piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 13

*Oczami Roberta*

Po tym jak wyznałem Klarze prawdę i przyprowadziłem czerwono włosom wraz z dzieckiem, Klara czuła się zdradzona.
- Nathan możesz mi to wytłumaczyć?!- Brunetka krzyknęła na chłopaka, który był zaskoczony widokiem dziewczyny i ich dziecka.
- Klara ja…ja przepraszam.- Nathan wybełkotał i schował twarz w dłonie i następnie rzucił się na mnie okładając mnie pięściami. Klara i moja żona podbiegły odpychając chłopaka. Zraniona dziewczyna zerwała pierścionek, który wisiał na jej palcu i wręczyła go w ręce chłopaka. Czerwono włosa stała i przyglądała się wszystkiemu. Oczekiwała tego, że Nathan wróci do niej i ich synka i nie będzie musiała tłumaczyć wszystkiego swojemu synkowi, że był jakąś przygodą.
- Idź stąd i nigdy więcej nie wchodź w moje życie. Tutaj masz Arianę i synka. Zainteresuj się nią. Między nami nigdy nic nie będzie.- Klara warknęła a starsza kobieta odprowadziła parę do drzwi i powróciła przytulając mocno córkę. Ta po chwili obrzuciła mnie obelgami, kiedy chciałem ją przeprosić. Dziewczyna pobiegła na górę siedząc tam. Chłopak wyszedł za drzwi wraz, z Arianą.
- Na chuj ty tutaj przyszłaś! Mieliśmy umowę.- Dziewczyna położyła ich dziecko do wózka i podeszła przytulając się do jego ramienia i szepcząc mu do ucha a potem przygryzła jego płatek.
- Nathan musiałeś powiedzieć jej to powiedzieć prędzej czy później. Przecież NIGDY nie utrzymasz podwójnego życia w tajemnicy!
- Przecież SUKO, nie pasowało ci to? Wiedziałaś, w co się pakujesz a teraz idę do mojego mieszkania.- Chłopak warknął do niej i lekko popchnął i odszedł. Klara przyglądała się temu całemu zdarzeniu z okna. Jak on mógł tak kłamać? Ich cały czteroletni związek był na kłamstwie. A mimo tego ona za nim tęskniła. I to mocno. Lecz on miał swoją drugą dziewczynę i dziecko. Brunetka dotknęła swojego brzucha gdzie leżał jej potomek. Chciała go urodzić, lecz nie chciała bez ojca. Ponownie usiadła na łóżku i zalała się łzami. Razem z żoną siedzieliśmy w salonie i rozmyślaliśmy. Kobieta na mnie krzyczała a ja wiedziałem, że sobie zasłużyłem, lecz chciałem pomóc Klarze. Nie chciałem żeby moja ukochana córeczka żyła w kłamstwie. Kocham ją mocno. W końcu wychowywałem ją i jest mi niezwykle ważna. Ukryłem twarz w dłoniach, z której poleciały łzy. Naprawdę nie chciałem niszczyć naszej relacji. Chciałem, aby mnie kochała i wiedziała, że może na mnie polegać. Lecz teraz nie mogę nic zrobić, lecz czekać. Moja żona kręciła się po salonie martwiąc się o swoje ciężarne córki. Wiedziała, że są na samym początku i bardzo szybko można poronić. Chciała zostać babcią, lecz wiedziała, że na pewno to dla Zuzy i dla Klary za szybko.

Otworzyłem oczy i usiadłem szybko oddychając. Na szczęście to był tylko sen. Z tego snu zgadzało się tylko to, że Klara zerwała z Nathanem, ale nadal go kocha i to, że jest na mnie wściekła, ale ja chciałem dla niej jak najlepiej. Teraz wiem, że źle postąpiłem, ale trudno, czasu nie cofnę. Jedynie, co teraz możemy zrobić to spróbować pogodzić dziewczyny żeby same sobie jakoś pomagały nawzajem. Mam tylko nadzieję, że Klara mi to kiedyś wybaczy.

*Oczami Klary*

- Nathan możesz mi to wytłumaczyć?- Łzy zaczęły mi się zbierać do oczu.
- Klara ja… ja nie wiem jak. Ja nie miałem pojęcia.- Złapał mnie za rękę, ale szybko ją zabrałam.- Proszę cię daj mi szansę jakoś to wytłumaczyć.- Spojrzałam się na resztę tu obecnych a później na Nathana. Ostatnio widziałam go takiego, kiedy przyłapałam jego i Zuzę.
- Dobra, chodź na górę. Mamo zaproś Arianę czy jak jej tam do środka.- Mama zrobiła tak jak poprosiła a ja razem z Nathanem poszliśmy na górę. Zamknęłam za nami drzwi i stanęłam przed Nathanem, który strasznie się denerwował. - Więc słucham.-
- Klara ja nie miałem pojęcia o istnieniu tego dziecka.-
- Nathan ty naprawdę myślisz, że w tej chwili chodzi mi o to dziecko?! Ty mnie dwa razy zdradziłeś!- Przerwałam mu, bo nie mogłam tego już słuchać. - Kiedy miałeś zamiar o tym mi powiedzieć?!-
- Ja wiem, że cię zraniłem po raz drugi, ale zupełnie zapomniałem o tamtej NIC NIEZNACZĄCEJ NOCY.-
- Może wtedy nie maiła dla ciebie znaczenia, ale teraz jednak powinna. Nathan teraz masz rodzinę i powinieneś się nią zająć.-
- Ale ja nawet nie mam pewności, że to mój dziecko. Klara proszę cię to ciebie kocham i to wy jesteście moją rodziną.- Nathan złapał mnie za brzuch.- Ono nie może wychowywać się bez ojca.-
- Tamto dziecko też nie powinno. Zajmij się nimi z o nas zapomnij.- Wtedy Nathan załapał moją twarz w jego dłonie i złączył nasze usta. Zaczął mnie całować ja oddawałam każdy pocałunek. Kiedy zabrakło nam powietrza oderwaliśmy się od siebie i Nathan położył swoje czoło na moim. - Nathan kocham cię, i to bardzo, ale z nami koniec. Musisz o nas zapomnieć.-
- Klara proszę cię, nie rób tego.- Nathanowi zaczęły lecieć łzy po policzku.
- Nie Nathan to ja cię proszę i wyjdź już stąd i nie wracaj.- Poczym otworzyłam drzwi od mojego pokoju i poszłam do salonu. Stanęłam w progu salonu i wszyscy obecni się na mnie spojrzeli. - My już skończyliśmy. Mamo możesz odprowadzić naszych gości do drzwi.-
- Klara proszę cię.- Zignorowałam słowa chłopaka.
- Życzę szczęścia waszej małej rodzince.- Zamknęłam oczy żeby kolejne łzy nie pojawiły się na moich policzkach. Jak ponownie je otworzyłam i zobaczyłam jak Nathan odchodzi chciałam go zatrzymać, rzucić się mu w ramiona i kazać zostać, ale wiedziałam, że nie mogę tego zrobić. Kiedy usłyszałam, że mama zamknęła drzwi wybuchłam głośnym płaczem. Mama szybko do mnie podbiegła i przytuliła. Wtuliłam się w nią i zadawałam sobie pytanie, czemu to zawsze mnie musi spotykać. Mój tata podszedł do nas i też chciał mnie przytulić, ale nie pozwoliłam mu na to.
- To wszystko twoja wina! Tak bardzo chciałeś się jego pozbyć, że postanowiłeś mnie zranić!- Wykrzyknęłam mu to w twarz.
- Klara ja nie chciałem żebyś żyła w kłamstwie, chciałem dla ciebie jak najlepiej.- Powiedział bardzo spokojnym głosem.
- Jak najlepiej?! Właśnie zrujnowałeś mi i mojemu dziecku życie! On nic nie wiedział o tej ciąży i mogło tak zostać! Zrobiłeś to dla siebie gdybyś chciał dla mnie dobrze próbowałbyś o tym zapomnieć! Z resztą, czemu czekałeś z tym aż cztery lata?! Czemu nie powiedziałeś mi od razu?!-
- Bo miałem nadzieje, że sama z nim zerwiesz.-
- Jesteś żałosny wiesz?! Wolałeś poczekać cztery lata aż ja sama będę w ciąży i dopiero wtedy mi powiedzieć! Aż tak mnie nienawidzisz?!-
- Kochanie wiesz, że cię kocham.- Zaśmiałam mu się tylko w twarz i uciekłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i płakałam przez resztę nocy.
*

Wstałam z wielkim bólem głowy i kiedy sobie przypomniałam, co wydarzyło się poprzedniego dnia ponownie się rozpłakałam. Kiedy sobie tak popłakałam od razu zrobiło mi się lżej. Spojrzałam na telefon i miałam z tysiąc nieodebranych połączeń i z sześćset wiadomości. Wszystkie były od Nathana, dlatego od razu je wykasowałam. Czy on nie rozumie, że chcę żeby o nas zapomniał? Tak będzie lepiej dla wszystkich. Ostatnia wiadomość była od mojej mamy, więc ją odczytałam.
" Jak się czujesz kochanie? Mam nadzieję, że chociaż odrobinę lepiej. Zamknęłaś się w pokoju, dlatego nie mogłam ci zostawić żadnej kartki, dlatego napisałam ci wiadomość. Razem z ojcem pojechaliśmy po Zuzę i jeszcze dzisiaj wrócimy, więc się nie martw. Kochamy cię oboje, widzimy się dziś wieczorem." Tego mi jeszcze brakowało żeby Zuza tutaj przyjeżdżała, ale może nie będzie aż tak źle. Spojrzałam na zegarek i się przeraziłam. Jest dziesięć po osiemnastej… ile ja spałam. Muszę się jakoś ogarnąć. Poszłam do łazienki i się przeraziłam, kiedy zobaczyłam własne odbicie. Miałam rozmazany makijaż i podpuchnięte oczy. Szybko wskoczyłam pod prysznic. Niestety nic nie pomógł, więc wyszłam i ubrałam się w jakiś dres. Nie było, po co się stroić… a raczej nie było, dla kogo się stroić. Wyszłam z łazienki i ponownie położyłam się na łóżko jednak nie było mi dane poleżeć w spokoju. Ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju, ale postanowiłam się nie odzywać.
- Klara tutaj Zuza, proszę otwórz. Wiem, co się stało.- Usłyszałam głos mojej siostry tylko skąd ona wiedziała, co się stało.
- Skąd?-
- Ojciec mi powiedział. Gdybyś widziała, jaki był zakłopotany jak zaczęłam na niego wrzeszczeć.- Trochę mnie to zainteresowało, dlatego poprosiłam żeby mi opowiedziała więcej, więc tak zrobiła. Dopiero po chwili wpuściłam dziewczynę do środka i wtedy wpadłyśmy sobie w ramiona. Dopiero teraz się zorientowałam, że to pierwszy raz, kiedy się przytuliłyśmy… było to dość miłe uczucie. Usiadłyśmy na łóżku i zaczęłyśmy rozmawiać, oczywiście omijałyśmy temat o Nathanie. Stwierdziłyśmy, że możemy sobie zrobić babski wieczór. Szybko się przebrałam i pojechałyśmy do supermarketu i kupiłyśmy słodycze, różne napoje i bezalkoholowe piwo. Wróciłyśmy, usiadłyśmy w moim pokoju i zaczęłyśmy zabawę. Nagle ktoś zaczął mocno kopać w drzwi.
- Nathan.- Powiedziałam najciszej jak tylko mogłam. Byłam pewna, że to on.
- Czekaj tutaj ja pójdę otworzyć.- Przytaknęłam, ale kiedy Zuza zniknęła za drzwiami mojego pokoju od razu ruszyłam za nią. Zatrzymałam się w połowie schodów tak żeby mnie nie zauważył, ale żebym słyszała, o czym rozmawiają. Zuza otworzyła drzwi i zobaczyłyśmy pijanego Nathana. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam go w takim stanie… tak naprawdę to jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Boże, co ja mu zrobiłam.
- Nath nie powinieneś tutaj więcej przychodzić.- Rozmowę zaczęła moja siostra.
- Zuza? Skąd ty się tutaj wzięłaś?-
- Nie ważne. Ważne, co ty tu robisz?- Warknęła i przymknęła drzwi tak, że nie widziałam już chłopaka.
- Przyszedłem do mojej dziewczyny i przyjaciółki…, bo jesteśmy przyjaciółmi?-
- Nie jesteśmy.-
- Oj przestań, przestudiowaliśmy swoje ciała i dalej nie uważasz, że jesteśmy przyjaciółmi.- Ja go nie poznaje. To nie jest chłopaka, w którym się zakochałam. Nath zaczął zbliżać się do Zuzy i całować ja po szyi, ale dziewczyna od razu go odepchnęła i przyłożyła mu z liścia.
- Jeżeli jeszcze raz się tutaj pokażesz to zadzwonimy po policję.- Zagroziła mu i zamknęła drzwi. Kiedy mnie zobaczyła na schodach od razu mnie przytuliła i pozwoliła mi się wypłakać.
*

Minęły cztery dni odkąd Zuza z nami zamieszkała. Przez ten cały czas Beau wcale się nie odzywał, więc Zuza zaczęła strasznie denerwować. Dziś postanowiłam w końcu wyjść z domu i zaproponowałam, że pójdę po coś do jedzenia. Szybko się uwinęłam, ale na moje nie szczęście spotkałam Nathana. Przyśpieszyłam kroku, ale niestety mnie dogonił.
- Klara zaczekaj.-
- Zostaw mnie.-
- Chciałem się tylko zapytać jak się czujecie?- Nie chciałam odpowiadać, ale ma prawo wiedzieć w końcu noszę jego dziecko.
- A jak ja mam się czuć po tym jak dobierałeś się do mojej siostry? A z dzieckiem jest wszystko w porządku.-
- Ja cię przepraszam.-
- Ile jeszcze razy mam usłyszeć od ciebie do durne i nic nieznaczące słowo? Daj mi spokój i wracaj do rodziny.-
- Właśnie z nią jestem i walczę o nią.-
- To przestań!- Straciłam cierpliwość.
- Nie przestanę! Posłuchaj, Jace tak naprawdę…-
- Jace, jak ślicznie. Słuchaj ja naprawdę nie mam teraz czasu. Cześć- I odeszłam, brunet nawet nie próbował mnie gonić.
Weszłam do domu i odłożyłam zakupy do kuchni.
- Zuza już jestem!- Krzyknęłam, ale nie uzyskałam żadnej odpowiedzi. Zaczęłam jej szukać aż ją znalazłam w łazience, leżącą na podłodze. Strasznie się przestraszyłam, ale jakoś udało mi się pozbierać i zadzwoniłam po pogotowie.
*

Czekam już godzinę i żadnych wieści o Zuzię. Postanowiłam nie informować rodziców żeby ich nie denerwować. Zaczęłam spacerować po szpitalnym korytarzu aż zaczepił mnie lekaż Zuzy.
- Czy pani jest siostrą Zuzy Nowickiej?- Przytaknęłam tylko. - Niestety, ale pani siostra straciła dziecko.- Że co? Czy my mamy za mało problemów? Ona przecież się załamie, ona tak strasznie pokochała to dziecko. Wtedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi i zobaczyłam moją siostrę. Kiedy mnie zobaczyła, wtuliła się we mnie i zaczęła płakać. Musiała się teraz strasznie czuć.
Zuza tak się uparła, że lekarz pozwolił jej wrócić do domu. Przez całą drogę się nie odzywałyśmy. Kiedy dotarłyśmy do domu Zuza poszła do salonu i zaraz po tym pobiegła do łazienki. Sądziłam, że chce się wypłakać, dlatego poszłam rozpakować zakupy. Minęło pół godziny a Zuza nadal nie wychodziła z łazienki. Poszłam zobaczyć, co jest grane. Podeszłam do drzwi i zapukałam.
- Zuza wszystko w porządku?- Nie uzyskałam odpowiedzi, więc zapukałam po raz kolejny. - Zuza otwórz, słyszysz?- Zaczęłam się denerwować. Pociągnęłam za klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Szarpałam się tak z nimi kilka sekund aż w końcu drzwi ustąpiły. Wbiegłam do środka i zobaczyłam pół nie przytomną Zuzę w kałuży krwi. Szybko zabandażowałam jej rękę i wsadziłam ją pod prysznic na górze. Pobiegłam do jej pokoju i wzięłam jakieś świeże ciuchy. Dałem je blondynce i zostawiłam żeby się odświeżyła. Nie marnując czasu zaczęłam sprzątać łazienkę. Po chwili przyszła Zuza i mnie przeprosiła.
- Nic się nie stało.- Nie chciałam nic więcej mówić, bo i tak to pewnie jej najgorszy dzień w życiu. Zuza pomogła mi dokończyć sprzątać łazienkę. Po skończeniu usiadłyśmy w salonie czekając na rodziców.  
*
Jako pierwsza wróciła mama.
- Mamo…- Chciałam jej powiedzieć, co się stało Zuzie i że straciła dziecko, lecz walnęła mnie w ramę i słodko się uśmiechając dała mi do zrozumienia żebym się zamknęła. Zrobiłam tak jak kazała, ale uważam, że powinna powiedzieć im jak najszybciej.
Mama zaczęła rozmawiać o naszych ciążach a Zuza poszła na górę.
- Coś się stało?- Zapytała się mnie mama.
- Ja… ja pójdę sprawdzić czy z nią wszystko w porządku.- Wstałam z kanapy i poszłam do jej pokoju. Bez pukania weszłam do środka i zobaczyłam, że Zuza przegląda coś na telefonie i płaczę. Podeszłam do niej i przytuliłam.
- Dzwonił do mnie Beau.- Odezwała się, jako pierwsza i spotkała mnie się z moim spojrzeniem.
- Naprawdę? I co doleciał? Szuka już czegoś dla was?-
- Nie była to miła pogawędka. Oznajmił, że wpadł w gówno i zerwał karząc o sobie zapomnieć jakby to była cholerna przelotna znajomość lub szybki numerek w aucie.- Wtuliła się jeszcze bardziej. A ja zaczęłam myśleć o Nathanie. To samo kazałam mu zrobić… zapomnieć. Teraz wiem jak musiało go to boleć, ale przecież ma Arianę i Jaca a Zuza nie ma już nikogo oprócz rodziny. Mi przynajmniej zostało dziecko.
- Zuza?-
- Tak?
- Czemu tylko my mamy takiego cholernego pecha?- Dziewczyna odsunęła się i patrzyła na mnie chwilę ze wzrokiem typu: 'Ty też to zauważyłaś?'. Wzruszyła ramionami i ponownie się we mnie wtuliła.  
*

Dzisiaj wstałam wcześnie, bo musiałam załatwić parę spraw. Jako pierwsze, które musiałam odwiedzić była moja szkoła. Nie mam teraz ani czasu ani siły na kontynuowanie jej. Co się także okazało to, to, że moja najlepsza przyjaciółka Margaret też zrezygnowała ze szkoły i wyjechała bez słowa. Wiem, że długo się nie odzywałyśmy, ale żeby aż wyjeżdżać bez słowa? A ja myślałam, że się przyjaźnimy? No, ale mów się trudno. Następnym miejscem była moja praca. Strasznie bałam się tam iść żeby czasami nie spotkać tam Nathana. Jednak miałam nadzieję, że spotkam tam resztę chłopaków, bo naprawdę strasznie za nimi tęskniłam. Weszłam do studia i zaczęłam szukać mojego szefa. Niestety nie znalazłam, ale za to znalazłam czwórkę idiotów, którzy o czymś zawzięcie rozmawiali. Nigdzie nie widziałam Nathana, więc mogłam odetchnąć.
- Cześć chłopaki. O czym tak zawzięcie rozmawiacie?- Cała czwórka odwróciła się jednocześnie i wszyscy się na mnie rzucili. Zaczęli mnie tak ściskać, że aż zaczęło mi brakować powietrza.
- Chłopaki spokój! Pamiętajmy, że mamy tu dziewczynę w ciąży!- Zaczął się wydzierać Tom. Reszta odsunęła się o krok do tyłu a ja mogłam złapać oddech.
- Dzięki Tom Tom. Nawet nie wiecie jak za wami tęskniłam.-
- My za tobą też. A co ty tu w ogóle robisz?- Zadał pytanie Jay.
- Przyszłam zrezygnować z pracy i pożegnać się z wami.-
- Że co proszę?!- Powiedzieli wszyscy chórem.- Ale jak to się pożegnać?-
- Nie chcę po prostu spotykać się z Nathanem już nigdy więcej.-
- Klara ty musisz z nim porozmawiać. Odkąd z nim zerwałaś zaczął zaniedbywać zespół i siebie.- Zaczął Siva.
- Rozmawiałam z nim wczoraj.-
- I co nie ruszyło cię nawet to, że Jace nie jest synem Nathana?- Zrobiłam wielkie oczy z szoku.
- Jak to Jace nie jest jego synem?!- Max pacnął się z otwartej dłoni w czoło. Chyba właśnie się wygadał.
- Nie mówił ci?-
- Próbował coś powiedzieć, ale przerwałam mu i nie pozwoliłam dokończyć.-
- Więc Nathan kazał Arianie zrobić test na ojcostwo i Nathan nie jest ojcem młodego.- Wyjaśnił, Jay. Chwilę się zastanawiałam, co powinnam zrobić dalej.

- Chłopaki to nic nie zmienia. Proszę przekażcie Scooterowi, że odchodzę. Do zobaczenia.- Żaden nie próbował mnie zatrzymać. Przynajmniej oni szanują moją decyzję. Czyli Nathan nie jest ojcem Jaca, ale co to zmienia? On nadal mnie zdradził dwa razy i do tego dobierał się do Zuzy. Już sama nie wiem, co mam robić… wiem tylko, że chcę tego dziecka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz