niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 21

*Oczami Klary*

Z samego rana Nathan kazał mi wejść do samochodu i gdzieś pojechaliśmy. Po jakichś 20 minutach zakrył mi oczy i ponownie zaczęliśmy jechać. Kiedy poczułam, że Nathan zatrzymał samochód na dobre i wysiadł z samochodu czekałam, co nastąpi dalej. Usłyszałam, że brunet otwiera drzwi z mojej strony. Pomógł mi wyjść z samochodu i zaczął gdzieś prowadzić.
- Nathan gdzie mnie prowadzisz?-
- Zobaczysz skarbie za kilka sekund.- Nagle stanęliśmy i Nath ściągnął mi opaskę z oczu i ujrzałam przepiękny dom, a raczej wille. - I co podoba ci się?-


- Nathan jest przecudny, ale nie rozumiem, po co mnie tu przywiozłeś.-
- Czas najwyższy w końcu stanąć na własne nogi i wyprowadzić się od twoich rodziców, więc postanowiłem coś nam znaleźć. Wystarczy jedno twoje słowo i ten dom jest tylko nasz.-
- Jest cudowny, ale i na pewno jest bardzo drogi… stać nas na to? A poza tym, po co nam taki wielki dom na trzy osoby?-
- O pieniądze się nie martw. Wczoraj omawialiśmy trasę koncertową po Ameryce i jeżeli wypali to zarobimy sporo kasy. Spokojnie wystarczy na dom i na wiele innych rzeczy.-
- Czyli chcesz wydać pieniądze, których nie masz?-
- Jeszcze. A zobaczysz dużo miejsca nam się przyda. Nie chcę żeby Hope była jedynaczką i do tego musimy koniecznie mieć psa, ale to dopiero jak dzieci podrosną.- Lubiłam, kiedy on tak się rozmarzał, bo wtedy miał wielki uśmiech na twarzy i wygląda jakby już żył tym marzeniem. - No i jest jeszcze możliwość, że jeden z chłopaków nie znajdzie sobie dziewczyny i zamieszka z nami.- Zaśmialiśmy się i stawiałam, na że będzie to Tom albo Jay.
- Naprawdę myślisz do przodu, ale mówiłam ci, że nad imieniem dla dziecka jeszcze pomyślimy.-
- Nie poddam się tak łatwo. To, co… chcesz zobaczyć jak dom wygląda od środka?- Chłopak puścił mi oczko.
- Głupie pytanie jasne, że chcę.- Poszliśmy w stronę wejścia i Nathan wyciągnął klucze, którymi otworzył drzwi. To mnie trochę zdziwiło. - Przyznaj się… już kupiłeś ten dom prawda?-
- Tak… już od tygodnia jesteśmy właścicielami, ale musiałem najpierw coś zrobić zanim bym cię tu przyprowadził.-
Obeszliśmy cały dom. Z każdym następnym pomieszczeniem chciałam się już tu wprowadzić choćby jeszcze dziś.









- A ten pokuj jest powodem, dlaczego dopiero dzisiaj cię tu przyprowadziłem. Chciałem ci zrobić małą niespodziankę.- Nathan pozwolił mi wejść, jako pierwsza. Nigdy bym się tego nie spodziewała, co tam zobaczyłam.
- Nathan jesteś kochany. Sam tu wszystko zrobiłeś?- Moim oczom ukazał się malutki pokoik dziecięcy.


- Chłopaki trochę pomagali, ale znasz ich więcej narobili tu szkód niż pomogli.-  
Podeszłam do niego i pocałowałam. Byłam szczęśliwa, że to właśnie on jest teraz tu ze mną a nie żaden inny chłopak. - To, kiedy chcesz się wprowadzić?-
- Choćby dzisiaj. Nathan to miejsce jest wspaniałe.-
- To idziemy się pakować.- Poszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu oznajmić moich rodziców, że się wyprowadzamy.

*Tydzień później*
- Klara zostaw ja to wezmę. Nie powinnaś się przemęczać kochanie.- Tata zabrał pudło z moich rąk.
- Tato to wcale nie jest takie ciężkie. Dałabym sobie z nim radę.-
- Wiem, że dałabyś sobie radę, ale po to masz mnie żebym cię wyręczał, kiedy nie ma tu Nathana. To on tu teraz powinien być i ci pomagać z tym wszystkim.-
- Tato nie bądź na niego zły. Dobrze wiesz, że jest w pracy.-
- Wiem. Już lubię tego chłopaka, ale nadal uważam, że tego, czym on się zajmuje nie można nazwać pracą.- Przynajmniej go lubi. Mamy postęp.
- Zarabia uczciwe pieniądze, więc można to nazwać pracą. Robi to, co lubi i jest w tym dobry nie oczekuj od niego nie wiadomo, co. On się nie nadaje do jakiejkolwiek innej pracy… tak naprawdę to ja go nie widzę w żadnej innej pracy.- Tata położył ostatnie pudełko na swoim miejscu.
- To było ostatnie pudełko. Nie mogę uwierzyć, że moja mała dziewczynka wyprowadza się.- Starszy mężczyzna mnie przytulił.
- Tato kiedyś musiało to nastąpić a poza tym Zuza, jako pierwsza się wyprowadziła kilka lat temu i to jeszcze do innego kraju. Potem wróciła i znowu się wyprowadziła… potem znowu wróciła czy jakoś tak było.- Nie nadążam za ta dziewczyną.
- Tak, ale to ciebie wychowuję od małego i to ciebie będzie mi strasznie brakowało.-
- Ale patrz, wcale nie wyprowadzam się tak daleko. To chyba jest pocieszające.- Wtedy usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do domu.
- Klara gdzie jesteś?- Nathan darł się na cały dom.
- Na górze w sypialni.- Usłyszałam jak chłopak wbiega po schodach. Kiedy wpadł do pokoju, złapał mnie w pasie i zakręcił w wokół własnej osi.
- Coś się stało?- Nie mogłam ukryć uśmiechu na swojej twarzy.
- Tak. Dzisiaj uzgodniliśmy ze Scooterem, że wyjeżdżamy na miesięczną trasę koncertową do Ameryki.- Kiedy to usłyszałam to uśmiech zniknął mi z twarzy.
- Jak to? Wyjeżdżasz aż na miesiąc?-
- Źle mnie zrozumiałaś… ty jedziesz z nami.-
- I niby Scooter tak po prostu się zgodził żebym z wami jechała? Jakoś w to nie wierzę.- Położyłam ręce na piersi, bo wiedziałam, że ta piątka cos znowu wymyśliła tylko, dlatego żebym mogła jechać.
- No może tak nie od razu. Najpierw ogłosiliśmy dziesięciominutowy strajk. Max chciał nas przykuć do drzewa, ale na szczęście nie miał łańcucha. Dobra mniejsza o to… nasz plan nie zadziałał. Wymyśliliśmy plan b, który przekonał go.-
- A co to za plan b.- Do rozmowy wtrącił się mój tata, który też miał jakiś podejrzenia.
- Pojedziesz tam, jako nasza stylistka, ale zanim zaczniesz krzyczeć albo się denerwować daj mi dokończyć. Pojedziesz tam, jako nasza stylistka, ale nie będziesz pracować. Sami będziemy się szykować.- Przytuliłam bruneta. Strasznie się cieszyłam, że tak "walczył" żebym mogła jechać. Dotrzymał swojej obietnicy i zwiedzimy Amerykę.
- Jesteś kochany wiesz? Nath ja naprawdę mogę pracować, bo to nie jest jakaś trudna praca… oczywiście, jeżeli wy mi nie dacie wycisku, ale wiem, że mogę na was liczyć.-
- Czyli nie jesteś zła?-
- Za to, że spełniasz moje marzenia? Nie, nie jestem zła.- Nasze usta się złączyły w pocałunku. - Kiedy wylatujemy?-
- W czwartek.-
- To lepiej się szykujmy.-
Pakowanie zajęło nam kilka godzin, ale w końcu wyjeżdżamy na cały miesiąc. Już nie mogę się doczekać.

*Dzień wylotu*
Wszyscy już czekaliśmy na lotnisku. Chłopaki zajęli się bagażami a ja miałam czas żeby się pożegnać z rodzicami.
- Uważaj na siebie.- Oczywiście mama się martwiła, ale za to ja kocham.
- Mamo nie będę tam sama. Jedzie ze mną piątka personalnych żołnierzy, która odda za mnie życie.-

- Gotowa?- Nathan pojawił się koło nas. Przytaknęłam tylko głową. - To idziemy.- Jeszcze raz się pożegnaliśmy z rodzicami i nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się w samolocie. Nie wiem czy dobrze robie, że dałam się namówić na wyjazd z piątką wariatów, ale wiem, że nie będzie to zwyczajny wyjazd; będzie dużo zabawy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz