*Oczami Klary*
Następnego dnia
poszłam do najlepszego akademika w Londynie. Nathan oczywiście poszedł ze mną
żebym czasami nie stchórzyła. Zapisałam się i o dziwo tydzień później dostałam telefon,
że się dostałam. Nie mogłam w to uwierzyć. Od razu poszłam na zakupy i kupiłam
potrzebne podręczniki, itp. Postanowiłam, że przystopuje z imprezami. Mam
wielkie wsparcie ze strony Margaret i Nathana a na ojca nie mam, co liczyć.
Kiedy wrócił z ‘’delegacji” powiedziałam mu, że dostałam się do szkoły a on tylko
wzruszył ramionami i tyle go widziałam.
Dzisiaj jest
pierwszy dzień szkoły. Strasznie się denerwowałam, ale mam, na kogo liczyć.
Nath odprowadził mnie pod same drzwi budynku i pocałował na pożegnanie.
Pierwszy dzień minął bardzo sympatycznie. Poznałam kilka nowych ludzi i okazało
się, że Margaret też tam uczęszcza. Za ‘’drobną” opłatą dyrektor postanowił ją
przyjąć od razu.
- Czego nie robi
się dla przyjaciół.- Co chwile mi powtarzała. Tak minął nam cały tydzień.
- Słyszałaś, że
Cara robi imprezę urodzinową w tą sobotę?- Zaczęła Margaret.
- Tak, ale nie
wiem czy pójdę. Obiecałam Natanowi, że przystopuje z imprezami.-
- No i
przystopowałaś. Cały tydzień wytrzymałaś. Z resztą weź do ze sobą.-
Kontynuowała.
- Dobra zapytam
się go, ale jeżeli on nie idzie to ja też nie.-
- Jasne.-
Od razu złapałam
za telefon i wykręciłam jego numer.
- Halo.
- Cześć Nath. Mam
pytanie, Cara robi jutro imprezę urodzinową i zastanawiałam się czy chciałbyś
iść z nami.-
- Nie znam jej.
Jest ładna?- Było słychać, że się zemną droczy.
- No nawet.
- To mi nie
wystarczy, ale pójdę z moją piękną dziewczyną.-
- No już się nie
podlizuj. To może wpadniesz dziś wieczorem i pomożesz mi coś wybrać na jutro.-
- Jasne będę o
20:00.
- Czekam.-
- Kocham.-
- Ja też.-
Tak zakończyła
się nasza rozmowa. Kiedy wróciłam do domu zjadłam ‘’obiad”, czyli kanapkę z
serem i następnie poszłam odrobić lekcje. Tak to do mnie nie podobne. Ojca jak
zwykle nie było w domu, ale może to i lepiej. Równo o 20: 00 zadzwonił dzwonek
do drzwi. Szybko zleciałam na dół je otworzyć. Ukazał mi się Nath. Zaprosiłam
go do środka i powitał mnie standardowym całusem. Oczywiście nie odbyło się od
pytań typu jak w szkole. Odpowiedziałam mu na każde i poszliśmy na górę. Nawet
szybko nam poszło z wybraniem kreacji na jutrzejszą imprezę. Nathanowi bardzo
spodobała się ta sukienka. Położyliśmy się na łóżku ii zaczęliśmy rozmawiać o
wszystkim i o niczym.
- Ojca jak zwykle
nie ma, co?-
- Zgadłeś, ale to
nic nowego.-
- A wraca na noc
czy cię zostawia?-
- To zależy.
Wątpię żeby dzisiaj wrócił.-
- A nie boisz się
tak sama zostawać w domu?- Nath przysunął się bliżej mnie i zaczął gładzić mnie
po policzku. Dokładnie wiedziałam, do czego on zmierza.
- Czasami, ale wiem,
że mam chłopaka, który obroni mnie w każdej sytuacji. Wystarczy jeden telefon.-
Zaczęłam się z nim droczyć.
- Ma facet szczęście,
że ma taką dziewczynę, ale chyba nie pilnuje jej zbyt dobrze. Właśnie leży z
jakimś chłopakiem na jednym łóżku.-
- Mogę do niego zadzwonić,
jeżeli chcesz.-
- Lepiej nie. Nie
chciałbym stąd wyjść z obitą twarzą.- Wtedy nasze usta się złączyły. Nasze
pocałunki stawały się coraz namiętniejsze z każdą sekundą. Jego dłonie zaczęły
błądzić po moich plecach… dalej chyba nie muszę tłumaczyć, co się wydarzyło.
*Następny dzień*
Obudziłam się w
objęciach Natha. Spał jak zabity. To była wspaniała i nieprzespana noc. Jestem
taka szczęśliwa. Od dawna marzyłam o tym. Spotykam się z nim od trzech lat a to
był nasz pierwszy raz. Nie chciałam go budzić, więc leżałam i przyglądałam mu
się. Ja to jednak mam szczęście. Inne dziewczyn mogą tylko poważyć o takim
chłopaku.
Nathan obudził
się po jakichś 15 minutach.
- Dzień dobry jak
się spało w obcym łóżku?-
- Witam, a bardzo
dobrze. Mam nadzieje, że twój chłopak nie będzie miał nic, przeciwko że skorzystałem tu
z noclegu.-
- Niech zostanie
to naszą słodką tajemnicą.- Wielki uśmiech pojawił się na ustach chłopaka i
wtedy musnął moje usta. Nagle do pokoju wparował mój ‘’ukochany” tatuś
przerywając nam.
- A tu, co się
dzieje?-
- Nic, co powinno
ciebie interesować.-
- Jeżeli coś się
dzieje pod moim dachem to powinno mnie interesować.-
- O proszę tatuś
siedmiu boleści się znalazł. Od kiedy ci e obchodzę?-
- Wiesz, że mnie
obchodzisz. I wiedziałem, że to przez tego chłopaka tak się stoczyłaś i
sprowadza się na złą drogę.-
- To właśnie
dzięki niemu jeszcze żyje. Gdyby nie on już dawno bym się poddała. To dzięki
niemu zaczęłam się uczyć.-
- Ale pana i tak
chyba to nie obchodzi, co ja dla niej zrobiłem. Dla pana liczy się tylko to, co
pan dla niej zrobił, ale nie ma takiego, co pan dla niej zrobił.-
- A ty nie masz
prawa się tak do mnie odzywać gówniarzu.-
- Będę tak się odzywał,
jeżeli chodzi o Klarę.-
Ojciec nie
wytrzymał, podszedł do Nathana i z całej siły uderzył go w nos.
- Ogłupiałeś! Co
ty wyprawiasz?! Nie masz prawa! Rozwaliłeś mu nos! Wynoś się!-
- Trochę szacunku!-
- Do ciebie
nigdy!-
Ojciec wyszedł a
ja szybko pobiegłam po zimny ręcznik i inne potrzebne rzeczy to opatrzenia
Natha.
- Nath żyjesz?-
- Tak nic mi nie
jest.-
- Dlaczego się w
ogóle odezwałeś?-
- Nie mogłem już
tego słuchać.-
- Mój ty
bohaterze.-
Kiedy doprowadziłam
Nathana do ładu oboje postanowiliśmy, że będzie lepiej, jeżeli spotkamy się
dopiero na miejscu. Kiedy Nathan wyszedł ojciec zagrodził mi drogę.
- Bardzo mi się
nie podobało twoje zachowanie dziś rano.-
- Mi twoje tym
bardziej.-
- Może jak raz nie
pójdziesz na imprezę to może nauczysz się mieć do mnie szacunek.-
- Nie możesz! Nie
masz prawa!-
Właśnie, że mam.
Dzisiaj zostajesz w domu.- Ojciec złapał mnie za ramię i zaciągnął do mojego
pokoju. Następnie zamknął mnie tam. Wiedziałam, że dzisiaj już nigdzie nie
wyjdę. Musiałam zadzwonić do Natha, że jednak mnie dzisiaj nie będzie. Jednak
ten idiota zostawił telefon u mnie na łóżku. Skontaktuje się z nim jak już
będzie na imprezie. Margaret nie rozstaje się z telefonem.
*Ten sam dzień
wieczór*
Impreza zaczęła
się już dobrą godzinę temu. Postanowiłam napisać smsa do Margaret.
Ja: Hej możesz
przekazać Nathanowi, że jednak mnie nie będzie, bo ojciec zamknął mnie w
pokoju, ale nich on się dobrze bawi. Powiedz mu też, że przyjdę do niego jutro
z samego rana.
Po kilku
sekundach dostałam odpowiedź.
Margaret: Jasne
przekaże. Szkoda, że cię nie będzie, ale uwierz, że nic nie tracisz. Sama się
będę zaraz zbierała.
Nie miałam nic do
roboty, więc postanowiłam pójść spać.
*Następny dzień*
Wstałam i po
cichu podeszłam do okna. Samochodu nie było, czyli tata pojechał do pracy. Szybko
się ogarnęłam i ubrałam się w to. Na szczęście ojciec otworzył drzwi zanim
wyszedł. Założyłam słuchawki i wyszłam z domu. Po 10 minutach doszłam do domu Sykesa.
Miałam własne klucze do jego mieszkania w razie nagłego wypadku. Weszłam do
środka i zbliżałam się do jego sypialni, kiedy usłyszałam, że z kimś rozmawia. Na
początku pomyślałam, że rozmawia przez telefon, ale usłyszałam damski głos. Weszłam
do pokoju i zobaczyłam mojego chłopaka z jakąś dziunią w łóżku.
- Co tu się
dzieje?! Ty świnio to ja już ci nie wystarczam?! A może to już dzieje się od
dłuższego czasu?! Kim ona jest?! Wiesz, co myślałam, że chociaż na ciebie mogę liczyć,
ale jednak się myliłam! Nie chcę cię znać! A ty szmato nie było innych
chłopaków na tej imprezie?!- Mówiłam już przez łzy. Szybko wybiegłam z pokoju i
kierowałam się w stronę wyjścia, kiedy Nath zaczął za mną biec. Najszybciej jak
tylko mogłam wybiegłam z domu i złapałam taksówkę. Teraz już nie miał szans
mnie dogonić. Podałam kierowcy adres Margaret. Teraz tylko ona może mi pomóc.
Było by mi łatwiej gdyby moja mama żyła. Dojechaliśmy pod dom Mar. Zapłaciłam i
podbiegłam pod jej dom. Przez ten cały czas płakałam. Sama się sobie dziwiłam,
ponieważ nie pamiętam, kiedy ostatni raz płakałam. Zapukałam do drzwi i otworzyła
mi mama Mar.
- Dzień dobry
jest Margaret?-
- Dziecko, co ci
się stało? Oczywiście, jest na górze. Wejdź.- Weszłam do środka i od razu skierowałam
się do pokoju przyjaciółki. Zapukałam i kiedy usłyszałam zaspane proszę weszłam
do środka.
- Mamo mówiłam
nie bódź mnie tak wcześnie rano.- Powiedziała, kiedy nadal miała zamknięte
oczy.
- Sory nie
wiedziałam.-
- Klara, co ty
tutaj robisz i czemu płaczesz?- Blondynka od razu się podniosła i przytuliła
mnie.
- Nathan mnie
zdradził z jakąś blondyną.- Rozpłakałam się jeszcze bardziej. – Obiecałaś, że
będziesz go pilnowała.-
- Kochanie on na
pewno nie zrobił tego umyślnie. Ja to wiem… on cię kocha nad życie. Myślałam,
że dużo nie wypije… no, bo znasz go, on zawsze wychodził z imprezy trzeźwy.-
- Nie tym razem.
- Wybaczysz mu?-
Przyjaciółka na chwile się odsunęła.
- Kocham go i to
bardzo i wybaczę mu, ale… najpierw musi cierpieć tak samo jak ja.
- Klara odpuść
mu. Ja znam te twoje zemsty, niektóre są bezlitosne.
- Pomożesz mi?- Udawałam,
że nie słyszałam tego ostatniego pytania. Mar zastanawiała się przez dłuższą
chwile.
- Jasne, że tak.
Przecież jesteśmy przyjaciółkami.-
Usiadłyśmy na
łóżko i zaczęłyśmy się zastanawiać. Nagle wpadłam na pomysł.
- Jeżeli ona była
na imprezie u Cary to znaczy, że chodzi do naszej szkoły. Możemy ją po obserwować
i zobaczymy, na kim najbardziej jej zależy.-
- Dobrze myślisz
tylko ona wie jak ty wyglądasz. Od razu zauważy.-
- Tak, ale nie
wie jak wygląda moja najlepsza przyjaciółka.- Uśmiechnęłyśmy się do siebie i planowałyśmy,
co dalej.
*Miesiąc później*
Nathan przez ten
cały czas próbował mnie odzyskać, ale przyrzekłam sobie, że wybaczę mu dopiero
po zemście. Niech wie, że ze mną się nie zadziera. Nie robie wyjątków dla
nikogo. Margaret obserwowała Zuze (tak miała na imię ta szmata). Miałyśmy się dzisiaj
spotkać po szkole u mnie w domu i zaplanować, co dalej. Nie musiałam na nią
długo czekać. Od razu przeszłyśmy do naszego tematu.
- Więc co się
dowiedziałaś mój detektywie?-
- Oj dużo
kochana. Zacznijmy od jej przyjaciółki…-
- Nie ona nie
jest mi potrzebna. Przejdź dalej.-
- Okej no to ona
spotyka się na przerwach z jakimiś chłopakami. Na początku myślałam, że taki w
loczkach ma ochotę na nią, ale później zauważyłam, że zwraca na nią tylko uwagę,
kiedy Louis jest w pobliżu i siedzi koło niej. Wyciągnęłam to z jego szafki.-
Blondyna podała mi coś w formie pamiętnika.
- No to mamy
pierwszego haka na jej przyjaciół, ale to mi nie wystarczy. Mów, co dalej.-
- To cię
zainteresuje. Jest jeszcze Niell. Widziałam jak całował się z Zuzą.-
- Czekaj Niell to
też ten z tego pamiętnika.-
- Dokładnie.-
- To ja już wiem,
co będziemy robić dalej.- Nagle do pokoju wszedł mój ojciec.
- Klara możesz na
chwile zejść na dół.-
- Mogę, ale nie
chcę.-
- To jest bardzo
ważne.- Wstałam i poszłam za nim. Zeszliśmy na dół i stanieliśmy naprzeciw drzwi
wejściowych.
- Noo… mamy
bardzo ładne drzwi. Tato ja nie mam czasu na takie rzeczy.-
Wtedy do domu
weszła jakaś kobieta a za nią była… ona. Zatkało mnie. Co ona tu robi. Staliśmy
tak w ciszy, kiedy głos zabrała kobieta.
- Więc Zuzo
poznaj Klarę i Roberta to znaczy tatę i swoją siostrę.-
Nie wierzyłam w to,
co słyszę, że niby ona moją siostrą. To jakieś żarty. Później coś tam było o tym,
że tak było lepiej, ale ja już tego nie słuchałam. Byłam w szoku. Do realizacji
wróciłam, kiedy Zuza wybiegła z domu. Pobiegłam za nią i zatrzymałam ją.
- No, więc ‘’siostro”
nie wydaje mi się żebyśmy się polubiły. Zabrałaś mi najważniejszą osobę w moim
życiu i teraz twoja kolej na cierpienia. Lepiej uważaj na siebie i twoich
przyjaciół. To, co planuje może się zdarzyć w każdej chwili.- Później wróciłam
do domu a w jej oczach było widać strach. Wróciłam do pokoju omijając ojca i ‘’mamę”.
Tak wiem powinnam się cieszyć, ponieważ zawszę chciałam żeby mama do nas wróciła,
ale mogła wrócić bez niej. Opowiedziałam wszystko Margaret i jak zwykle
zabrałyśmy się do planowania. Cała akcja miała się odbyć jutro w szkole. Już
nie mogę się doczekać.
*Następny dzień
po szkole*
Czekałam przed
szkołą na Niella. Margaret miała za zadanie przyprowadzić Zuzę w odpowiednim
czasie. Nathan też dostał wiadomość, że musi przyjść na konkretną godzinę.
Znając jego nie spóźni się. Wszyscy znaleźli się przed szkołą w tym samym czasie.
Kiedy Zuza mnie zobaczyła już wiedziała, co za chwile stanie. Może nie do słownie,
ale wiedziała, że coś złego. Podeszłam do blondyna i pocałowałam go namiętnie.
Ku mojemu zdziwieniu odwzajemnił pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie i od razu
podeszłam do Zuzy.
- Teraz wiesz jak
to boli. Mam dla ciebie propozycje… wyjedziesz z Londynu to twoi kumple nie
ucierpią. Teraz wiesz, na co mnie stać i ich normalne życie jest w twoich rękach.-
Odwróciłam się od niej i zobaczyłam Nathana. Widziałam, że go to bolało, bo
miał łzy w oczach. Nie mogłam na o patrzeć, więc odwróciłam wzrok w drugą
stronę. Cieszę się, że zemściłam się na Zuzię, ale Mar miała rację… jego mogłam
oszczędzić. Strasznie żałuje, że go tu ściągnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz