*Oczami Klary*
Z samego rana
Nathan kazał mi wejść do samochodu i gdzieś pojechaliśmy. Po jakichś 20
minutach zakrył mi oczy i ponownie zaczęliśmy jechać. Kiedy poczułam, że Nathan
zatrzymał samochód na dobre i wysiadł z samochodu czekałam, co nastąpi dalej. Usłyszałam,
że brunet otwiera drzwi z mojej strony. Pomógł mi wyjść z samochodu i zaczął
gdzieś prowadzić.
- Nathan gdzie
mnie prowadzisz?-
- Zobaczysz
skarbie za kilka sekund.- Nagle stanęliśmy i Nath ściągnął mi opaskę z oczu i
ujrzałam przepiękny dom, a raczej wille. - I co podoba ci się?-
- Nathan jest przecudny,
ale nie rozumiem, po co mnie tu przywiozłeś.-
- Czas najwyższy
w końcu stanąć na własne nogi i wyprowadzić się od twoich rodziców, więc
postanowiłem coś nam znaleźć. Wystarczy jedno twoje słowo i ten dom jest tylko
nasz.-
- Jest cudowny,
ale i na pewno jest bardzo drogi… stać nas na to? A poza tym, po co nam taki
wielki dom na trzy osoby?-
- O pieniądze się
nie martw. Wczoraj omawialiśmy trasę koncertową po Ameryce i jeżeli wypali to
zarobimy sporo kasy. Spokojnie wystarczy na dom i na wiele innych rzeczy.-
- Czyli chcesz
wydać pieniądze, których nie masz?-
- Jeszcze. A
zobaczysz dużo miejsca nam się przyda. Nie chcę żeby Hope była jedynaczką i do
tego musimy koniecznie mieć psa, ale to dopiero jak dzieci podrosną.- Lubiłam,
kiedy on tak się rozmarzał, bo wtedy miał wielki uśmiech na twarzy i wygląda
jakby już żył tym marzeniem. - No i jest jeszcze możliwość, że jeden z
chłopaków nie znajdzie sobie dziewczyny i zamieszka z nami.- Zaśmialiśmy się i stawiałam,
na że będzie to Tom albo Jay.
- Naprawdę
myślisz do przodu, ale mówiłam ci, że nad imieniem dla dziecka jeszcze
pomyślimy.-
- Nie poddam się
tak łatwo. To, co… chcesz zobaczyć jak dom wygląda od środka?- Chłopak puścił
mi oczko.
- Głupie pytanie jasne,
że chcę.- Poszliśmy w stronę wejścia i Nathan wyciągnął klucze, którymi
otworzył drzwi. To mnie trochę zdziwiło. - Przyznaj się… już kupiłeś ten dom
prawda?-
- Tak… już od
tygodnia jesteśmy właścicielami, ale musiałem najpierw coś zrobić zanim bym cię
tu przyprowadził.-
Obeszliśmy cały
dom. Z każdym następnym pomieszczeniem chciałam się już tu wprowadzić choćby
jeszcze dziś.
- A ten pokuj
jest powodem, dlaczego dopiero dzisiaj cię tu przyprowadziłem. Chciałem ci
zrobić małą niespodziankę.- Nathan pozwolił mi wejść, jako pierwsza. Nigdy bym
się tego nie spodziewała, co tam zobaczyłam.
- Nathan jesteś
kochany. Sam tu wszystko zrobiłeś?- Moim oczom ukazał się malutki pokoik
dziecięcy.
- Chłopaki trochę
pomagali, ale znasz ich więcej narobili tu szkód niż pomogli.-
Podeszłam do
niego i pocałowałam. Byłam szczęśliwa, że to właśnie on jest teraz tu ze mną a nie żaden
inny chłopak. - To, kiedy chcesz się wprowadzić?-
- Choćby dzisiaj.
Nathan to miejsce jest wspaniałe.-
- To idziemy się
pakować.- Poszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu oznajmić moich rodziców,
że się wyprowadzamy.
*Tydzień później*
- Klara zostaw ja
to wezmę. Nie powinnaś się przemęczać kochanie.- Tata zabrał pudło z moich rąk.
- Tato to wcale
nie jest takie ciężkie. Dałabym sobie z nim radę.-
- Wiem, że
dałabyś sobie radę, ale po to masz mnie żebym cię wyręczał, kiedy nie ma tu
Nathana. To on tu teraz powinien być i ci pomagać z tym wszystkim.-
- Tato nie bądź
na niego zły. Dobrze wiesz, że jest w pracy.-
- Wiem. Już lubię
tego chłopaka, ale nadal uważam, że tego, czym on się zajmuje nie można nazwać
pracą.- Przynajmniej go lubi. Mamy postęp.
- Zarabia uczciwe
pieniądze, więc można to nazwać pracą. Robi to, co lubi i jest w tym dobry nie
oczekuj od niego nie wiadomo, co. On się nie nadaje do jakiejkolwiek innej
pracy… tak naprawdę to ja go nie widzę w żadnej innej pracy.- Tata położył
ostatnie pudełko na swoim miejscu.
- To było
ostatnie pudełko. Nie mogę uwierzyć, że moja mała dziewczynka wyprowadza się.-
Starszy mężczyzna mnie przytulił.
- Tato kiedyś
musiało to nastąpić a poza tym Zuza, jako pierwsza się wyprowadziła kilka lat
temu i to jeszcze do innego kraju. Potem wróciła i znowu się wyprowadziła…
potem znowu wróciła czy jakoś tak było.- Nie nadążam za ta dziewczyną.
- Tak, ale to
ciebie wychowuję od małego i to ciebie będzie mi strasznie brakowało.-
- Ale patrz,
wcale nie wyprowadzam się tak daleko. To chyba jest pocieszające.- Wtedy usłyszeliśmy,
że ktoś wchodzi do domu.
- Klara gdzie
jesteś?- Nathan darł się na cały dom.
- Na górze w
sypialni.- Usłyszałam jak chłopak wbiega po schodach. Kiedy wpadł do pokoju,
złapał mnie w pasie i zakręcił w wokół własnej osi.
- Coś się stało?-
Nie mogłam ukryć uśmiechu na swojej twarzy.
- Tak. Dzisiaj
uzgodniliśmy ze Scooterem, że wyjeżdżamy na miesięczną trasę koncertową do
Ameryki.- Kiedy to usłyszałam to uśmiech zniknął mi z twarzy.
- Jak to? Wyjeżdżasz
aż na miesiąc?-
- Źle mnie
zrozumiałaś… ty jedziesz z nami.-
- I niby Scooter
tak po prostu się zgodził żebym z wami jechała? Jakoś w to nie wierzę.- Położyłam
ręce na piersi, bo wiedziałam, że ta piątka cos znowu wymyśliła tylko, dlatego
żebym mogła jechać.
- No może tak nie
od razu. Najpierw ogłosiliśmy dziesięciominutowy strajk. Max chciał nas przykuć
do drzewa, ale na szczęście nie miał łańcucha. Dobra mniejsza o to… nasz plan
nie zadziałał. Wymyśliliśmy plan b, który przekonał go.-
- A co to za plan
b.- Do rozmowy wtrącił się mój tata, który też miał jakiś podejrzenia.
- Pojedziesz tam,
jako nasza stylistka, ale zanim zaczniesz krzyczeć albo się denerwować daj mi
dokończyć. Pojedziesz tam, jako nasza stylistka, ale nie będziesz pracować. Sami
będziemy się szykować.- Przytuliłam bruneta. Strasznie się cieszyłam, że tak
"walczył" żebym mogła jechać. Dotrzymał swojej obietnicy i zwiedzimy
Amerykę.
- Jesteś kochany
wiesz? Nath ja naprawdę mogę pracować, bo to nie jest jakaś trudna praca… oczywiście,
jeżeli wy mi nie dacie wycisku, ale wiem, że mogę na was liczyć.-
- Czyli nie
jesteś zła?-
- Za to, że
spełniasz moje marzenia? Nie, nie jestem zła.- Nasze usta się złączyły w
pocałunku. - Kiedy wylatujemy?-
- W czwartek.-
- To lepiej się
szykujmy.-
Pakowanie zajęło
nam kilka godzin, ale w końcu wyjeżdżamy na cały miesiąc. Już nie mogę się
doczekać.
*Dzień wylotu*
Wszyscy już
czekaliśmy na lotnisku. Chłopaki zajęli się bagażami a ja miałam czas żeby się
pożegnać z rodzicami.
- Uważaj na
siebie.- Oczywiście mama się martwiła, ale za to ja kocham.
- Mamo nie będę
tam sama. Jedzie ze mną piątka personalnych żołnierzy, która odda za mnie
życie.-
- Gotowa?- Nathan
pojawił się koło nas. Przytaknęłam tylko głową. - To idziemy.- Jeszcze raz się
pożegnaliśmy z rodzicami i nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się w samolocie. Nie
wiem czy dobrze robie, że dałam się namówić na wyjazd z piątką wariatów, ale wiem,
że nie będzie to zwyczajny wyjazd; będzie dużo zabawy.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz