czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 11

*Oczami Klary*

Nathan nadal się nie odzywał, więc zaczęłam się bać. Bałam się, że zaraz mi powie, że to nie dla niego i mnie zostawi. Ucieszyłam się, kiedy w końcu przerwał tą cisze.
- Nie płacz kochanie, wszystko będzie dobrze. Zajmę się wami zobaczysz jakoś to będzie. Kocham cię i oboje zajmiemy się naszym dzieckiem.-
- Ale Nathan jak ty t osobie wyobrażasz? Ja mam prace i szkołę a ty dopiero, co zacząłeś karierę.-
- Na razie się tym nie przejmuj, do szkoły nadal możesz chodzić a z pracy możesz zrezygnować za kilka miesięcy. Karierą się nie przejmuj, bo to tu jest najmniej ważne, tylko ty się w tej chwili liczysz i nasze dziecko. Przeprowadzisz się do mnie i wszystko będzie dobrze.- Na te słowa trochę się odsunęłam.
- Co ty w ogóle wygadujesz? Jak ty to sobie wyobrażasz? Ja nie mam zamiaru rezygnować z pracy a ty nie możesz rezygnować z kariery. Pamiętaj, że nie jesteś sam, jak odejdziesz to zrujnujesz marzenia czterech innych chłopaków. A co to mieszkania to jak w trójkę możemy się zmieścić w kawalerce. Nawet mi nie mów mi, że kupimy jakieś mieszkanie, bo nas nie stać.-
- Dobra kochanie porozmawiamy o tym później a teraz się cieszmy z tego, że jesteś w ciąży.- Nath złożył pocałunek na moich ustach i od razu cała złość za mnie zeszła. Nie wiem jak ten chłopak to robił. Uwolniłam się z uścisku chłopaka i podeszłam do mojej mamy i ją przytuliłam.
- Mamo, co to teraz będzie? Ja nie jestem gotowa na bycie mamą… ja się nie nadaję.-
- Zobaczysz wszystko się ułoży. Uwierz mi to ja z twoim ojcem nie nadajemy się na rodziców, bo zobacz, co obie musiałyście przejść przez nasze decyzje. Naprawdę będziecie wspaniałymi rodzicami i pamiętaj, że ja z tatą zawsze wam w czymś pomożemy.-
- Na to bym raczej nie liczył.- Usłyszałam głos mojego taty.
- Tato ni cieszysz się z tego, że jestem w ciąży?- Podeszłam do niego bliżej.
- Oczywiście, że się cieszę córuś, że jesteś w ciąży, ale czemu właśnie z nim? Teraz nie ma odwrotu, musisz z nim mieć coś do czynienia do końca życia.-
- Czekaj, bo nie rozumiem, ty cały czas liczyłeś na to, że go zostawię?-
- Taką miałem nadzieję.-
- Za co ty go tak nienawidzisz? I nie mów mi, że to przez sławę i że ni zdoła nas utrzymać, bo Zuza jest w dokładnie takiej samej sytuacji. Beau wcale nie zarabia lepiej, ale jego wręcz uwielbiasz, więc powiedz mi, dlaczego tak nienawidzisz go od samego początku.-
- Mam swoje powody. I przykro mi to mówić, ale jeżeli chcesz z nim być to musisz się wyprowadzić do niego, niech się wykaże. Jak zrobił ci dziecko to niech teraz na nie zarobi. Od nas żadnej pomocy nie otrzymacie.-
- Robert, co ty do jasnej Anielki wygadujesz?! Chcesz stracić córkę?!- Mama wtrąciła się do naszej rozmowy.
- Nie mamo… tata już mnie stracił, ale chyba nie robi mu to za wielkiej różnicy. Zabiorę wszystkie moje rzeczy zaraz po przyjeździe, nie wiem, kiedy wrócimy, bo chcemy spędzić kilka dni razem.- Złapałam Nathana za rękę i zaczęłam prowadzić w stronę wyjścia, ale mama mnie zatrzymała.
- Klara wybacz mu, on sam nie wie, co mówi.-
- Nie mamo, ja już mam dość ja muszę przez to przechodzić już prawie cztery lata. Ja naprawdę nie wiem, za co tata tak nienawidzi Nathana, on mu nigdy nic nie zrobił. Wybacz, ale musimy już iść.- Już mieliśmy ruszać, kiedy podszedł do nas lekaż i powiedział, że Zuza się obudziła. Kiedy to usłyszałam to aż kamień spadł mi z serca. Chciałam pójść do niej, jako pierwsza, ale postanowiłam dać pierwszeństwo, Beau.
Po jakiejś pół godzinie lekarze ponownie wzięli ją na jakieś badania. Po ich zakończeniu następni do Zuzy poszła mama z tatą. Po jakimś czasie przyszedł czas na moją wizytę. Trochę się denerwowałam tą rozmową. Nie wiem jak ona może zareagować na mój widok. Raz kozi śmierć. Pociągnęłam za klamkę i weszłam do sali. Kiedy Zuza mnie zobaczyła od razu złapała jakiś magazyn i zaczęła go czytać. Nie wiedziałam czy mnie słuch czy nie, ale i tak zaczęłam jej wszystko tłumaczyć. Po jakimś czasie zrozumiałam, że totalnie mnie olewa, więc podeszłam do niej i wyrwałam jej magazyn z rąk i kazałam jej spojrzeć na mnie.
- Zuza wiem, że mnie pewnie nie słyszałaś. Rozumiem cię, ale wybacz mi. Chcę zacząć od początku.- Nie mogłam uwierzyć, że zniżyłam się do tego poziomu i błagam ją o przebaczenie.
- Znowu ty. Czemu chcesz nagle zacząć wszystko od początku? Ja chciałam, ale teraz wiesz, co chcę? Chcę cię już więcej nie zobaczyć. Kochałam się jak siostrę. Popełniłam błąd, ty się odwdzięczyłaś, ale dalej brnęłaś w zemstę. Chciałaś żebym ciągle cierpiała, to ty zepsułaś moją miłość, ty zesłałaś Nialla a potem cię ratowałam i jeszcze byłaś strasznie zazdrosna, kiedy się z nim przywitałam. Nigdy nie próbowałaś mnie poznać a do mamy nigdy nie miałaś szacunku. Próbowała stać się dla ciebie matką, ale nie, ty byłaś dla niej jak jej wróg! Ja oczywiście byłam miła i przynajmniej próbowałam, ale wiesz, co ci powiem? Wszystko zniszczyłaś. Ciągłe kłótnie między nami doprowadzały każdego do szału. Po co teraz chcesz się ze mną godzić? Bo co nie masz już więcej zemst?- Nie mogłam uwierzyć, że to powiedziała. Owszem zgodzę się, co do niektórych rzeczy, ale to, że nie mam szacunku do mamy to przesadziła. Na początku nie mogłyśmy się dogadać, bo nie próbowałam, ale jak wy byście się czuli, że po osiemnastu latach dowiadujecie się, że wasza mama żyje i do tego macie siostrę, która przespała się z twoim chłopakiem, który jest całym twoim światem i tak naprawdę tylko on się cieszy twoim istnieniem. Chciałam jej to wszystko wygarnąć, ale nie chciałam ponownie zaczynać kłótni a poza tym nie powinnam się denerwować.
- Zuza ja naprawdę cię przepraszam.-
- To nic nie pomoże! Cofniesz czas? Cofniesz zdradę, kłótnie, poznanie nas, rozstania, ucieczkę, płacz, gwałt?-
- No nie… proszę daj mi szansę, chociaż ostatnią.- Nic nie odpowiedziała. - Proszę.- Doba zniżę się do tego poziomu… klęłam przy niej i zaczęłam płakać. - Zuza proszę odpowiedz mi! Chcę zacząć wszystko od nowa. Chcę mieć siostrę nie wroga. Zuza proszę.- Ciągle mnie zbawiała. Po krótszej chwili wstałam i po prostu wyszłam. Na korytarzy czekał na mnie Nathan. Szybkim krokiem podeszłam do niego i w mocno się w niego wtuliłam. Nawet nie wiem, kiedy ponownie się popłakałam, ta ciąża źle na mnie działa.
- Zgaduje, że rozmowa nie poszła najlepiej.-
- Masz racje, nie była to zbyt miła rozmowa, ale wiesz, co? Ona wcale mnie nie obchodzi.-
- Czemu okłamujesz samą siebie? Gdyby cię nie obchodziła nie płakałabyś teraz.- On ma rację, on zawszę ma rację.
- Czemu ty zawsze musisz mieć racje.- Nath tylko się zaśmiał i jeszcze mocniej mnie przytulił. Dobrze, że on mi został, bez niego była bym sama w tej chwili. Zobaczyliśmy, że z sali Zuzy wychodzi lekarz.
- Kochanie poczekasz tu chwilę? Muszę porozmawiać z Zuzą.- Po co on chcę z nią rozmawiać? O czym? I znowu to robię…, czemu jestem o niego taka zazdrosna? Czemu boje się, że znowu ich przyłapie w jedno znacznej sytuacji?
- Dobra, ale wracaj szybko i chodźmy już stąd.- Nathan tylko pocałował mnie w czoło i zniknął za drzwiami. Usiadłam na krześle i zaczęłam wszystko przetrawiać. Tyle się dzisiaj wydarzyło. Najpierw ciąża, potem ojciec wywala mnie z domu a na sam koniec dowiaduje się, że siostra nie chce mnie znać.
Kiedy tak rozmyślałam podszedł do mnie mój chłopak. Nawet nie wiem, kiedy wyszedł z sali Zuzy.
- I o czym rozmawialiście?- Naprawdę byłam ciekawa.
- O tobie.- Powiedział po dłuższym czasie. - Chciałem żeby ci wybaczyła.-
- Dlaczego ci tak zależy?- Nathan złapał mnie za rękę i popatrzył mi prosto w oczy.
- Bo widzę jak się tym zadręczasz a ty nie powinnaś się teraz denerwować. Nie chcę stracić naszego dziecka. Teraz wy jesteście najważniejsi.- Pocałowałam bruneta poczym wyszliśmy ze szpitala i pojechaliśmy do hotelu.
*

Dziś Zuza wychodzi ze szpitala. Razem z Natanem postanowiliśmy pojechać razem z rodzicami żeby ponownie spróbować się z nią pogodzić. Kiedy już byliśmy na miejscu wszyscy już czekali na Zuzę. Nie mogłam uwierzyć w to, że Niall znowu tu jest. W ogóle jak on mógł przebywać w ty samym pomieszczeniu, co Beau? Gdyby to mnie zgwałcił to Nathan już dawno by go zabił a oni normalnie stoją koło siebie. Nie mogłam wytrzymać i podeszłam do niego.
- Możesz mi powiedzieć, co ty tu w ogóle robisz?-
- Przyszedłem odebrać moją przyjaciółkę ze szpitala.- Że co on przed chwilą powiedział? Przyjaciółkę?! Czy jej zupełnie już coś w mózgu się poprzestawiało? Wybaczyła chłopakowi, który ją zgwałcił a mi nie chce. Nie, mam już tego dość. Nie będę jej już błagała żeby mi wybaczyła.
- Wy ludzie macie coś z głowami.- Skierowałam się do Nialla, Beau no i przy okazji taty. Złapałam Natha za rękę i poszliśmy na drugi koniec korytarza. Nath się nie odzywał, bo wiedział, czemu się zdenerwowałam i wiedział, że to bez sensu mnie uspokajać.
Weszliśmy do sali Zuzy. Ja z Nathanem stanęliśmy na samym końcu żeby nie przeszkadzać 'szczęśliwej rodzince'.
- Kochanie jak się cieszę, że już wychodzisz.- Mama pocałowała Zuzę w czubek głowy i przytuliła. Przytaknęła tylko i wstała gwałtownie z łóżka i poszła do łazienki, ale o mało nie upadła gdyby nie Niall. Wszyscy się im przyglądaliśmy a Zuza wstała, wzięła rzeczy i poszła do łazienki. Długo nie musieliśmy na nią czekać. Wyszła z łazienki i spakowała wszystko do torby.
- Ślicznie wyglądasz.- Skomentował Niall, na co ona odpowiedziała dziękuje. Czy Beau nie widzi, że blondas podrywa jego dziewczynę?
- Zuza jak ty się ubrałaś?- Tatuś oczywiście musiał się odezwać. Wcześniej to mnie, co chwile się czepiał, ale na szczęście teraz uczepił się swojej ulubionej córeczki. Później Zuza coś tam zaczęła gadać o ciąży, ale nie słuchałam jej ani trochę. Kiedy w końcu nasza księżniczka się wyszykowała mogliśmy opuścić szpital. Jak się okazało kilka fanów dowiedziało się, że Nathan i Niall są w szpitalu, więc musieliśmy się jakoś przepchać przez ten tłum. Beau, Zuza i Niall skierowali się w stronę busa One Direction (Nie wiem, co oni tu robili) a mi i Nathanowi mama zaproponowała, że nas podwiozą. Nie chętnie skorzystaliśmy. Przez całą drogę trwała nie zręczna cisza, ale mój tata postanowił ją przerwać.
- Klara chcesz wiedzieć, czemu tak naprawdę nienawidzę twojego chłopaka?-
- Byłabym bardzo wdzięczna.-
- Nie mogę ci teraz powiedzieć, bo i tak byś mi nie uwierzyła, ale po powrocie do Londynu się dowiesz. Zobaczysz sama go znienawidzisz.-
- Zobaczymy.- Nie wiem, o co mu chodzi, ale bardzo chcę się dowiedzieć. Już do końca drogi nikt się nie odezwał.
Weszliśmy do naszego pokoju hotelowego i padliśmy na kanapę. Nath włączył telewizor, ale ni nie rozumieliśmy, więc przełączył na jakiś kanał muzyczny. Akurat leciała jedna z ich piosenek. Nath zaczął sobie nucić pod nosem a ja myślałam nad tym jak bardzo tęskniłam za tymi idiotami. W pewnym momencie chwyciłam swój telefon i spojrzałam na datę, która wskazywała 17 kwietnia. Jak to możliwe? Nathan jutro ma urodziny ja nic dla niego nie mam. Jutro wyciągnę go gdzieś na spacer po Paryżu i po prostu spędzimy ten dzień sami.
*
Rano obudziłam się, jako pierwsza. Nathan jeszcze smacznie spał, więc postanowiłam go obudzić. Zaczęłam go całować po jego nagim torsie a skończyłam na jego ustach. Brunet otworzył swoje oczy i od razu uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Wszystkiego najlepszego kochanie.- Ponownie go pocałowałam.
- Dzień dobry kochanie. Wiesz, mogłabyś mnie tak budzić codziennie.-
- To jest raczej nie możliwe, bo przeważnie to ty wstajesz, jako pierwszy.-
- To od dziś będę się starał spać dłużej od ciebie. A co dziś mamy w planach?-
- Wiesz, bo z tego wszystkiego nie kupiłam ci żadnego prezentu, więc myślałam, że dzisiaj ten dzień spędzimy razem i pozwiedzamy Paryż.- Zrobiło mi się trochę głupio, że nic dla niego nie mam.
- Klara ni przejmuj się tym.- Nathan złapał mnie za mój podbródek i kazał sobie spojrzeć w oczy.- Już dałaś mi najwspanialszy prezent jakikolwiek mogłem sobie wymarzyć… dowiedziałem się, że będę tatą i za kilka miesięcy będę wychowywał swoje dziecko z kobietą mojego życia.- W takich chwilach jak tych myślę sobie, że nie mogłam trafić lepiej. Naprawdę nie wiem, dlaczego mój tata za wszelką cenę che się go pozbyć z mojego życia.
Kiedy w końcu postanowiliśmy podnieść się z łóżka poszliśmy się ubrać i poszliśmy zjeść śniadanie. Po powrocie na górę Nathan dostał kilka telefonów od chłopaków i rodziny z życzeniami urodzinami i następnie poszliśmy zwiedzać Paryż. Na sam początek postanowiliśmy przejść się po parku. Przez cały czas trzymaliśmy się za ręce i nie oszczędzaliśmy sobie uczuć. Kiedy tak szliśmy zauważyliśmy Zuzę i Beau siedzących na ławce. Chcieliśmy odejść niezauważeni, ale niestety nas zauważyli.
- Cześć- Podeszliśmy do nich i przywitaliśmy się.
- Ym, cześć, co tu robicie.- Zapytał Beau, bo Zuza to raczej nie miała zamiaru się odezwać.
- Skoro to jest Paryż- miasto zakochanych a my mamy wolny dzień postanowiliśmy pochodzić i pozwiedzać miasto.- Odpowiedział mój chłopak, ale czemu nie powiedział, że tak spędzamy jego urodziny?
- To może wam pomożemy?- Zaproponował Beau a ja ścisnęłam rękę mojego chłopaka nieco mocniej żeby tylko się nie zgadzał.
- Z wielką chęcią.- Czemu on to zrobił? Przecież mieliśmy spędzić ten dzień razem. Dobra to jest jego dzień niech sobie robi, co chce, ale beze mnie. Maiłam już odejść, ale Nath mnie zatrzymał. - Gdzie ty idziesz?-
- Jak najdalej stąd.-
- Czemu jesteś zła?-
- Bo mieliśmy spędzić ten dzień razem a nie z nimi.- Wskazałam głową na parę, która szła przed nami.
- Może w końcu się pogodzicie. No już nie gniewaj się, oni nas tylko oprowadzą a resztę dnia i nocy spędzimy razem.- Cwaniacki uśmieszek pojawił się na jego twarzy. Ja go tylko dźgnęłam w bok i ruszyłam za naszymi 'przewodnikami.' Zwiedziliśmy wszystkie zabytki i ciekawe miejsca, jakie można tu spotkać. Muszę przyznać, że nawet fajnie się bawiłam.
Kiedy mieliśmy się żegnać Beau poprosił mnie na stronę.
- Klara słuchaj mogłabyś się zająć Zuzą przez ten czas, kiedy mnie nie będzie?-
- Że co? Przecież ona mnie nienawidzi. Poza tym nie wiem ile jeszcze tu będziemy, bo wiesz niektórzy ludzie pracują i chcą zarobić na swoją przyszłą rodzinę.-
- Proszę cię, boje się zostawić ją samą.- Po dłuższym zastanowieniu się zgodziłam się.
- Dobra, ale jeżeli mnie wygoni to nie będę jej błagała żeby mnie wpuściła i jeżeli będziemy musieli wyjechać to zostawiam ją bez zastanowienia.- Wiem, że może trochę przesadziłam, ale ja sama mam problemy.
- Dzięki to przyjdź dziś wieczorem.- Tylko przytaknęłam głową i odeszłam od niego. W drodze powrotnej powiedziałam Nathanowi, czego chciał Beau i kiedy skończyłam ostatnie zdanie zadzwonił telefon Nathana. Chłopak spojrzał na wyświetlacz i podał mi telefon.
- To twój tata.- Co? Po co miałby dzwonić?
- Halo.-
- Klara możecie jeszcze dzisiaj wrócić do Londynu?-
- A wy, kiedy wróciliście?-
- Nie ważne, ważne jest to żebyście jeszcze dzisiaj wrócili.-
- No dobra już bukujemy bilety.- Wytłumaczyłam wszystko Nathanowi i już dwie godziny później siedzieliśmy w samolocie. Z tego wszystkiego zapomniałam o Zuzie i o tym, że miałam do niej przyjść. Szybko złapałam za telefon i zadzwoniłam do jej 'przyjaciela'. Chłopak odebrał po trzecim sygnale.
- Halo-
- Niall mam do ciebie prośbę.-
- Wątpię żebym chciał coś dla ciebie zrobić.-
- Nie chodzi o mnie tylko o Zuzę idioto. Myślisz, że naprawdę chciałabym twojej pomocy, jeżeli chodziłoby o mnie?- Czemu wszyscy mnie nienawidzą, ale jak już mam im pomóc to są mili?
- Coś jej się stało?-
- Nie, ale Beau dzisiaj wyjeżdża i prosił mnie żebym się nią zajęła, ale niestety zadzwonił tata i właśnie jesteśmy w drodze do Londynu.-
- Dobra zaraz do niej pójdę.- I się rozłączył. Oddałam Nathanowi telefon, oparłam się o jego ramię i momentalnie zasnęłam.
*

Obudziłam się, kiedy koła samolotu zetknęły się z ziemią. Kiedy czekaliśmy na nasze bagaże myślałam nad tym, co mówił mi ojciec wtedy w samochodzie " Nie mogę ci teraz powiedzieć, bo i tak byś mi nie uwierzyła, ale po powrocie do Londynu się dowiesz. Zobaczysz sama go znienawidzisz." Nie wiem, co on miał takiego na myśli, ale sama zaczęłam się bać, co Nath takiego zrobił. Spojrzałam się na chłopaka a ten tylko się do mnie uśmiechną. Nath wcale się nie denerwował… był taki jak zawsze, czyli on sam nie wie, co takiego mój ojciec nam dzisiaj powie. Gdyby miał coś na sumieniu od razu bym to po nim poznała. Chłopak zabrał nasze bagaże i skierowaliśmy się do wyjścia. Nie chciałam być szybko w domu, dlatego poszliśmy na piechotę. Kiedy już staliśmy przed drzwiami dawniej jeszcze mojego domu zaczęłam się jeszcze bardziej denerwować. Pociągnęłam za klamkę i weszliśmy do środka. Tym razem wchodziłam do domu ostrożnie żeby czasami ponownie się o coś nie potknąć się o coś na korytarzu. Na moje szczęście niczego nie było, więc od razu skierowałam się do salonu gdzie zapewnie znajdowali się moi rodzice. Tak jak zgadywałam rodzice siedzieli na kanapie i oglądali telewizor. Jako pierwsza zauważyła nas moja mama.
- Cześć kochani. Jak wam minął lot?-
- Dobrze. Mamo wiesz, o co chodzi tacie?-
- Niestety nie wiem kochanie. Próbowałam się jakoś dowiedzieć, ale powiedział, że dowiem się razem z tobą.- Wszyscy spojrzeliśmy na mojego ojca, który spojrzał się na zegarek.
- Dora chyba możemy zaczynać.- Powiedział i wstał z kanapy. - Może lepiej usiądziecie?-
- Nie dziękuje postoimy.- Chciałam jak najszybciej mieć to z głowy.
- Zebraliśmy się tutaj żeby wytłumaczyć mojej córce, dlaczego nienawidzę jej chłopaka.- Zaczął, ale ja mu przerwałam.
- Możesz przejść do rzeczy.-
- Dobrze jak sobie życzysz. Ten chłopak, którego właśnie trzymasz za rękę cię zdradził.-
- No tak wiem, z Zuzą, ale już mu to wybaczyłam, ale to nie wyjaśnia, dlaczego nienawidzisz go od samego początku.-
- Nie kochanie źle mnie zrozumiałaś. On cię zdradził na samym początku waszego związku.- Spojrzałam się na Nathana.
- O czym pan w ogóle mówi?- Nie udawał zdziwienia, on naprawdę nie wiedział, o co chodzi. Mój ociec podszedł do chłopaka i patrzył mu prosto w oczy.
- Nie pamiętasz już? To ci pomogę sobie przypomnieć… na samym początku waszego związku, chłodna noc, noc, dziewczyna, tyle, że to nie była Klara. Coś ci tam zaczyna świtać.- Mina chłopaka od razu się zmieniła. Nie wiedział, co powiedzieć, dlatego wzięłam sprawę w swoje ręce.
- Nie wierzę ci.- I jak na zawołanie usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Ojciec uśmiechnął się i poszedł otworzyć drzwi.
- Wiedziałem, że mi nie uwierzysz, dlatego zaprosiłem tu ją.- W drzwiach ukazała się dziewczyna z czerwonymi włosami i dzieckiem na rękach.-
- Ariana?- Powiedział zaskoczony Nathan.
- Cześć Nathan, poznaj twojego synka.- Że co proszę? To jego syn?

- Nathan możesz mi to wytłumaczyć?!- 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz