*Oczami Klary*
Nadal nie wiem czy dobrze zrobiłam, że mu powiedziałam ten adres. Mogłam mu, chociaż powiedzieć o Beau. Co ja zrobiłam, no, ale czasu nie cofnę. Stanie się to, co ma się stać. Ja mam większe problemy niż Zuza swojego byłego na głowie. Ja i Nath oddalamy się od siebie z każdym dniem. Co chwila jakieś próby, koncerty, studio, wywiady jednym słowem jest tak jak sobie to wyobrażałam. Nathan mówi, że jakoś to przetrwamy, że to tylko chwilowe, że muszą się tylko wybić i reszta pójdzie jak z płatka. Jeżeli on tak mówi to mu wieżę. Oboje jesteśmy silni. Zostały jeszcze 2 tygodnie szkoły i mamy tydzień wolnego. Nath obiecał mi, że ten tydzień wyjedziemy gdzieś i spędzimy go razem. SAMI. Już nie mogę się doczekać. Jednak ojciec kazał mi zostać na mamy urodziny. Szczerze mi się to nie uśmiecha, bo będziemy zmarnować dwa dni naszego wolnego.
Nadal nie wiem czy dobrze zrobiłam, że mu powiedziałam ten adres. Mogłam mu, chociaż powiedzieć o Beau. Co ja zrobiłam, no, ale czasu nie cofnę. Stanie się to, co ma się stać. Ja mam większe problemy niż Zuza swojego byłego na głowie. Ja i Nath oddalamy się od siebie z każdym dniem. Co chwila jakieś próby, koncerty, studio, wywiady jednym słowem jest tak jak sobie to wyobrażałam. Nathan mówi, że jakoś to przetrwamy, że to tylko chwilowe, że muszą się tylko wybić i reszta pójdzie jak z płatka. Jeżeli on tak mówi to mu wieżę. Oboje jesteśmy silni. Zostały jeszcze 2 tygodnie szkoły i mamy tydzień wolnego. Nath obiecał mi, że ten tydzień wyjedziemy gdzieś i spędzimy go razem. SAMI. Już nie mogę się doczekać. Jednak ojciec kazał mi zostać na mamy urodziny. Szczerze mi się to nie uśmiecha, bo będziemy zmarnować dwa dni naszego wolnego.
Dziś wcześnie wróciłam ze szkoły wcześnie, ponieważ źle się poczułam.
Przyszłam do domu od raz skierowałam się do swojego pokoju. Weszłam pod kołdrę
i zamknęłam oczy, lecz zaraz je otworzyłam, bo ktoś wtargnął do mojego pokoju.
- Klara wszystko w porządku kochanie? Co ty robisz w domu ta wcześnie?-
Oczywiście to była moja pseudo mama.
- Puka się, i źle się czuję, więc wróciłam do domu.-
- Zaraz ci coś przyniosę i poczujesz się lepiej- Wyszła a ja zostałam sama.
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu, złapałam go i zerknęłam na wyświetlacz i
samowolnie uśmiechnęłam się do telefonu.
- Halo.- Odebrałam
- Cześć kocie, co tam masz przerwę?- Usłyszałam głos Natha.
- Całkiem możliwe, ja akurat jestem w domu.-
- Coś się stało?- Usłyszałam strach w jego głosie.
- Nic poważnego, po prostu źle się poczułam.- Próbowałam go uspokoić, ale
mi się nie udało.
- Jestem akurat w studiu, ale zaraz u ciebie będę.- Nie zdążyłam nic powiedzieć,
bo się rozłączył. Nie może rezygnować z pracy z mojego powodu. Mama wróciła z
jakimiś lekami i próbowała mi je wcisnąć, ale jasno i wyraźnie jej powiedziałam,
że nic od niej nie chcę. W tym momencie do pokoju wszedł Nath.
- Wyczuwam złą energię.- Powiedział podchodząc do łóżka.
- A ty, co? W Jedaj ze Star Warsów się bawisz?- Powiedziałam trochę
poirytowana.
- Nath dobrze jesteś może ją przekonasz do wzięcia tych leków.- Powiedziała
mama i wyszła z pokoju.
- Od kiedy ona ci mówi Nath? Coś przeoczyłam?-
- Przestań, przynajmniej twoja mama mnie akceptuję. A teraz bierz te leki,
natychmiast.-
- Nic nie będę brała, co ona mi daje.-
- Klara wiesz, że ona chce dla ciebie jak najlepiej. Daj jej szansę.-
Usiadł na łóżku koło mnie. - Przecież ona mi nawet nie wierzy, kiedy
powiedziałam jej, dlaczego Zuza wyjechała.-
- Jeżeli mam być z tobą szczery to posłuchaj. Ona zna Zuzę przez tyle lat i
była ona grzeczną dziewczynką, więc dlaczego tak nagle miałaby zrobić coś nie
tak. Ciebie wcale nie zna a pewnie z twojego ojca opowiadań jesteś nie
posłuszna i kłamiesz. Skoro zawsze unikasz prawdy to, czemu teraz miałoby być
inaczej. Rozumiesz, co mam na myśli?- Spojrzał na mnie z zatroskanie.
- Chyba tak, dobra dawaj te leki.- Postanowiłam się poddać, bo wiem, że on
by tego nie zrobił. Chłopak podał mi leki i połknęłam je. Widać było, że
Nthanowi aż ulżyło.
- Dzielna dziewczynka.- Uśmiechnął się i złożył pocałunek na moich
rozpalonych ustach.
- Ty masz gorączkę.-
- Więc może lepiej mnie nie całuj, bo jeszcze się zarazisz, a to by była
wielka strata dla chłopaków.-
- Nie boję się zarazków a poza tym chłopaki by sobie beze mnie poradzili
kilka dni. Jeżeli bum zachorował to byś się mną zajmowała i w końcu byśmy
spędzili razem więcej czasu... Tęsknię za tobą wiesz?- Nath położył się koło
mnie i mocno do siebie przytulił. Tak bardzo mi tego brakuję.
- Ja za tobą też, ale jakoś to przetrwamy.-
- Myślałem nad tym i mam dwa pomysły jak byśmy mogli widywać się częściej.-
- Już nie mogę się doczekać aż je usłyszę.-
- Pierwszy to, to żebyś się do mnie wprowadziła.- Chłopak na chwile
przestał i czekał na moją reakcję. Podniosłam się i spojrzałam na niego.
- Nath nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała, ale to jeszcze za wcześnie.
Po tym wszystkim, co się stało musimy sobie na nowo zaufać... Nie zrozum mnie
źle... Poza tym, co by to zmieniło? Wychodziłbyś rano i wracał wieczorem
wyczerpany. Ja bym chodziła do szkoły i resztę dnia siedziała sama w domu.-
- Ale przynajmniej byśmy spędzali te noce razem. Chcę zasypiać i budzić się
koło twojego boku... To mi wystarczy.- Chłopak chciał mnie pocałować, ale ja
się odsunęłam.
- Ale mi to nie wystarczy... Nie rozumiesz, że ja cię potrzebuję nie tylko
do seksu. Potrzebuję twojego wsparcia.- Łzy same zaczęły spływać po moich
policzkach, a kiedy Nathan je zobaczył od razu je otarł.
- Przepraszam.-
- Nie przepraszaj... A jaki jest twój drugi plan?- Z powrotem położyliśmy
się wtuleni w siebie.
- Później ci go powiem, lepiej żebym się najpierw upewnił niż ci
naobiecywał i później rozczarował. Żeby to zadziałało musisz szybko
wyzdrowieć.- On wie jak mnie zmotywować. Tak spędziliśmy resztę dnia. Wieczorem
jednak Nath musiał wracać, bo jutro musi byś wcześnie rano w studiu.
*Tydzień później*
Już całkowicie się wyleczyłam i normalnie chodzę do szkoły. Został jeszcze
tydzień i mogę spędzić cały tydzień z moim księciem z bajki na białym koniu.
Dziś mam się z nim spotkać w naszej ulubionej kawiarni. Kiedy tam zaszłam Nath
już czekał. Kiedy mnie zobaczył podszedł i pocałował na powitanie. Usiedliśmy i
zamówiliśmy kawę.
- No nie trzymaj mnie tak, powiedz w końcu.- Niecierpliwiłam się.
- No już mówię, mam pomysł jak możemy spędzać więcej czasu razem. Teraz
tylko wystarczy twoja zgoda i pokazanie się z jak najlepszej strony.-
- Więc...- Trochę mnie już zaczął mnie denerwować.
- Załatwiłem ci próbny tydzień jako stylistka The Wanted.- Nie wierzyłam w to,
co słyszę.
- Co? Jak to? Przecież wy już macie stylistkę. Nie zwolniliście jej chyba z
mojego powodu?-
- Ależ skąd, sama odeszła. Po prostu nie dała rady. Pokazaliśmy nasze
prawdziwe ja.-
- To znaczy?-
- No wiesz wyszykowała jednego i zanim wyszykowała drugiego ten pierwszy
zdążył się już pobrudzić.-
- Czyli specjalnie uprzykrzaliście jej życie.-
- Nieeee... Po porostu próbowaliśmy ją przygotować na każdą sytuację.-
Chciało mi się śmiać z jego miny, kiedy to mówił. - To, co zgadzasz się?-
- Jasne, że się zgadzam!- Krzyknęłam, 'rzuciłam' mu się na kolana i
zaczęłam go całować. Wszyscy obecni w kawiarni zaczęli się na nas dziwnie gapić,
ale teraz mnie to nie obchodziło... Szczerze to nigdy mnie to nie obchodziło.
- Zaczynasz od poniedziałku, przyjadę po ciebie. W szkole też już masz
załatwione to jako praktyki.- Pomyślał o wszystkim. Czy mogłabym trafić na
lepszego chłopaka od niego?
Następny tydzień minął całkiem sympatycznie. Chłopaki nie uprzykrzali mi
życia w pracy, więc się dostałam. Pochwaliłam się moim rodzicom, że w końcu
będę mogła się usamodzielnić, ale oczywiście ojciec widział same problemy. Jak
zwykle to samo, że Nathan sprowadza mnie na złą drogę. Na szczęście mama nie
miała z tym problemu i mnie pochwaliła. Nath jednak miał rację, powinnam dać
jej szansę... Potrzebuję kogoś takiego jak ona. Szkoła się skończyła i zaczął
się mój wymarzony tydzień z Nathanem w roli głównej. Z powodu urodzin mamy nie
mogliśmy wyjechać gdzieś daleko, więc postanowiliśmy pojechać nad jezioro pod
namiot. Juz nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam. Dniami
pływaliśmy, opalaliśmy się, budowaliśmy zamki z piasku... Ogólnie bawiliśmy się
jak małe dzieci, a wieczorami... No właśnie... Noce z moim księciem z bajki
były magiczne. Niestety kiedyś musiało się to skończyć. Nath mnie odwiózł i
umówiliśmy się na za dwie godziny. Mama planowała zrobić małe przyjęcie na jej
urodziny. Kiedy dojechaliśmy pod mój dom, pożegnałam się z chłopakiem i
kierowałam się do domu. Drzwi jak zwykle były otarte, więc weszłam do środka. O
mały włos bym się nie zabiła... Znowu. Potknęłam się o jakieś walizki, które
leżały w przedpokoju.
- Nie możecie się nauczyć kłaść tego gdzieś indziej?! Najpierw jakieś pudła
a teraz walizki!- Krzyknęłam na cały głos i poszłam do salonu gdzie pewnie
wszyscy się znajdowali. Weszłam do pokoju i co zobaczyłam... A raczej, kogo...
Zuze z Beau... Czyli wypędziła Nialla.
- Cześć Klara.- Przywitała się siostrzyczka. Ja bez żadnego słowa zabrałam
ją to swojego pokoju. Zamknęłam za nami drzwi i odwróciłam się do niej przodem.
- Więc droga siostrzyczko. Musisz przestać być święta i powiedzieć prawdę o
tym, że jesteś zwykłą szmatą.-
- O co ci chodzi! Ale jeśli to cię uspokoi to powiem im, że przespałam się
z Nathanem.- Nie wiedziałam, że tak szybko pójdzie. Zeszłyśmy na dół gdzie Beau poszedł do toalety... A szkoda dowiedziałby się czegoś interesującego o swojej
drugiej połówce.
- Wiecie, co muszę wam coś powiedzieć. Pewnie ciągle zastanawiacie się tym
wątkiem listu. A więc chodzi o to, że pewnego wieczoru poszłam na imprezę,
zabawa była taka kitowa...-
- No weź się streszczaj.- Popędziłam ją, nie mamy całego dnia.
- Okej, więc tamtego wieczoru JA przespałam się z Nathanem. Jeszcze wtedy
nie znałam Klary, ale kiedy nas poznaliście już wiedziałam, że to był zły krok.
Ja tego żałowałam, ale pod wpływem alkoholu człowiek nie wiem, co robi. Potem
Klara na moich oczach specjalnie całowała Nialla. To, dlatego wyjechałam, bo
Klara...- Przerwała na chwilę i spojrzała na mnie. Nie wiem, w jakim celu. Nie
powiem teraz "wystarczy" niech dokończy. - Zagroziła mi, że coś się
stanie mojej paczce. Miałam dość wszystkiego i wyjechałam. Ale ja naprawdę tego
żałuję.- Z jej oczu wydobyła się łza, którą szybko starła.- Nie chciałam tego
oraz nie chciałam tak poznawać mojej siostry. No, ale kara mnie spotkała, bo - przerwała,
ale nie wiem, dlaczego. O jakiej ona każe mówi, ja już jej nic nie zrobiłam... Raczej.
Powiedziałam tylko adres Niallowi... Mam nadzieję, że on nic nie zrobił.- Dwa
tygodnie zostałam zgwałcona.- Nie wierzyłam w to, co przed chwilą usłyszałam.
Czekaj dwa tygodnie temu... To był Niall, jestem tego pewna. Jak on mógł... Mówił,
że ją kocha a on jej takie świństwo zrobił. Po części to była moja wina. Mogłam
mu nie mówić albo, chociaż mu powiedzieć o Beau. Zabiję go chyba... Niech ja
go gdzieś tylko spotkam to własna matka go nie pozna. Owszem nie lubię Zuzy,
ale to już przegięcie. Moje przemyślenia przerwał płacz mamy. Starsza kobieta
podeszła do Zuzy i ją przytuliła.
- Zadowolona jesteś?- Usłyszałam pytanie ojca skierowane do mojej osoby.
- Nie rozumiem.-
- Gdyby nie ty to, to wszystko by się nie zdarzyło.-
- Robert nie obwiniaj jej.- Mama stanęła w mojej obronie.
- Skąd miałam wiedzieć, że Niall to zrobi.- Trochę się rozpędziłam.
- Skąd wiesz, że to Niall?- Wszyscy zapytali się mnie w tym samym czasie.
- No, bo... To ja podałam mu adres, ale nie miałam pojęcia, że zrobi coś
takiego. On chciał się tylko z nią pogodzić. Owszem nie przepadam za Zuzą, ale
nigdy bym jej nie życzyła czegoś takiego.- Łzy zaczęły mi same lecieć. Nie
lubiłam pokazywać swoich słabości, więc szybko pobiegłam na górę.
- Klara zaczekaj!- Usłyszałam jeszcze głos Zuzy za sobą. Udałam, że nie
słyszę i zamknęłam się w pokoju. Rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam się na
dobre. Kiedy się opamiętałam podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej walizkę.
Zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy, zamknęłam walizkę i zeszłam na dół.
Akurat tak się złożyło, że Nath właśnie przyszedł. Podszedł do mojej mamy,
złożył jej życzenia i dał prezent.
- Cześć Nathan.- Odezwała się moja siostra. - Co tam u ciebie słychać?-
- Cześć... Nie wiedziałem, że tu jesteś. Wszystko w porządku a u ciebie.-
Na twarzy bruneta pojawił się mały uśmiech. Nie wytrzymałam i zbiegłam na dół z
moją walizką.
- Odczep się od niego, jeszcze ci mało!- Odepchnęłam Zuzę od Nathana, która
właśnie podawała mu rękę.
- Klara, o co ci chodzi i po co ci ta walizka?- Zapytał się Nath.
- No przecież mieliśmy gdzieś razem wyjechać... No chyba, że już ci się
odechciało na widok mojej 'ukochanej' siostrzyczki.-
- Tak, ale nic nie mamy zaplanowane. Gdzie ty chcesz jechać i to jeszcze o
tej porze?-
- Dobra jak nie chcesz to nie jedź. Ja nie mam zamiaru tu zostawać ani
chwili dłużej.- Złapałam walizkę i wyszłam z domu. Nie miałam za daleko od lotniska,
więc poszłam na piechotę. Miałam plan i poradzę sobie z nim bez niczyjej
pomocy. Co chwile ktoś do mnie wydzwaniał, więc wyłączyłam telefon. Po dotarciu
na lotnisko kupiłam bilet do Paryża. Mam tylko nadzieję, że ten gnojek jeszcze
tam jest i go znajdę. Pożałuje tego, co zrobił i pokaże ojcu, że nie jestem taka,
za jaką mnie uważa. Kolejny raz w życiu muszę mu coś udowadniać, ciekawe tylko
czy tym razem to doceni. Zanim się obejrzałam siedziałam już w samolocie. Lot
minął mi bardzo szybko z tego powodu, że przez całą podróż myślałam nad tym
gdzie mogę znaleźć Nialla. Po odebraniu bagażu zamówiłam taksówkę i
pojechaliśmy do najbliższego hotelu. Zarejestrowałam się i poszłam do
wyznaczonego pokoju. Postanowiłam, że moje poszukiwania zacznę jutro rano, bo
teraz padam z nóg. Położyłam się i zasnęłam w mgnieniu oka. Obudziłam się z
samego rana, Ubrałam się i wykonałam inne poranne czynności. Zabrałam tylko
telefon, portfel i klucze i zeszłam na dół na śniadanie. Na szczęście mieli
typowe Brytyjskie śniadanie, czyli bekon, jajecznica, fasolka i tosty. Po
zjedzeniu ruszyłam w poszukiwania Nialla. Szłam tak ulicami Paryża i myślałam
jakby było fajnie spędzić ten czas z Nathanem w mieście zakochanych. Nie wiem,
czemu w ogóle tak zareagowałam wczoraj... Może po prostu jestem o niego
zazdrosna i boje się go znowu stracić. Jestem głupia wyglądało na to, że mu nie
ufam... A tak nie jest... Ufam mu i to bez granicznie, ale jednak boję się z
nim zamieszkać. Tak mi minął cały dzień, miałam już się poddać, kiedy do głowy
wpadł mi pomysł. Przecież to Niall, nie ważne, co zrobi zawsze będzie chciał
przeprosić. Moim kolejnym celem stał się dom Zuzy. Było to dość daleko, więc
zadzwoniłam po taksówkę, która zjawiła się po kilku minutach. Podałam kierowcy
adres i już po 20 minutach byliśmy na miejscu. Zapłaciłam i wysiadłam z
pojazdu. Tak się spodziewałam Niall siedział na schodach przed domem Zuzy i
czekał aż wróci. Ciekawe czy wie, że nie będzie jej cały tydzień. Jest
powiedzenie jak kocha to poczeka.
- Niall!- Krzyknęłam i zaczęłam biec w jego stronę. Niall wstał jak
oparzony i zaczął podchodzić w moją stronę. Kiedy tylko do niego dobiegłam
przywaliłam mu z pięści prosto w nos. Chłopak niczego się nie spodziewał, więc
poleciał na ziemię.
- Czyli już wiesz?- Powiedział i w tym samym czasie trzymał się za
krwawiący nos. Nie wiedziałam, że mam tyle siły... Dobrze wiedzieć.
- Co ty sobie myślałeś!? Dałam ci adres, bo myślałam, że ją kochasz a ty
jej takie świństwo zrobiłeś.-
- Może gdybyś mi powiedziała o Beau to wszystko potoczyło się inaczej.-
Chłopak się podniósł.
- Inaczej!? To znaczy byś tu nie przyleciał, czy może byś jej nie
zgwałcił!?- Znowu przywaliłam mu w nos. - Podałam ci ten zasrany adres, bo myślałam,
że jak cię zobaczy to do ciebie wróci. Pasowaliście do siebie i to bardzo.
Każdy zasługuje na drugą szansę, ale ty ją spieprzyłeś. Ona ci juz tego nigdy
nie wybaczy... Straciłeś ją już na zawsze.- Zobaczyłam łzy w jego oczach. Postanowiłam
go zostawić z tymi przemyśleniami i poszłam z powrotem do hotelu. Nie miałam
juz kasy na taksówkę, więc poszłam na piechtę... Jednak był to bardzo zły pomysł,
bo się zgubiłam. Szłam jakąś ciemną uliczką i po chwili miałam takie
przeczucie, że ktoś mnie śledzi. Przyśpieszyłam kroku... Strasznie się w tej
chwili bałam. Niestety skręciłam w jakiś ślepy zaułek. Szybko wyciągnęłam
telefon z kieszeni i wykręciłam numer do Nathana.
- Halo Klara, co się z tobą dzieje dziewczyno. Wszyscy się o ciebie tu
martwimy.- Słyszałam strach w jego głosie.
- Nathan mam wrażenie, że ktoś mnie śledzi... Nathan ja się boję.- Głos mi
się załamał.
- Spokojnie... Uspokój się i powiedz mi gdzie jesteś.- Teraz strach w jego
głosie było słychać jeszcze wyraźniej.
- Jestem w Paryżu.-
- Gdzie?- To było ostatnie, co od niego usłyszałam, bo ktoś uderzył mnie w
głowę i straciłam przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz