niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 19

Oczami Klary

Nawet nie zdążyłam zareagować, kiedy Zuza nagle podeszła do Nathana i rzuciła nim o ścianę. Chłopak jęknął z bólu i fuknął, po czym zaczęła okładać go pięściami. Myślałam, że zaraz go tam zabije, ale na szczęście Niall ja złapał i odciągnął od mojego chłopaka.
- Puść, ja go zabije. Teraz mnie to nie obchodzi.- Zalewała się łzami i krzyczała różne obelgi do jego osoby. Nathan wstał, złapał mnie na rękę i pomógł mi dojść do sypialni. Nie mogłam uwierzyć, że mój loczek, ale już bez loczków leży w szpitalu i to jeszcze z mojej winy. A to, co właśnie stało się pomiędzy Zuzą a Nathanem to aż brak mi słów. Tak naprawdę to nie byłam zła na bruneta za to, że groził mojej siostrze policją, ale to, że przez moja siostrę mój przyjaciel leży w szpitalu.
- Nie obwiniaj się za to.-
- Czytasz mi w myślach?-
- Nie, ale cię znam i uwierz mi to nie twoja wina. Kto normalny nosi przy sobie pistolet albo z kimś takim się zadaje. A tym, co teraz się stało to wcale się nie przejmuj.-
- Myślałam, że ona cię tam zabije… naprawdę chcesz to zgłosić na policje?-
- Sam nie wiem. Ktoś taki nie powinien być na wolności, ale wtedy Zuza też by była w to wplątana. Nie chcę żebyś się tym denerwowała, więc może zostawimy to w spokoju.- Nathan wszedł do łazienki żeby się przebrać a ja miałam się zastanowić, co zrobić dalej. Wstałam z łóżka, na którym siedziałam i poszłam wybrać sobie jakieś wygodne rzeczy. Z łazienki wyszedł Nathan a ja do niej weszłam i przebrałam się. Jeszcze uczesałam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Wyszłam z łazienki i Nathana nie było, więc zeszłam na dół do kuchni. Znalazłam tam nie tylko bruneta, ale też moich rodziców. Ta sytuacja ich też już przerastała.
- Jak się czujesz kochanie.- Zapytała się mama, kiedy mnie zobaczyła.
- A jak mam się czuć? Mój przyjaciel wręcz brat leży w szpitalu, bo został postrzelony przez znajomego MOJEJ siostry, no i jeszcze pobiła mojego chłopaka. Dlatego Nathan musisz to zgłosić na policje.-
- Co ty wygadujesz Klara?! Chcesz to zrobić własnej siostrze?- Mój tata wstał z krzesła i zaczął wymachiwać rękoma.
- A jak ona mogła zrobić to mi?!- Podniosłam głos tak samo jak on.
- Klara nie denerwuj się. Nie możemy podejmować pochopnej decyzji.- Nath próbował mnie jakoś uspokoić.
- Nathan jakby Zuza nie była w to wplątana to już dawno byś był na policji. To nie powinno nic zmienić. Może Zuza będzie miała nauczkę i w końcu otworzy oczy i zda sobie sprawę, z kim się zadaje.-
- Dobrze jeszcze pogadamy o tym z chłopakami a teraz zjedz śniadanie i pojedziemy do szpitala.- Nath podstawił mi talerz przed nosem, ale nie miałam ochoty na jedzenie.
- Nie jestem głodna.-
- Ale masz to zjeść. Teraz nie głodzisz tylko siebie, ale też nasze dziecko.- Z nim nigdy nie wygram, dlatego złapałam za kanapkę, którą zrobił mi chłopak i zaczęłam ją jeść.
*

-Dzień dobry. Gdzie znajdziemy Jamesa McGuinessa?- Recepcjonistka zaczęła stukać w klawiaturę.
- Sala numer 365 na trzecim piętrze.-
- Dziękujemy.- Nath złapał mnie za rękę i skierowaliśmy się do windy. Jechaliśmy nią kilka sekund, ale dla mnie trwało to jak wieki. Chciałam już zobaczyć Jaya i upewnić się, że nic mu nie jest. Kiedy znaleźliśmy się na prawidłowym piętrze dość szybko znaleźliśmy sale. Weszliśmy do środka i kiedy zobaczyłam chłopaków w raz z Jayem śmiejących się od razu poczułam się lepiej i spokojniej.
- Jay kochanie nic ci nie jest?!- Podbiegłam do łóżka, w którym leżał chłopak i przytuliłam go.
- Mam się czuć zazdrosny?-
- Zamknij się Sykes. Teraz Jay jest moim oczkiem w głowie.- Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Chyba częściej muszę dostawać z kulki.-
- Nawet tak nie żartuj Jay. Wiesz jak się przestraszyłam, kiedy Nathan mi powiedział?- Jeszcze bardziej się do niego przytuliłam.-
- Wybacz wiem, że żaden z nas nie jest tobie obojętny.-
- A co dokładnie się stało tamtej nocy?- Nath zadał pytanie i usiadł przy łóżku.
- Więc poszliśmy do tego klubu i od razu zauważyliśmy Zuze.- Głos zabrał Max. - Tańczyła z Zaynem, ale zanim do nich podeszliśmy zaczęli się całować. Nie mogłem się powstrzymać i zapytałem się, kiedy polecą ciuchy. Wiem, że nie powinienem, ale jakoś tak wyszło. Dobra, ale nie ważne, więc coś tam potem było, że to nie nasza miejscówka, więc powinniśmy spadać. Zaczęła się maleńka kłótnia. Zuza chciała odejść, ale Jay jej na to nie pozwolił. Złapał ją za nadgarstek i powiedział żeby pogodziła się z młodym. Ona stanowczo zaprzeczyła i zaczęła się wyrywać. Nie dawała rady, więc podszedł ten cały Ian i pomógł jej. No i tak doszło do bójki. Po pewnym czasie zorientowałem się, że Zuza gdzieś zniknęła no i wtedy usłyszałem strzał. Odwróciłem się i zobaczyłem loczka na podłodze. Wszyscy się nieźle przestraszyliśmy, więc podbiegliśmy do niego sprawdzić gdzie dostał. Na szczęście to był tylko ramie. Zanim zadzwoniliśmy na pogotowie tych chłopaków już nie było.- Max zakończył swoją opowieść. Po tym, co usłyszałam to byłam pewna, że chcę o zgłosić na policje.
- Loczek miał szczęście, bo widziałem wszystko i uwierz mi Ian wcale nie celował w ramię.- Dodał Tom.
- Jak to- Teraz to już naprawdę myślałam, że zejdę na tamten świat.
- Tom! Mieliśmy jej tego nie mówić. I tak ma już dość stresu z powodów rodzinnych.- Jay na niego nawrzeszczał.
- Dobra, ale teraz już musicie mi powiedzieć jak to się stało, że nie trafił w… dobra nie wiem gdzie on celował.-
- Celował w klatkę piersiową. Pierwszy raz cieszę się, że jestem taką ciamajdą i potknąłem się o własne nogi.-
- No wiesz, głupi to ma zawsze szczęście.- Nathan miał szczęście, że teraz siedzi daleko ode mnie, bo by się po tym nie pozbierał przez bardzo długi czas.
- Chłopaki musimy jeszcze o czymś porozmawiać.- Wszyscy się na mnie spojrzeli.- Musimy zadecydować czy zgłaszamy to całe zajście na policje. Ja jestem żeby tam iść nawet teraz. Nie można pozwolić żeby ktoś taki jak Ian chodził na wolności.-
- Klara my też się nad tym zastanawialiśmy i uważamy… to znaczy dwójka z nas uważa, że powinniśmy to zrobić a reszta żeby to zostawić w spokoju.-
- No to mamy trzy na trzy nie licząc moich rodziców. Którzy z was nie chcą tego zgłosić?- Rękę podnieśli Jay i Siva. - Jay? Przecież to ciebie postrzelili i ty powinieneś chcieć się zemścić.-
- No właśnie ja powinienem chcieć bardziej niż ty. Klara wiem, że żaden z nas nie jest tobie obojętny, ale zrozum… to nie skończy się po jednej rozprawie. To będzie się ciągło miesiącami może i nawet latami. Po pierwsze nie chcemy w to wciągać twojej siostry, bo tak naprawdę to nie zrobiła tam nic złego a po drugi nie chcemy ciebie w to wciągać. Nie powinnaś się denerwować w takim stanie. Pomyśl, chociaż raz o sobie a nie o innych. A jeśli chodzi o Iana to uwierz mi kara go kiedyś za to spotka… może nie w najbliższym czasie, ale na pewno.- Chwile się zastanawiałam nad tym, co powiedział loczek i chyba Max z Tomem też.
- Wiesz, co Klara? Jay ma rację, to już nawet nie chodzi o twoja siostrę tylko o ciebie. Nie powinnaś się tym przejmować.- Czyli teraz tylko ja zostałam, która nie chce tego tak zostawić.
- Dobrze, jeżeli tak chcecie to niech tak będzie, ale proszę was o jedno. - Chłopacy ponownie się na mnie spojrzeli. - Ne nazywajcie jej już moją siostrą, bo rodzinie się takich świństw nie robi.- Powiedzieliśmy chłopakom, co stało się dziś rano i na tym skończyliśmy rozmowy na poważne tematy. Pogadaliśmy jeszcze chwile o jakiś bzdurach i razem z Nathem postanowiliśmy pojechać do domu.
*
- Już jesteśmy!- Krzyknęłam na cały dom.
- Jesteśmy w salonie kochanie.- Usłyszałam głos mamy. Od razu tam się skierowaliśmy. - I jak tam Jay?-
- Miał dużo szczęścia i niestety, ale chłopacy mnie przegłosowali i ta cała sytuacja pozostanie między nami.-
- Klara wiem, że to dla ciebie trudne, ale uwierz mi dziecko czasami lepiej zostawić w pewne sytuacje w tajemnicy.-
- Tato znowu to robisz.-
- Co takiego?-
- Bronisz Zuze. Wiem, że jesteś na nią wściekły za to jak się zachowuje i za to, z kim się zadaje, ale nadal ją bronisz. Odkąd pojawiła się w naszym życiu zmieniłeś się w niesamowitego tatę, ale niestety nie dla mnie. Mam wrażenie, że ona ciebie bardziej interesuje ode mnie. Wiem, że nie byłam łatwym dzieckiem, ale nigdy w połowie nie zrobiłam takich rzeczy, co ona a traktowałeś mnie gorzej i gdybyś mógł to już dawno byś mnie wpakował za kratki. Dobra nie ważne, nawet nie wiem, co ja już mówię. Jestem już po prostu już tym wszystkim zmęczona.- Tata wyszedł z pokoju, ale może to i lepiej.
- To będziesz miała okazje odpocząć, bo Zuza wyjechała najprawdopodobniej do Los Angeles. Nie raczyła nas poinformować.-
- Może to i lepiej, że zniknęła z naszego życia. W tej chwili nie chcę jej widzieć ani o niej słyszeć, bo chyba zwariuję.- Poszłam na górę i przebrałam się w jakieś dresy. Do pokoju wszedł Nathan z dwoma talerzami ze spaghetti.
- Proszę bardzo.- Brunet podał mi jeden talerz.- Jedzonko dla moich dwóch pań.-
- Skąd wiesz, że to będzie dziewczynka?-
- Tak coś czuję, że to będzie córeczka tatusia.- Nathan usiadł obok mnie i zaczęliśmy jeść.-
- To skoro jesteś już taki pewien, że to będzie dziewczynka to wybrałeś już jakieś imię?-
- Myślałem i to bardzo długo i w końcu wymyśliłem Hope.- Spojrzałam się a niego.-
- Hope? Serio? Myślałam coś raczej w stylu Clary albo Ellie. Czemu Hope?-
- A co ci się nie podoba w Hope? Podoba mi się to imię, bo ona będzie naszą nadzieją.-
- Nadzieje, na co?- Nathan długo się nie odzywał a potem popatrzył mi się prosto w oczy.
- Na lepsze i szczęśliwe życie bez tych wszystkich problemów.- To było słodkie.
- Jeszcze to przemyślimy.-
- Jakie przemyślimy? Będzie, Hope i koniec. Zobaczysz chłopacy znowu cię przegłosują.-
- Dobra koniec tematu. Nawet nie mamy pewności, że to będzie dziewczynka.-
- Zaufaj mi.-
Dokończyliśmy obiad i resztę dnia spędziliśmy na leniuchowaniu i oglądaniu filmów. Czegoś takiego było mi potrzebne. Chociaż na chwilę zapomnieć o wszystkich problemach.

*Półtora miesiąca później*

- Denerwujesz się?- Zapytałam się bruneta, który siedział koło mnie. - Bo ja troszkę, chociaż nie wiem, dlaczego.-
- Boisz się, że mam rację i będzie to dziewczynka.- Zaśmiał się a ja uderzyłam o w ramię. - Troszkę się boję. Po raz pierwszy zobaczę nasze dziecko. To na pewno nie jest to samo, co na zdjęciu.-
- Pani Klara Nowicka zapraszam.- Pielęgniarka zawołała nas do gabinetu. Wstaliśmy i weszliśmy do gabinetu mojego lekarza.
- Dzień dobry.- Przywitałam się z lekarzem.
- Dzień dobry. Widzę, że dzisiaj przyszedł też tatuś. Jestem pewien, że nie mógł się doczekać tego dnia prawda? Niech pan uwierzy to nie jest to samo, co zdjęcie, a kiedy pan usłyszy bicie serduszka to zakocha się pan.-
- Niech mi pan wierzy ja już się zakochałem w tym maleństwie.- Nath się uśmiechnął a ja zaraz po nim. Tak jak na pierwszej wizycie lekarz zadał mi standardowe pytania i przyszedł czas na USG. Lekarz powtórzył wszystkie czynności tak jak za pierwszym razem i już mogliśmy zobaczyć naszą fasolkę na monitorze. Straszy pan zaczął tłumaczyć nam gdzie są roczki, nóżki i główka. Ukradkiem spojrzałam na Nathana i było tak jak sobie to zawsze wyobrażałam. Brunet uważnie przyglądał się gdzie pokazuje lekarz i szczerzył się do monitora.
- Chcą państwo znać płeć dziecka?- Kiwnęliśmy tylko zgodnie głowami. Strasznie się niecierpliwiłam, bo troszkę to trwało. - Gratuluje będą państwo mieli malutką córeczkę.- Uśmiechnęłam się. Jednak ten mój idiota miał rację.
- Widzisz, mówiłem, że to będzie córeczka tatusia.- Wszyscy się zaśmialiśmy. Przyszedł czas na bicie serduszka. Po chwili je usłyszeliśmy. - To naprawdę bicie jej serduszka.- Nathan niedowierzał.
- Oczywiście, że tak.- Nathan jeszcze chwilę się wsłuchiwał i nagle zauważyłam, że zaszkliły mu się oczy. Wiedziałam, że będzie szczęśliwy z tego powodu, ale nigdy bym nie przepuszczała, że aż się wzruszy. Oczywiście nie obyło się bez zdjęcia, które Nathan włożył do portfela gdzie trzymał poprzednie zdjęcie. Umówiliśmy się na następną wizytę i wyszliśmy z gabinetu. Postanowiliśmy przejść się po parku. Kupiliśmy sobie lody i tak chodziliśmy i rozmawialiśmy o dzisiejszym przeżyciu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio był tak podekscytowany. Prosiłam go, ale w końcu zadzwonił do chłopaków żeby pochwalić się przyszłą córeczką. Nie chciałam mówić mamie i tacie przez telefon, więc jeszcze z tym trochę poczekam aż wrócimy do domu.
- Czekaj moje ty dziecko kochane.- Zatrzymałam brunet i zaśmiałam się pod nosem.
- Coś się stało?-
- Nie nic, poza tym, że cały się pobrudziłeś.- Chwyciłam za serwetkę i zaczęłam czyścić twarz mojego chłopaka.
- Wiesz mogłaś to zrobić w inny sposób.-
- Nie ma tak dobrze.- Zaśmiałam się i poszliśmy dalej. W pewnym momencie zauważyłam bardzo dobrze mi znajomego blondyna. Jedyne, co mi nie pasowało to, to, że był z inną dziewczyną i to jeszcze trzymali się za ręce.
- Ej a to czasami nie Niall.- Nathan też go zauważył. - Czy on właśnie idzie za rękę z inną dziewczyną? Powinniśmy powiedzieć to Zuzie.-
- Nie. Wyjechała i zostawiła go tutaj samego. Myślała, że on będzie czekał nieskończoność? Z resztą nie wiemy, co wydarzyło się w ich życiu, może zerwali.-
*

Wróciliśmy do domu i pierwsze, co zrobiliśmy to poszliśmy znaleźć moich rodziców. Jak zawsze siedzieli w salonie.
- Cześć wam.-
- O już wróciliście? Opowiadajcie jak było.-
- Z dzieckiem wszystko dobrze a Nathan, kiedy usłyszał bicie serduszka to aż się rozpłakał.-
- Nie martw się twój ojciec też płakał, kiedy usłyszał wasze bicia serduszek.-
- Ale najważniejsze jest to, że miałem racje i będziemy mieć małą córeczkę.- Mama klasnęła w ręce i przytuliła nas.
- Nawet nie wiecie jak się cieszę.- Tata też wstał i mnie przytulił a Nathowi pogratulował.
- A właśnie mamo wiesz może, co tam u Zuzy i Nialla?-
- Nie a dlaczego pytasz?-

- Bo dzisiaj widzieliśmy Nialla z jakąś inną dziewczyną i trzymali się za ręce, więc myślałam że może zerwali.- Zapadła długa cisza. Zuza już dawno się nie odzywała, ale wiedzieliśmy tylko tyle, że dostała pracę, jako modelka. Już dawno przeszła mi a nią złość i cieszyłam, że układa jej się w życiu… przynajmniej w zawodowym, bo raczej w prywatnym wszystko ponownie wszystko się wali. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz