film. W pewnym momencie Nathan kiwnął głową i minutę później znaleźli się koło nas Jay, Tom, Max i Siva. Nasz ukochany Tomcio miał przy sobie gitarę i zaczął na niej grać. Już po chwili usłyszałam pierwsze piosenki Golden. Nathan wstał z krzesła, podszedł do mnie, pomógł wstać i zaczęliśmy poruszać się w rytm piosenki. Lubiłam tą piosenkę, bo trochę reprezentowała mój związek z Nathanem. Czasami było pod górkę, ale zawsze wychodziliśmy z tego cało. Kiedy piosenka się skończyła, my przestaliśmy tańczyć i zapadła ogromna cisza. Nathan podszedł do mnie bliżej i spojrzał mi się w oczy.
- Klara nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham. Kocham cię jak wariat. Wiem, że nie zawsze nam się układało i że skrzywdziłem cię kilka razy, ale ty zawsze znajdowałaś siłę żeby mi wybaczyć. To dzięki tobie jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Chciałbym spędzić z tobą resztę swojego życia z tobą i z Hope, bo bez was jestem nikim. Chciałbym żebyś wróciła z nami do Londynu, ale już nie, jako moja dziewczyna, ale jako… narzeczona.- Nathan uklęknął przede mną i wyciągnął pudełeczko z pierścionkiem w środku a mi zaczęły zbierać łzy w oczach. - Klara… uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?- Całkowicie zaniemówiłam. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Nawet nie wiem, kiedy ale zaczęłam się rozglądać dookoła. Spojrzałam na chłopaków, którzy chcieli aż krzyczeć żebym się zgodziła. Głos Nathan sprowadził mnie na ziemię.
- Proszę cię, nie trzymaj mnie tak długo w niepewności, bo zaraz chyba zawału dostanę.- Z powrotem popatrzałam się na bruneta. Chciałam mu odpowiedzieć, ale żadne słowo nie chciało wyjść. Nie zostało mi nic innego jak tylko pokiwać głową. Uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Tak?- Tak jakby nie dowierzał.
- Tak idioto! Tak, tak, tak!- Rzuciłam się na niego i zaczęliśmy się całować. Nawet nie wiem, kiedy Nath wsunął m pierścionek na palec. Chłopacy zaczęli wiwatować i klaskać.

*Godzina później*
Wracaliśmy do hotelu, kiedy zauważyłam bardzo dobrze mi znaną blondynkę.
- Margaret?- Powiedziałam, kiedy podeszliśmy bliżej.
- Klara? O mój boże. Jak ja dawno cię nie widziałam! Stęskniłam się za tobą i to strasznie.- Blondynka przytuliła mnie.
- Obiecałam sobie, że kiedy tylko cię zobaczę to cię zabije za to, że wyjechałaś bez żadnego słowa al. teraz jestem za bardzo szczęśliwa. Co y robisz w Miami?-
- Przepraszam, ale to była decyzja z dnia na dzień. Myślałam, że wrócę po jakimś miesiącu, ale kogoś poznałam.-
- To super, ale z przyjacielem się nie przywitasz?- Nathan dał o sobie znak i przytulił nasza przyjaciółkę.
- Ależ jakbym mogła się z tobą nie przywitać? Fajnie was widzieć razem. Powiecie jak wam się układa w życiu prywatnym, bo w zawodowym to słyszałam, że bardzo dobrze. Cały świat o was gada!-
- Tu jesteś kochanie.- Podszedł do nas jakiś blondyn.
- Klara, Nathan to jest Elyar… mój chłopak. Elyar to jest właśnie moja przyjaciółka Klara i jej chłopak Nathan. No i oczywiście mój przyjaciel.-
- Miło cię poznać, ale tam trzeba małą poprawkę wprowadzić, bo nie chłopak a narzeczony.- Poprawił ją Nath.
- Co ale jak to? Od kiedy?-
- Od jakiejś godziny.- Spojrzałam na zegarek.
- No to gratuluje wam. Po tylu latach razem… to było do przewidzenia.- Wtrącił się Elyar. - Margaret bardzo dużo o was opowiadała. I jeszcze chyba o twojej siostrze… Zuzie, jeśli się nie mylę.-
- Zuza jest z wami?- Zapytała się Mar.
- Nie. Jest w LA z przyjacielem.- Wyjaśniłam.
- A szkoda, bo bardzo chciałbym ja poznać.-

- Może kiedyś będzie okazja a teraz chodźmy gdzieś, bo musimy nadrobić stracony czas.- Tak jak powiedział Nath, tak zrobiliśmy. Jednak musimy wrócić do hotelu o wczesnej porze, bo jutro rano mamy samolot do LA. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz