*Oczami Klary*
Nathan nadal się nie odzywał, więc zaczęłam się bać. Bałam się, że zaraz mi powie, że to nie dla niego i mnie zostawi. Ucieszyłam się, kiedy w końcu przerwał tą cisze.
Nathan nadal się nie odzywał, więc zaczęłam się bać. Bałam się, że zaraz mi powie, że to nie dla niego i mnie zostawi. Ucieszyłam się, kiedy w końcu przerwał tą cisze.
- Nie płacz
kochanie, wszystko będzie dobrze. Zajmę się wami zobaczysz jakoś to będzie. Kocham
cię i oboje zajmiemy się naszym dzieckiem.-
- Ale Nathan jak
ty t osobie wyobrażasz? Ja mam prace i szkołę a ty dopiero, co zacząłeś
karierę.-
- Na razie się
tym nie przejmuj, do szkoły nadal możesz chodzić a z pracy możesz zrezygnować
za kilka miesięcy. Karierą się nie przejmuj, bo to tu jest najmniej ważne,
tylko ty się w tej chwili liczysz i nasze dziecko. Przeprowadzisz się do mnie i
wszystko będzie dobrze.- Na te słowa trochę się odsunęłam.
- Co ty w ogóle
wygadujesz? Jak ty to sobie wyobrażasz? Ja nie mam zamiaru rezygnować z pracy a
ty nie możesz rezygnować z kariery. Pamiętaj, że nie jesteś sam, jak odejdziesz
to zrujnujesz marzenia czterech innych chłopaków. A co to mieszkania to jak w
trójkę możemy się zmieścić w kawalerce. Nawet mi nie mów mi, że kupimy jakieś mieszkanie,
bo nas nie stać.-
- Dobra kochanie
porozmawiamy o tym później a teraz się cieszmy z tego, że jesteś w ciąży.- Nath
złożył pocałunek na moich ustach i od razu cała złość za mnie zeszła. Nie wiem
jak ten chłopak to robił. Uwolniłam się z uścisku chłopaka i podeszłam do mojej
mamy i ją przytuliłam.
- Mamo, co to
teraz będzie? Ja nie jestem gotowa na bycie mamą… ja się nie nadaję.-
- Zobaczysz
wszystko się ułoży. Uwierz mi to ja z twoim ojcem nie nadajemy się na rodziców,
bo zobacz, co obie musiałyście przejść przez nasze decyzje. Naprawdę będziecie
wspaniałymi rodzicami i pamiętaj, że ja z tatą zawsze wam w czymś pomożemy.-
- Na to bym
raczej nie liczył.- Usłyszałam głos mojego taty.
- Tato ni
cieszysz się z tego, że jestem w ciąży?- Podeszłam do niego bliżej.
- Oczywiście, że
się cieszę córuś, że jesteś w ciąży, ale czemu właśnie z nim? Teraz nie ma
odwrotu, musisz z nim mieć coś do czynienia do końca życia.-
- Czekaj, bo nie
rozumiem, ty cały czas liczyłeś na to, że go zostawię?-
- Taką miałem
nadzieję.-
- Za co ty go tak
nienawidzisz? I nie mów mi, że to przez sławę i że ni zdoła nas utrzymać, bo
Zuza jest w dokładnie takiej samej sytuacji. Beau wcale nie zarabia lepiej, ale
jego wręcz uwielbiasz, więc powiedz mi, dlaczego tak nienawidzisz go od samego
początku.-
- Mam swoje
powody. I przykro mi to mówić, ale jeżeli chcesz z nim być to musisz się
wyprowadzić do niego, niech się wykaże. Jak zrobił ci dziecko to niech teraz na
nie zarobi. Od nas żadnej pomocy nie otrzymacie.-
- Robert, co ty
do jasnej Anielki wygadujesz?! Chcesz stracić córkę?!- Mama wtrąciła się do
naszej rozmowy.
- Nie mamo… tata
już mnie stracił, ale chyba nie robi mu to za wielkiej różnicy. Zabiorę
wszystkie moje rzeczy zaraz po przyjeździe, nie wiem, kiedy wrócimy, bo chcemy
spędzić kilka dni razem.- Złapałam Nathana za rękę i zaczęłam prowadzić w
stronę wyjścia, ale mama mnie zatrzymała.
- Klara wybacz
mu, on sam nie wie, co mówi.-
- Nie mamo, ja
już mam dość ja muszę przez to przechodzić już prawie cztery lata. Ja naprawdę
nie wiem, za co tata tak nienawidzi Nathana, on mu nigdy nic nie zrobił. Wybacz,
ale musimy już iść.- Już mieliśmy ruszać, kiedy podszedł do nas lekaż i powiedział,
że Zuza się obudziła. Kiedy to usłyszałam to aż kamień spadł mi z serca.
Chciałam pójść do niej, jako pierwsza, ale postanowiłam dać pierwszeństwo, Beau.
Po jakiejś pół
godzinie lekarze ponownie wzięli ją na jakieś badania. Po ich zakończeniu
następni do Zuzy poszła mama z tatą. Po jakimś czasie przyszedł czas na moją
wizytę. Trochę się denerwowałam tą rozmową. Nie wiem jak ona może zareagować na
mój widok. Raz kozi śmierć. Pociągnęłam za klamkę i weszłam do sali. Kiedy Zuza
mnie zobaczyła od razu złapała jakiś magazyn i zaczęła go czytać. Nie
wiedziałam czy mnie słuch czy nie, ale i tak zaczęłam jej wszystko tłumaczyć.
Po jakimś czasie zrozumiałam, że totalnie mnie olewa, więc podeszłam do niej i
wyrwałam jej magazyn z rąk i kazałam jej spojrzeć na mnie.
- Zuza wiem, że
mnie pewnie nie słyszałaś. Rozumiem cię, ale wybacz mi. Chcę zacząć od
początku.- Nie mogłam uwierzyć, że zniżyłam się do tego poziomu i błagam ją o
przebaczenie.
- Znowu ty. Czemu
chcesz nagle zacząć wszystko od początku? Ja chciałam, ale teraz wiesz, co
chcę? Chcę cię już więcej nie zobaczyć. Kochałam się jak siostrę. Popełniłam
błąd, ty się odwdzięczyłaś, ale dalej brnęłaś w zemstę. Chciałaś żebym ciągle
cierpiała, to ty zepsułaś moją miłość, ty zesłałaś Nialla a potem cię ratowałam
i jeszcze byłaś strasznie zazdrosna, kiedy się z nim przywitałam. Nigdy nie
próbowałaś mnie poznać a do mamy nigdy nie miałaś szacunku. Próbowała stać się
dla ciebie matką, ale nie, ty byłaś dla niej jak jej wróg! Ja oczywiście byłam
miła i przynajmniej próbowałam, ale wiesz, co ci powiem? Wszystko zniszczyłaś. Ciągłe
kłótnie między nami doprowadzały każdego do szału. Po co teraz chcesz się ze
mną godzić? Bo co nie masz już więcej zemst?- Nie mogłam uwierzyć, że to
powiedziała. Owszem zgodzę się, co do niektórych rzeczy, ale to, że nie mam
szacunku do mamy to przesadziła. Na początku nie mogłyśmy się dogadać, bo nie próbowałam,
ale jak wy byście się czuli, że po osiemnastu latach dowiadujecie się, że wasza
mama żyje i do tego macie siostrę, która przespała się z twoim chłopakiem,
który jest całym twoim światem i tak naprawdę tylko on się cieszy twoim
istnieniem. Chciałam jej to wszystko wygarnąć, ale nie chciałam ponownie
zaczynać kłótni a poza tym nie powinnam się denerwować.
- Zuza ja
naprawdę cię przepraszam.-
- To nic nie
pomoże! Cofniesz czas? Cofniesz zdradę, kłótnie, poznanie nas, rozstania,
ucieczkę, płacz, gwałt?-
- No nie… proszę
daj mi szansę, chociaż ostatnią.- Nic nie odpowiedziała. - Proszę.- Doba zniżę
się do tego poziomu… klęłam przy niej i zaczęłam płakać. - Zuza proszę
odpowiedz mi! Chcę zacząć wszystko od nowa. Chcę mieć siostrę nie wroga. Zuza
proszę.- Ciągle mnie zbawiała. Po krótszej chwili wstałam i po prostu wyszłam.
Na korytarzy czekał na mnie Nathan. Szybkim krokiem podeszłam do niego i w
mocno się w niego wtuliłam. Nawet nie wiem, kiedy ponownie się popłakałam, ta
ciąża źle na mnie działa.
- Zgaduje, że
rozmowa nie poszła najlepiej.-
- Masz racje, nie
była to zbyt miła rozmowa, ale wiesz, co? Ona wcale mnie nie obchodzi.-
- Czemu
okłamujesz samą siebie? Gdyby cię nie obchodziła nie płakałabyś teraz.- On ma
rację, on zawszę ma rację.
- Czemu ty zawsze
musisz mieć racje.- Nath tylko się zaśmiał i jeszcze mocniej mnie przytulił. Dobrze,
że on mi został, bez niego była bym sama w tej chwili. Zobaczyliśmy, że z sali
Zuzy wychodzi lekarz.
- Kochanie
poczekasz tu chwilę? Muszę porozmawiać z Zuzą.- Po co on chcę z nią rozmawiać?
O czym? I znowu to robię…, czemu jestem o niego taka zazdrosna? Czemu boje się,
że znowu ich przyłapie w jedno znacznej sytuacji?
- Dobra, ale
wracaj szybko i chodźmy już stąd.- Nathan tylko pocałował mnie w czoło i
zniknął za drzwiami. Usiadłam na krześle i zaczęłam wszystko przetrawiać. Tyle
się dzisiaj wydarzyło. Najpierw ciąża, potem ojciec wywala mnie z domu a na sam
koniec dowiaduje się, że siostra nie chce mnie znać.
Kiedy tak
rozmyślałam podszedł do mnie mój chłopak. Nawet nie wiem, kiedy wyszedł z sali
Zuzy.
- I o czym
rozmawialiście?- Naprawdę byłam ciekawa.
- O tobie.-
Powiedział po dłuższym czasie. - Chciałem żeby ci wybaczyła.-
- Dlaczego ci tak
zależy?- Nathan złapał mnie za rękę i popatrzył mi prosto w oczy.
- Bo widzę jak
się tym zadręczasz a ty nie powinnaś się teraz denerwować. Nie chcę stracić
naszego dziecka. Teraz wy jesteście najważniejsi.- Pocałowałam bruneta poczym
wyszliśmy ze szpitala i pojechaliśmy do hotelu.
*
Dziś Zuza
wychodzi ze szpitala. Razem z Natanem postanowiliśmy pojechać razem z rodzicami
żeby ponownie spróbować się z nią pogodzić. Kiedy już byliśmy na miejscu
wszyscy już czekali na Zuzę. Nie mogłam uwierzyć w to, że Niall znowu tu jest.
W ogóle jak on mógł przebywać w ty samym pomieszczeniu, co Beau? Gdyby to mnie
zgwałcił to Nathan już dawno by go zabił a oni normalnie stoją koło siebie. Nie
mogłam wytrzymać i podeszłam do niego.
- Możesz mi powiedzieć,
co ty tu w ogóle robisz?-
- Przyszedłem
odebrać moją przyjaciółkę ze szpitala.- Że co on przed chwilą powiedział?
Przyjaciółkę?! Czy jej zupełnie już coś w mózgu się poprzestawiało? Wybaczyła chłopakowi,
który ją zgwałcił a mi nie chce. Nie, mam już tego dość. Nie będę jej już
błagała żeby mi wybaczyła.
- Wy ludzie macie
coś z głowami.- Skierowałam się do Nialla, Beau no i przy okazji taty. Złapałam
Natha za rękę i poszliśmy na drugi koniec korytarza. Nath się nie odzywał, bo wiedział,
czemu się zdenerwowałam i wiedział, że to bez sensu mnie uspokajać.
Weszliśmy do sali
Zuzy. Ja z Nathanem stanęliśmy na samym końcu żeby nie przeszkadzać
'szczęśliwej rodzince'.
- Kochanie jak
się cieszę, że już wychodzisz.- Mama pocałowała Zuzę w czubek głowy i
przytuliła. Przytaknęła tylko i wstała gwałtownie z łóżka i poszła do łazienki,
ale o mało nie upadła gdyby nie Niall. Wszyscy się im przyglądaliśmy a Zuza
wstała, wzięła rzeczy i poszła do łazienki. Długo nie musieliśmy na nią czekać.
Wyszła z łazienki i spakowała wszystko do torby.
- Ślicznie
wyglądasz.- Skomentował Niall, na co ona odpowiedziała dziękuje. Czy Beau nie widzi,
że blondas podrywa jego dziewczynę?
- Zuza jak ty się
ubrałaś?- Tatuś oczywiście musiał się odezwać. Wcześniej to mnie, co chwile się
czepiał, ale na szczęście teraz uczepił się swojej ulubionej córeczki. Później
Zuza coś tam zaczęła gadać o ciąży, ale nie słuchałam jej ani trochę. Kiedy w
końcu nasza księżniczka się wyszykowała mogliśmy opuścić szpital. Jak się
okazało kilka fanów dowiedziało się, że Nathan i Niall są w szpitalu, więc
musieliśmy się jakoś przepchać przez ten tłum. Beau, Zuza i Niall skierowali
się w stronę busa One Direction (Nie wiem, co oni tu robili) a mi i Nathanowi
mama zaproponowała, że nas podwiozą. Nie chętnie skorzystaliśmy. Przez całą
drogę trwała nie zręczna cisza, ale mój tata postanowił ją przerwać.
- Klara chcesz wiedzieć,
czemu tak naprawdę nienawidzę twojego chłopaka?-
- Byłabym bardzo
wdzięczna.-
- Nie mogę ci
teraz powiedzieć, bo i tak byś mi nie uwierzyła, ale po powrocie do Londynu się
dowiesz. Zobaczysz sama go znienawidzisz.-
- Zobaczymy.- Nie
wiem, o co mu chodzi, ale bardzo chcę się dowiedzieć. Już do końca drogi nikt
się nie odezwał.
Weszliśmy do
naszego pokoju hotelowego i padliśmy na kanapę. Nath włączył telewizor, ale ni
nie rozumieliśmy, więc przełączył na jakiś kanał muzyczny. Akurat leciała jedna
z ich piosenek. Nath zaczął sobie nucić pod nosem a ja myślałam nad tym jak
bardzo tęskniłam za tymi idiotami. W pewnym momencie chwyciłam swój telefon i
spojrzałam na datę, która wskazywała 17 kwietnia. Jak to możliwe? Nathan jutro
ma urodziny ja nic dla niego nie mam. Jutro wyciągnę go gdzieś na spacer po
Paryżu i po prostu spędzimy ten dzień sami.
*
Rano obudziłam się,
jako pierwsza. Nathan jeszcze smacznie spał, więc postanowiłam go obudzić.
Zaczęłam go całować po jego nagim torsie a skończyłam na jego ustach. Brunet
otworzył swoje oczy i od razu uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Wszystkiego
najlepszego kochanie.- Ponownie go pocałowałam.
- Dzień dobry
kochanie. Wiesz, mogłabyś mnie tak budzić codziennie.-
- To jest raczej
nie możliwe, bo przeważnie to ty wstajesz, jako pierwszy.-
- To od dziś będę
się starał spać dłużej od ciebie. A co dziś mamy w planach?-
- Wiesz, bo z
tego wszystkiego nie kupiłam ci żadnego prezentu, więc myślałam, że dzisiaj ten
dzień spędzimy razem i pozwiedzamy Paryż.- Zrobiło mi się trochę głupio, że nic
dla niego nie mam.
- Klara ni
przejmuj się tym.- Nathan złapał mnie za mój podbródek i kazał sobie spojrzeć w
oczy.- Już dałaś mi najwspanialszy prezent jakikolwiek mogłem sobie wymarzyć…
dowiedziałem się, że będę tatą i za kilka miesięcy będę wychowywał swoje
dziecko z kobietą mojego życia.- W takich chwilach jak tych myślę sobie, że nie
mogłam trafić lepiej. Naprawdę nie wiem, dlaczego mój tata za wszelką cenę che
się go pozbyć z mojego życia.
Kiedy w końcu
postanowiliśmy podnieść się z łóżka poszliśmy się ubrać i poszliśmy zjeść
śniadanie. Po powrocie na górę Nathan dostał kilka telefonów od chłopaków i
rodziny z życzeniami urodzinami i następnie poszliśmy zwiedzać Paryż. Na sam
początek postanowiliśmy przejść się po parku. Przez cały czas trzymaliśmy się
za ręce i nie oszczędzaliśmy sobie uczuć. Kiedy tak szliśmy zauważyliśmy Zuzę i
Beau siedzących na ławce. Chcieliśmy odejść niezauważeni, ale niestety nas
zauważyli.
- Cześć-
Podeszliśmy do nich i przywitaliśmy się.
- Ym, cześć, co
tu robicie.- Zapytał Beau, bo Zuza to raczej nie miała zamiaru się odezwać.
- Skoro to jest
Paryż- miasto zakochanych a my mamy wolny dzień postanowiliśmy pochodzić i
pozwiedzać miasto.- Odpowiedział mój chłopak, ale czemu nie powiedział, że tak
spędzamy jego urodziny?
- To może wam
pomożemy?- Zaproponował Beau a ja ścisnęłam rękę mojego chłopaka nieco mocniej
żeby tylko się nie zgadzał.
- Z wielką
chęcią.- Czemu on to zrobił? Przecież mieliśmy spędzić ten dzień razem. Dobra
to jest jego dzień niech sobie robi, co chce, ale beze mnie. Maiłam już odejść,
ale Nath mnie zatrzymał. - Gdzie ty idziesz?-
- Jak najdalej
stąd.-
- Czemu jesteś
zła?-
- Bo mieliśmy
spędzić ten dzień razem a nie z nimi.- Wskazałam głową na parę, która szła
przed nami.
- Może w końcu
się pogodzicie. No już nie gniewaj się, oni nas tylko oprowadzą a resztę dnia i
nocy spędzimy razem.- Cwaniacki uśmieszek pojawił się na jego twarzy. Ja go
tylko dźgnęłam w bok i ruszyłam za naszymi 'przewodnikami.' Zwiedziliśmy
wszystkie zabytki i ciekawe miejsca, jakie można tu spotkać. Muszę przyznać, że
nawet fajnie się bawiłam.
Kiedy mieliśmy
się żegnać Beau poprosił mnie na stronę.
- Klara słuchaj
mogłabyś się zająć Zuzą przez ten czas, kiedy mnie nie będzie?-
- Że co? Przecież
ona mnie nienawidzi. Poza tym nie wiem ile jeszcze tu będziemy, bo wiesz
niektórzy ludzie pracują i chcą zarobić na swoją przyszłą rodzinę.-
- Proszę cię,
boje się zostawić ją samą.- Po dłuższym zastanowieniu się zgodziłam się.
- Dobra, ale
jeżeli mnie wygoni to nie będę jej błagała żeby mnie wpuściła i jeżeli będziemy
musieli wyjechać to zostawiam ją bez zastanowienia.- Wiem, że może trochę przesadziłam,
ale ja sama mam problemy.
- Dzięki to
przyjdź dziś wieczorem.- Tylko przytaknęłam głową i odeszłam od niego. W drodze
powrotnej powiedziałam Nathanowi, czego chciał Beau i kiedy skończyłam ostatnie
zdanie zadzwonił telefon Nathana. Chłopak spojrzał na wyświetlacz i podał mi
telefon.
- To twój tata.-
Co? Po co miałby dzwonić?
- Halo.-
- Klara możecie
jeszcze dzisiaj wrócić do Londynu?-
- A wy, kiedy
wróciliście?-
- Nie ważne,
ważne jest to żebyście jeszcze dzisiaj wrócili.-
- No dobra już
bukujemy bilety.- Wytłumaczyłam wszystko Nathanowi i już dwie godziny później
siedzieliśmy w samolocie. Z tego wszystkiego zapomniałam o Zuzie i o tym, że
miałam do niej przyjść. Szybko złapałam za telefon i zadzwoniłam do jej
'przyjaciela'. Chłopak odebrał po trzecim sygnale.
- Halo-
- Niall mam do
ciebie prośbę.-
- Wątpię żebym
chciał coś dla ciebie zrobić.-
- Nie chodzi o
mnie tylko o Zuzę idioto. Myślisz, że naprawdę chciałabym twojej pomocy, jeżeli
chodziłoby o mnie?- Czemu wszyscy mnie nienawidzą, ale jak już mam im pomóc to
są mili?
- Coś jej się
stało?-
- Nie, ale Beau
dzisiaj wyjeżdża i prosił mnie żebym się nią zajęła, ale niestety zadzwonił tata
i właśnie jesteśmy w drodze do Londynu.-
- Dobra zaraz do
niej pójdę.- I się rozłączył. Oddałam Nathanowi telefon, oparłam się o jego
ramię i momentalnie zasnęłam.
*
Obudziłam się,
kiedy koła samolotu zetknęły się z ziemią. Kiedy czekaliśmy na nasze bagaże myślałam
nad tym, co mówił mi ojciec wtedy w samochodzie " Nie mogę ci teraz powiedzieć,
bo i tak byś mi nie uwierzyła, ale po powrocie do Londynu się dowiesz. Zobaczysz
sama go znienawidzisz." Nie wiem, co on miał takiego na myśli, ale sama
zaczęłam się bać, co Nath takiego zrobił. Spojrzałam się na chłopaka a ten
tylko się do mnie uśmiechną. Nath wcale się nie denerwował… był taki jak zawsze,
czyli on sam nie wie, co takiego mój ojciec nam dzisiaj powie. Gdyby miał coś
na sumieniu od razu bym to po nim poznała. Chłopak zabrał nasze bagaże i
skierowaliśmy się do wyjścia. Nie chciałam być szybko w domu, dlatego poszliśmy
na piechotę. Kiedy już staliśmy przed drzwiami dawniej jeszcze mojego domu
zaczęłam się jeszcze bardziej denerwować. Pociągnęłam za klamkę i weszliśmy do
środka. Tym razem wchodziłam do domu ostrożnie żeby czasami ponownie się o coś
nie potknąć się o coś na korytarzu. Na moje szczęście niczego nie było, więc od
razu skierowałam się do salonu gdzie zapewnie znajdowali się moi rodzice. Tak
jak zgadywałam rodzice siedzieli na kanapie i oglądali telewizor. Jako pierwsza
zauważyła nas moja mama.
- Cześć kochani.
Jak wam minął lot?-
- Dobrze. Mamo wiesz,
o co chodzi tacie?-
- Niestety nie
wiem kochanie. Próbowałam się jakoś dowiedzieć, ale powiedział, że dowiem się
razem z tobą.- Wszyscy spojrzeliśmy na mojego ojca, który spojrzał się na
zegarek.
- Dora chyba
możemy zaczynać.- Powiedział i wstał z kanapy. - Może lepiej usiądziecie?-
- Nie dziękuje
postoimy.- Chciałam jak najszybciej mieć to z głowy.
- Zebraliśmy się tutaj
żeby wytłumaczyć mojej córce, dlaczego nienawidzę jej chłopaka.- Zaczął, ale ja
mu przerwałam.
- Możesz przejść
do rzeczy.-
- Dobrze jak
sobie życzysz. Ten chłopak, którego właśnie trzymasz za rękę cię zdradził.-
- No tak wiem, z Zuzą,
ale już mu to wybaczyłam, ale to nie wyjaśnia, dlaczego nienawidzisz go od
samego początku.-
- Nie kochanie
źle mnie zrozumiałaś. On cię zdradził na samym początku waszego związku.- Spojrzałam
się na Nathana.
- O czym pan w
ogóle mówi?- Nie udawał zdziwienia, on naprawdę nie wiedział, o co chodzi. Mój
ociec podszedł do chłopaka i patrzył mu prosto w oczy.
- Nie pamiętasz
już? To ci pomogę sobie przypomnieć… na samym początku waszego związku, chłodna
noc, noc, dziewczyna, tyle, że to nie była Klara. Coś ci tam zaczyna świtać.-
Mina chłopaka od razu się zmieniła. Nie wiedział, co powiedzieć, dlatego wzięłam
sprawę w swoje ręce.
- Nie wierzę ci.-
I jak na zawołanie usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Ojciec uśmiechnął się i
poszedł otworzyć drzwi.
- Wiedziałem, że
mi nie uwierzysz, dlatego zaprosiłem tu ją.- W drzwiach ukazała się dziewczyna
z czerwonymi włosami i dzieckiem na rękach.-
- Ariana?- Powiedział
zaskoczony Nathan.
- Cześć Nathan,
poznaj twojego synka.- Że co proszę? To jego syn?
- Nathan możesz
mi to wytłumaczyć?!-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz